Polska walczy z korupcją. Nie będzie samorządowiec posłom niczego wypominał

To wcale nie jest tak, że zapowiedzianą uchwała sanacyjną PiS zamierza oczyścić swoje szeregi z nepotyzmu. Jak to stwierdził w radiowych „Sygnałach Dnia” wicerzecznik partii Radosław Fogiel: problem tworzenia miejsc pracy wyłącznie przez znajomości dotyczy wszystkich, a przede wszystkim samorządowców.

Podobno, jak usłyszeliśmy na kongresie partii Jarosława Kaczyńskiego, faworyzowanie członków rodzin przy obsadzaniu etatów w państwowych spółkach przybrało już w ostatnich latach takiego tempa, że nie ma innego wyjścia, jak tylko gwałtowne wciśnięcie hamulca ręcznego. Owszem, będzie płacz i zgrzytanie zębami, ale jak PiS jeszcze celuje w wygranie wyborów w 2023 r. – to nie ma alternatywy. I kiedy mogłoby się wydawać, że będąca u władzy od 6 lat partia chce uderzyć się w pierś i oczyścić swoje szeregi – walkę z nepotyzmem made in PiS zaczął tłumaczyć wicerzecznik partii Radosław Fogiel. 

Jeśli dzieje się coś niewłaściwego, naprawa tej sytuacji jest naszym zobowiązaniem

– stwierdził Fogiel w trakcie radiowych „Sygnałów Dnia”.

Walka z nepotyzmem ma objąć też samorządy

Fogiel szybko dopowiada, że te niewłaściwe rzeczy w żadnym wypadku nie dzieją się wyłącznie w PiS. A chcąc się lepiej przyjrzeć skali nepotyzmu w kraju – dobrze spojrzeć na samorządy. Bo tam – jak przekonuje wicerzecznik PiS – to dopiero się dzieją cuda. Bo jak się okazuje Polskę toczą dwa nowotwory: parlamentarny nepotyzm w spółkach państwowych i rozbestwienie samorządowców z kolei w spółkach samorządowych. Jego przykładem, podnoszonym przez Radosława Fogla, ma być np. praca żony Trzaskowskiego w stołecznym magistracie, po tym jak jej mąż zasiadł w fotelu prezydenta Warszawy. 

Może nasi polityczni konkurenci zamiast naigrywać się z nas sami zajęliby się tym problemem w samorządach? Radni PO i PSL bardzo często wszak zasiadają w spółkach wojewódzkich

– zaproponował wicerzecznik PiS.

Kilka dni wcześniej w tym samym tonie wypowiadał się były wiceminister aktywów państwowych, poseł Solidarnej Polski Janusz Kowalski, który stwierdził, że „i Platforma Obywatelska, i PSL powinni przyjąć taką samą uchwałę w samorządach”.

Antykorupcja w Polsce ma być wymyślona jeszcze raz

Wydawać by się mogło, że Polska wojnę wszelkiej korupcji – także tej związane z obsadzaniem członków rodzin na intratnych stanowiskach państwowych i samorządowych spółek – ogłosiła już w 2006 r., kiedy do życia powołano Centralne Biuro Antykorupcyjne. Ale chyba po 15 latach wychodzi na to, że w dotychczasowej formie ta walka jest nie do wygrania. Nowe fronty proponuje otworzyć teraz Paweł Kukiz, który dogadał się z PiS, że będzie popierał ich Polski Ład, o ile oni poprą jego inicjatywy ustawodawcze. 

Jedną z nich jest właśnie ustawa antykorupcyjna, której już zresztą projekt dotarł do Sejmu. Zakłada ona m.in. zakaz łącznia i wykonywania pracy w organach i instytucjach państwowych, a także samorządzie terytorialnym oraz spółek handlowych, w których Skarb Państwa lub samorząd mają co najmniej 10 proc. akcji lub udziałów. Miałby on dotyczyć nie tylko posłów i senatorów, ale także wójtów, burmistrzów i prezydentów polskich miast.

Analizy wskazują, że korekta jest niezbędna. Jesteśmy daleko w tyle

Zgodnie z przygotowanym przez międzynarodową organizację Transparency International indeksem korupcji w poszczególnych krajach na cały świecie Polska jeszcze w 2006 r. – kiedy do życia powoływano CBA – plasowała się w tym zestawieniu na aż 61 miejscu. Ale w 2012 r. byliśmy już na 41 lokacie. Od tego czasu jednak nie poprawiliśmy swojej pozycji, a nawet ciut straciliśmy. Najnowszy indeks z 2020 r. przyznaje Polsce bowiem 45. miejsce na 180 państw. Na czele tego rankingu ex aequo jest Nowa Zelandia i Dania. Na dalszych miejscach plasuje się Finlandia, Szwajcaria, Singapur, Szwecja i Norwegia. Pierwszą dziesiątkę zamykają Niemcy.