Nauka zdalna to niejedyna szatańska sztuczka rządu. W święta zastawił na Polaków kilka sideł

Myślicie, że brak zasiłków opiekuńczych to największy problem? O święta naiwności. Pułapek zastawionych na polskie rodziny jest zdecydowanie więcej i nie osłodzi ich nawet comiesięczne wypłata 500+. (fot: Krystian Maj/KPRM)

Parafrazując klasyka, inni szatani są tu czynni. Rząd nie chce nam psuć nastroju przed świętami i z uporem godnym maniaka maluje trawę na zielono barwi śnieg na biało. Ostatnio głośno zrobiło się o kwestii wypłaty zasiłków opiekuńczych rodzicom, którzy zostaną postawieni w trudnej sytuacji w związku z wprowadzeniem nauki zdalnej od 20 grudnia do 9 stycznia. ZUS stwierdził, że opiekunom żadne pieniądze się nie należą, bo brak opieki nad dziećmi został zgłoszony z dużym wyprzedzeniem.

W tym wypadku rząd szybko się zreflektował. Co prawda dziwnym trafem zbiegło się to z publikacją m.in. naszego tekstu, ale faktem jest, że ministerstwo opieki społecznej wyciągnęło z rękawa rozporządzenie, dzięki któremu polskie rodziny otrzymają należne świadczenia.  

Inflacja jest wyższa niż się wydaje

Sęk w tym, że to zamieszanie raczej nie odciągnie naszych rodaków od innych świątecznych problemów. Wczoraj GUS skorygował listopadowy wskaźnik inflacji z 7,7 proc. do 7,8 proc. Do rosnących cen wszyscy zdążyli się przez ostatnie miesiące przyzwyczaić, ale obstawiam, że dopiero Boże Narodzenie będzie dla nas prawdziwym szokiem. Czemu?

Ano temu, że 7,8 proc. to uśredniony wynik dóbr z tzw. koszyka inflacyjnego. W święta z niektórych produktów będziemy jednak korzystać częściej niż zazwyczaj. A wśród nich inflacja nierzadko ma już dwie cyferki. Paliwa przez rok poszły w górę o 36,6 proc., co jest wartością w normie, ale tylko jeśli chodzi o temperaturę ciała. W tym wypadku dawno przekroczyliśmy już stan podgorączkowy.

Bizblog.pl poleca

Potężne podwyżki dotyczą też gazu (53,2 proc.) oraz opału (37,4 proc.). Robiąc zakupy przed Wigilią, warto się w tym roku pohamować i nie kultywować ślepo zasady, że „najwyżej zostanie”. Drób i cukier poszły w górę o jedną piątą, mięso wołowe o 15 proc.

O ponad dziesięć procent wzrosły też ceny masła i pieczywa i jaj. Inna sprawa, że mniej jedzenia to mniej śmieci, a za wywóz tych ostatnich też płacimy w coraz bardziej słonych kwotach. Inflacja przekracza tu 16 proc. Coś czuje, że płacz i zgrzytanie zębów rozpocznie się jeszcze zanim siądziemy do świątecznego stołu.

Polski Ład wciąż w toku

Co stanie się później? Po podzieleniu się opłatkiem szwagier wyciągnie z szafy kilka stosów kserówek i zacznie je nerwowo wertować. Tak się bowiem składa, że jest przedsiębiorcą, a rząd zafundował mu potężną reformę podatkową, dając jednocześnie ledwie dwa miesiące na zapoznanie się z nią.

Zakładając nawet, że szwagier jest bardziej błyskotliwy niż 99 proc. polskich księgowych, którzy z Polskiego Ładu nic nie kumają, wciąż nie jest/nie może być przygotowany na nowelizacje, które premier Morawiecki szykuje na ostatnią chwilę. Dziennik Gazeta Prawna zwrócił uwagę, że 10 grudnia do Senatu trafił dokumenty dotyczące składki zdrowotnej od przedsiębiorców liniowych i osób zwolnionych z PIT-u.

Żeby było śmieszniej, Trybunał Konstytucyjny twierdzi, że zmiany powinny być ogłoszone maksymalnie do końca listopada, więc nie wiadomo, czy podatnicy będą musieli się do nich stosować.

Ferie zimowe? To nie będzie takie proste

A co po Nowym Roku? Ministerstwo Zdrowia bardzo zachowawczo podchodzi do promowania szczepień i ograniczeń dla niezaszczepionych, ale zagrożenie znalazło w innym miejscu. Polacy muszą szykować się na spore uciążliwości. Od połowy grudnia wycieczki poza strefę Schengen wiążą się dla wszystkich z koniecznością robienia testów po powrocie.

Inna sprawa, że Europa zaostrza wewnętrzne obostrzenia w związku z pojawieniem się nowego wariantu koronawirusa i niewykluczone, że przy obecnej dynamice rozwoju pandemii przekraczanie granic w styczniu i lutym znów będzie większą udręką niż wypoczynkiem.

Wesołych!