Nowy wyższy ZUS. 4000 zł miesięcznie? Przecież to koszmar, nie składki

Pełne oskładkowanie dochodów przedsiębiorców i wbicie im tym samym noża w plecy, czy składki od dochodów dla najbiedniejszych, które ułatwią im start w biznesie? Jedna nieprecyzyjna wypowiedź premiera Morawieckiego wywołała falę spekulacji. A może właśnie o to chodziło?

Fot. Krystian Maj / KPRM

Od poniedziałku cała Polska dyskutuje o tym, co Prawo i Sprawiedliwość zamierza zrobić z polską gospodarką. Trudno się jednak temu dziwić., bo nie na co dzień padają deklaracje o podniesieniu płacy minimalnej do 4 tys. zł brutto. I nie po każdym wystąpieniu Mateusza Morawieckiego „Gazeta Wyborcza” zapowiada, że „przedsiębiorcy będą wyć”.

To drugie tyczy się już ściśle sposobu oskładkowania osób prowadzących działalność gospodarczą. Szef rządu rzucił, że zmiany idą w kierunku liczenia składek ZUS proporcjonalnie do dochodu. To oznacza, że część przedsiębiorców płaciłaby miesięcznie o kilka tysięcy złotych więcej niż dotychczas.

Bizblog.pl poleca:

Komu niższe składki?

Oskładkowanie uzależnione dochodu opłaca się głównie maluczkim. Przy dochodach rzędu 3 tys. zł składka wyniosłaby nieco ponad 1,5 tys. zł i byłaby podobna do tej, którą przedsiębiorcy będą odprowadzać w przyszłym roku ryczałtem. Ale im dalej, tym gorzej. Przy 10 tys. zł składka sięgnęłaby 4,3 tys. zł!

W przypadku planowanego zniesienia 30-krotności limitu składek oznaczałoby to, że lepiej sytuowani przedsiębiorcy poszliby z torbami. Miesięczny koszt związany tylko z samymi ubezpieczeniami społecznymi mógłby iść w kwoty rzędu kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie.

Politycy PiS w poniedziałek milczeli. We wtorek minister Emilewicz gasiła alarmistyczne głosy, twierdząc, że proporcjonalność składek będzie dotyczyć tylko najmniejszych przedsiębiorców. A ci po zmianach rzeczywiście mogliby zmniejszyć obciążenia o kilkaset złotych.

Środa rano – głos na Twitterze zabiera rzecznik rządu Piotr Muller.

Liczenie wysokości składki ZUS dla przedsiębiorców pozostanie na takich samych zasadach. Dodatkowo dla małych przedsiębiorców będzie niższa składka liczona proporcjonalnie do dochodu, ale nie większa niż według obecnych zasad. Pojawiające się inne informacje są nieprawdziwe – podkreślił.

Środa po południu – wreszcie doczekaliśmy się wypowiedzi premiera Morawieckiego. Podczas wizyty w Karczewie szef rządu zapewnił, że przedsiębiorcy nie będą musieli płacić wyższego ZUS-u, a zmiana naliczania składek ma pomóc najmniejszym.

Niejasne motywacje premiera

Czy zapowiedź rzucona przez Morawieckiego w weekend była więc tylko sondowaniem? Obecny rząd, ale i poprzednicy mają tu swoje na sumieniu, lubi od czasu do czasu zasygnalizować pomysł i poczekać, jak będzie on rezonował w przestrzeni publicznej. A dopiero potem decyduje o jego dalszych losach. Czasami całkowicie odpuszcza temat, a czasem tworzy projekt ustawy i stara się ją po cichu przepchnąć przez komisje sejmowe.

W ten sposób miała zostać załatwiona kwestia sławnego testu przedsiębiorcy. Rząd rzucił pomysł, a gdy media, przedsiębiorcy i eksperci wylali na niego kubeł pomyj, Morawiecki zadeklarował, że ze wszystkiego się wycofuje. Ale w kuluarach mówi się o tym, że test wróci, tyle że pod inna nazwą i być może w nieco zmienionej formie.

Trzy warianty

Trudno przewidzieć dalsze losy składki od dochodu. Według „Rzeczpospolitej” kancelaria premiera pracuje jednocześnie nad trzema różnymi rozwiązaniami. Pierwsze zakłada pełne oskładkowanie dochodów, drugie – wprowadzenie limitu dochodów, a trzecie – wprowadzenie zryczałtowanej składki ZUS na poziomie 2-3 tys. zł miesięcznie dla osób na podatku liniowym i pełne oskładkowanie dla podatników rozliczających się według skali podatkowej.

To oznaczałoby, że piłka wciąż jest w grze, a enigmatyczne sformułowanie o oskładkowaniu dochodów miało służyć wybadaniu społecznych emocji. Trudno ukryć, że przedsiębiorcy nie cieszą się w Polsce dobrą opinią. Być może Morawiecki celowo zasugerował, że obciąży ich wyższym podatkiem, by przekonać się, jak na dociśnięcie fiskalnie właścicieli firm zareagują wyborcy.

Biorąc pod uwagę coraz liczniejsze obietnice wydatków socjalnych, nowy strumień dochodów w budżecie będzie z pewnością mile widziany. Chytry plan PiS polega jednak na tym, że z przedsiębiorców uda się co nieco wycisnąć nawet, gdyby plan pełnego oskładkowania okazał się zbyt radykalny.

Od przyszłego roku minimalna płaca pójdzie w górę do 2600 zł brutto. Jako że podstawę wymiaru składek wylicza się na podstawie wynagrodzenia, wpływy do ZUS i tak będą większe niż w 2019 r. Pytanie tylko, czy to pozwoli Morawieckiemu na realizację wyborczych obietnic. Bo jeżeli nie, to przedsiębiorcy nie mają się z czego cieszyć. Rząd za moment wyskoczy z kolejną rewolucyjną propozycją.