Polski Inteliclinic zgarnął kupę kasy z Kickstartera. Ale towaru wciąż nie dostarczył

Hitowy polski startup ma kłopoty z dostarczeniem obiecanego produktu. Zaglądamy za kulisy pracy na Neuroonem – maską do snu świadomego i medytacji.

Jak zaczęła się historia Neuroona?

W grudniu 2013 roku Intelclinic (wtedy jeszcze bez „i” w nazwie, co sugerowało związek z producentem procesorów, Intelem) rozbiło kickstarterowy bank zbierając 438 tys. dol. Internautów z całego świata zafascynował polifazowy sen przez zaledwie 2 godziny dziennie. Pierwsze maski miały być gotowe już w połowie kolejnego roku, czyli w 2014 r. Do ponad tysiąca wspierających trafiły jednak dopiero w maju 2016 roku i już nie wspierały snu polifazowego. Zamiast tego skupiono się na analityce snu, którą wykorzystano do minimalizowania jet-lagu i planowania efektywnych drzemek. Niestety nawet w tym przypadku musieliśmy wierzyć Neuroonowi na słowo, że maska rzeczywiście naładuje nas energią. Firma nie zbadała bowiem efektywności oferowanych usług.

Niezależni badacze stwierdzili, że maska jest niewiele lepsza niż rzut monetą. Prawidłowo wykrywa fazę snu tylko w 65 proc. przypadków. Jeśli zaś chodzi o budzik, to maska w jednym z trzech przypadków wybudza nas w najgorszym momencie dla jakości naszego snu.

Do samego końca maska reklamowana była jednak sloganem „near-medical-device” (co konkretnie ta bliskość miała znaczyć – nie wiadomo).

W 2017 roku Inteliclinic postanowił spróbować crowdfundingowego szczęścia jeszcze raz.

Tym razem z Neuroon Open i…. ponownie rozbił bank. Niezrażeni wcześniejszymi doświadczeniami drobni inwestorzy wyłożyli 357 tys. dol. na Kickstarterze i 453 tys. dol. na Indiego. W centrum uwagi znalazły się tym razem medytacja i świadome śnienie. W teorii miały one podnieść produktywność ludzi, ale w praktyce…, no właśnie. Maski miały trafić do klientów w kwietniu zeszłego roku. Niestety wciąż ich nie ma, a zapowiedzi kolejnych terminów dostawy lądują w koszu.

Przed rokiem opisywałem nowy projekt Kamila Adamczyka, na który składał się implant mózgowy. Wspominałem wówczas o sytuacji Neuroona, pisząc:

Lektura komentarzy pod akcją crowdfundingową, czy na zamkniętej grupie na Facebooku, pokazuje jak wielkie jest niezadowolenie wspierających. Większość z nich pragnie zwrotu pieniędzy, bo na horyzoncie wciąż nie widać daty ukończenia projektu. Zmiany fabryki, projektu samego urządzenia, wymiana kadr – to wszystko nie wróży projektowi Neuroon dobrze.

Dziś mógłbym powtórzyć te słowa prawie co do joty.

Niedługo po moim artykule firma podpisała warunkową umowę inwestycyjną. Wierzyciele zgodzili się na restrukturyzację spółki. Przekonać ich miało zmniejszenie kosztów działalności czy zakończenie prac nad urządzeniem. Fakty są niestety nieubłagane. Od zbiórki minęły już ponad dwa lata, a wspierający Neuroon Open wciąż są na lodzie – nie dostali opaski ani zwrotu pieniędzy.

Odpowiadający za komunikację, Wojciech Trochimiuk, przekonuje, że firma trafiła w końcu na odpowiedniego podwykonawcę i zmieniła fabrykę na lepszą.

Główne opóźnienia w projekcie nastąpiły podczas zmiany fabryki, którą wymusiła na nas negatywna kontrola jakości o czym na bieżąco informowaliśmy backerów.

