Netflix najpierw wyganiał widzów z kin, a teraz otworzył własną salę. Wszystko przez Disney+

Jeżeli postrzegacie giganta VOD jako kino w domu – bez konieczności wychodzenia i rezerwowania miejsca, najwyższa pora na modyfikację tej opinii. Netflix zmienia bowiem taktykę: właśnie zaczął wynajmować kino w Nowym Jorku.

Streamingowy gigant, który przez lata przyzwyczajał nas wszystkich do tego, że chcąc zobaczyć dobre kino, wcale nie trzeba wychodzić z domu, właśnie podpisał umowę najmu nowojorskiego, jednosalowego kina „Paryż”.

To wyjątkowa sala kinowa, mieszcząca się w śródmieściu Manhattanu – naprzeciwko południowo-wschodniego wejścia do Central Parku. Co ciekawe: „Paryż” to ostatnie, jednosalowe kino w Nowym Jorku. Po 71 latach działalności musiało ze względów finansowych zamknąć swoje podwoje w sierpniu 2019 r. 

Podczas uroczystego otwarcia w 1948 r. wstęgę przecinała Marlena Dietrich, w towarzystwie francuskiego ambasadora. To tutaj miała miejsce w 1951 r. premiera „Cudu” Roberta Rosselliniego, w których główna bohaterka jest przekonana, że będąc w ciąży, nosi Jezusa Chrystusa, co spotkało się z gniewną reakcją katolików. Teraz wszystko wskazuje na to, że dla „Paryża” zaczynają się zupełnie nowe czasy.

„Śniadanie u Tiffany’ego” zamiast „Avengersów”

Nowojorskie kino„Paryż” jest charakterystyczne nie tylko ze względu na jedną salę. Do eleganckiego wnętrza, z niebieskim, aksamitnymi siedzeniami (jest ich w sumie 581), fioletową kurtyną i przytulnym balkonem pasuje bowiem nieco inny repertuar. Dlatego w tym kinie na próżno było szukać w filmowych propozycjach przedstawiciela bijącej rekordy popularności serii „Avenger”. Na widzów czekało za to „Śniadanie u Tiffany’ego” i film dokumentalny o Pavarottim.

Teraz pod rządami Netflixa, kino „Paryż” ma znowu zaświecić dawnym blaskiem.

Jesteśmy niezwykle dumni, że możemy zachować tę historyczną nowojorską instytucję, dzięki czemu może ona nadal być kinowym domem dla miłośników filmu

– zapewnia Ted Sarandos, dyrektor ds. treści w Netflixie

Netflix już nie będzie wyganiał z kin?

Wynajem nowojorskiego kina to już drugi krok giganta VOD w kierunku organizowania tradycyjnych pokazów filmowych. Pierwszym było skierowanie uwagi na Kino Egipskie w Los Angeles. Gigant chciał go kupić jeszcze w tym roku, ale bardzo możliwe, że do transakcji dojdzie dopiero w 2020 r. 

Do czego Netflixowi potrzebne są sale kinowe? Chociażby do przeprowadzania spektakularnych premier filmowych, które skupią na sobie uwagę mediów. Pozwoli to także na skuteczniejszą rekrutację najlepszych reżyserów, którzy ciągle tęsknią za kinowym blichtrem, takich jak chociażby Martin Scorsese czy Noah Baumbach. Netflix jak najpoważniej myśli też o organizowaniu specjalnych pokazów filmowych.

Część analityków uważa, że skierowanie uwagi na tradycyjne kina ma też swoje drugie dno. Chodzi o podjęcie wyzwania, które Netflixowi rzucił Disney, uruchamiając VOD Disney+. Oliwy do ognia dolewa także z pewnością Apple TV. W Netflixie wiedzą, że konkurowanie z Disney tylko wtedy będzie miało sens, gdy w ofercie znajdzie się kilka hitów, przysięgających uwagę widzów. Do ich rozpropagowania dobrze usytuowane sale kinowe – nadają się jak ulał. 

Netflix może być już po szczytowym poziomie

Już na początku tego roku Netflix, przeczuwając znaczące dla całej branży zmiany, stwierdził że w 2019 r. powinien osiągnąć swój szczytowy poziom, po którym przyjdzie czas na niewielkie zmniejszanie bazy klientów. I taką tezę powtórzył w liście do akcjonariuszy, przy okazji publikacji wyników finansowych za trzeci kwartał 2019 r. Jednocześnie gigant, zakomunikował, że nowych konkurentów absolutnie się nie boi i jak trzeba, w odpowiednim momencie pójdzie w ruch wielomiliardowy budżet Netflixa.

Wyniki kwartalne zaś mogą napawać optymizmem. Netflix posiada już ponad 158 mln abonentów na całym świecie oraz przeszło 5,5 mln klientów korzystających z bezpłatnej wersji próbnej. Jeszcze w trzecim kwartale w 2011 r. było raptem 21,5 mln klientów Netflixa. Od tego czasu ich liczba systematycznie rośnie.