W momencie wysyłania pytań do Inteliclinic sprawdziłem komunikację do wspierających. Od 19 kwietnia nie pojawiała się żadna aktualizacja. To pół roku bez kontaktu. Z łatwością można zaś było znaleźć pełne goryczy komentarze.

Kilka negatywnych komentarzy pod postami na zamkniętej grupie facebookowej dotyczącej projektu, nie odzwierciedla naszego kontaktu z backerami.

– przekonuje Trochimiuk.

O komunikację zapytałem jednego z wspierających.

To jest bullshit i mydlenie oczu. Może warto im podesłać kilka screenshotów. Albo kilkaset screenshotów

– otrzymałem w odpowiedzi wraz z kilkoma zrzutami ekranów z Kickstartera, Indiego czy grupy na Facebooku.

Wspierający żalą się na lekceważący stosunek producenta. Jak Inteliclinic tłumaczy braki w komunikacji? Oczekiwaniem na zwrot podatku VAT. Bez niego firma nie miała środków na wstawienie posta na grupę czy wysłanie maila. To jednak nie jedyna linia obrony.

Interclinic:

Innym projektom się nie udało, więc my również powinniśmy mieć taryfę ulgową.

Kickstarter czy Indiego to nie sklep. To narzędzie marketingowe do promocji nowych produktów i zbierania pierwszych zamówień. Nowatorski charakter projektu nie może jednak usprawiedliwiać kolosalnych opóźnień.

Wiele hardware’owych projektów crowdfundingowych miało kilkuletnie opóźnienia ze względu na skomplikowany proces produkcji: Coolest Cooler, Oculus Rift, Pebble Watch czy Kokoon EEG Headphones. Ten ostatni nie został dostarczony jeszcze wszystkim backerom, a zakończył się w 2015 roku zbierając prawie 2 mln dol.

– pisze Trochimiuk.

Postanowiłem przyjrzeć się projektom, na które powołuje się Wojciech. Czy rzeczywiście niedotrzymywanie obietnic to crowdfundingowa normalność? Coolest cooler został pozwany w stanie Oregon. Pebble pozostawił swoich klientów bez żadnego wsparcia, a w mediach określany jest mianem najgorszej porażki.

To przykłady znanych projektów, które mimo dużego wsparcia finansowego nie dostarczyły swoich produktów na czas.

– kontynuuje Wojciech.

A teraz zamieńcie pierwszą część tego zdania na „Neuroon” – brzmi znajomo?

Opóźnienie w produkcji wcale nie oznacza, że projekt jest porażką – w naszym przypadku wina ewidentnie leżała po stronie fabryki, która jak wcześniej wspominałem nie przeszła testów jakości produkowanych podzespołów.

Czyli mamy dać Inteliclinic swoje pieniądze na 10 lat, licząc, że wtedy uda się coś osiągnąć? Bo opóźnienie to przecież nie porażka.

Nie możemy w nieskończoność czekać na produkt, który w momencie zbiórki miał jasno wyznaczoną datę premiery.

Miał to być kwiecień 2018 roku.

Uważamy, że urządzenie Neuroon Open jest na tyle innowacyjnym produktem, że mimo powstałych opóźnień, jest najbardziej zaawansowanym tego rodzaju sprzętem na rynku.

Bardzo chętnie byśmy to sprawdzili, gdyby tylko produkt był w sprzedaży. Inteliclinic wybierał wspierających do udziału w beta-testach, ale nie każdy chętny mógł sprawdzić niedokończone urządzenie. Udało nam się trafić do osób, które zgłaszały chęć uczestnictwa w programie, ale ich pytania pozostały bez odpowiedzi.

W trakcie prac na tym artykułem na Inteliclinic opublikowało aktualizację.

12 października Inteliclinic rozesłało wiadomość, w której czytamy:

Musimy zacząć przynosić zyski i pokazać inwestorom, że potrafimy zarabiać pieniądze. Dlatego pracowaliśmy nad sklepem, gdzie za każdą sprzedaną maskę, wyślemy jedną do wspierających.

Brzmi jak piramida.

Wspierający mają otrzymywać maski dopiero, kiedy ktoś kupi je na wolnym rynku. Jak to ma wyglądać w praktyce? Pierwsza partia Neuroonów, zawierająca 100 egzemplarzy, podzielona zostanie na połowę – jedną otrzymają wspierający, druga trafi do otwartej sprzedaży.

Wygląda to jakby sprzedaż w sklepie internetowym miała suplementować wcześniejszą kampanię. Neuroon został bowiem wyceniony na 499 dol. Wspierający płacili zaś 5 razy mniej.

Dla osób, które wsparły projekt na Kickstarterze cena produkty była niższa, gdyż projekt znajdował się we wczesnym etapie rozwoju.

– argumentuje Wojciech.

Problemem wydaje się więc grube przeszacowanie kosztów, mimo doświadczeń wyniesionych z wcześniejszej kampanii.

Podczas szacowania kosztów nie wzięliśmy pod uwagę ogromnych kosztów przeniesienia produkcji, bo nie spodziewaliśmy się, że zostaniemy do tego zmuszeni.

Przeszacowanie kosztów jest jednak dramatyczne. Gdyby Inteliclinic od początku wycenił maskę na 499 dol. i przyciągnął tyle samo osób, to miały budżet większy o 6 mln zł. A przecież sama maska nie różniła się znacznie w stosunku do wcześniejszej wersji.

Sam hardware opaski dużo się nie różnił, ale aplikacja mobilna i zaawansowane algorytmy w niej zawarte już tak.

Koszt aktualizacji aplikacji czy algorytmów nie mógłby chyba wynosić aż 6 mln zł? Czy same przenosiny do nowej fabryki mogły kosztować aż tak kolosalne pieniądze, aby zwiększyć cenę pięciokrotnie?

Wydaje się raczej, że 500 dol., to w istocie cena za dwie maski, co nowych klientów stawia w niekorzystnej sytuacji. Neuroon obiecuje poprawę, wysyłkę masek i lepszą komunikację, ale to nie pierwszy raz, kiedy firma znajduje się pod miażdżącą krytyką wspierających.

Inteliclinic sprzedaje słuchawki z Alibaby z gigantyczną marżą.

Wspierający mogli dokupić również słuchawki z aktywnym tłumieniem hałasu za 60 dol. W teorii miały pozwalać na idealne odizolowanie się od otoczenia w czasie medytacji.

W praktyce okazało się jednak, że na Alibabie nietrudno znaleźć takie same słuchawki, które majfriend może na życzenie scustomizować, czyli dokleić logo dowolnej firmy. Zachęcająca jest również cena – znaleźliśmy oferty zaczynające się od 24 dol.

Zwrot pieniędzy? Zapomnij!

Wcześniejsze zrzuty ekranów pozwalały zauważyć, że część wspierających wcale nie chce żyć marzeniami o otrzymaniu Neuroona i woli dostać z powrotem swoje pieniądze. Inteliclinic zapewniało o takiej możliwości:

Niestety, nie jesteśmy w stanie dokonać zwrotu w tym momencie. To ze względu na płatność, którą dokonaliśmy na rzecz naszego podwykonawcy. Będziemy w stanie zwrócić pieniądze, ale kiedy urządzenie zostanie wyprodukowane.

– czytamy w mailu.

Teraz jednak firma zmieniła zdanie i zwrot pieniędzy nie jest możliwy.

Inteliclinic z jednej strony broni się rzekomą innowacyjnością produktu i kickstarterowym charakterem projektu, który zakłada porażki, ale z drugiej nie jest w stanie sprostać płynnemu prowadzeniu projektu. Opóźnienie goni opóźnienie, problemy finansowe odbijają się na produkcie, a przedstawiciele firmy nie dotrzymują słowa. Choć personalnie chciałbym, aby firma odniosła sukces, to nic jak na razie na to nie wskazuje.

Najnowsze w Bizblog.pl