Sorry, ale przyszedł czas, by zabrać wam 500 plus i dać nauczycielom. Żarty się skończyły

Sytuacja w szkołach jest fatalna, a nastroje jeszcze gorsze. Nauczyciele nie mają złudzeń, że zaraza wymknęła się spod kontroli, a próby podejmowane przez polityków są spóźnione o co najmniej dwa miesiące.

Fot. KPRM/Krystian Maj

Jeśli wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji oraz zapowiedziana przez ministra Przemysława Czarnka rewizja podręczników do historii, WOS-u i języka polskiego mają odwrócić uwagę od tego, co dzieje się w szkołach i w szpitalach, to znaczy, że sytuacja w kraju jest dramatyczna. Inaczej rządzący nie wytyczaliby dział najcięższego kalibru.

Wiem za to na pewno, że w czwartek nie udało się zwołać konferencji, na której rząd miał ogłosić przejście na naukę zdalną starszych klas w podstawówkach. Przełożono ją na piątek. Odbyło się za to posiedzenie sejmowej Komisji edukacji, na której obcięto fundusze na dokształcanie nauczycieli. Jak rozumiem, zaoszczędzone środki pójdą na napisanie nowych prawilnych podręczników, które zadowolą ministra Czarnka?

Bizblog.pl poleca

To karygodne, jak traktuje się oświatę

Posłowie ustalili na posiedzeniu komisji, że subwencja oświatowa ma wynieść w 2021 r. 52 mld 41 mln 694 tys. zł, co oznacza, że będzie wyższa od tegorocznej o 2 mld 155 mln zł, czyli 4,3 proc. Dramatycznie mało jak na to, co dzieje się w szkołach.

Politycy powinni zrobić wszystko, by nauczyciele – podobnie jak lekarze i personel medyczny – dostawali jak najwięcej dodatkowych środków. Rząd nie ma kasy? Niech wstrzyma wypłaty 500+. Tylko w listopadzie i grudniu 2020 r. dostałby do ręki około 7 mld zł. Wystarczyłoby na dokształcanie się belfrów, zakup tabletów i zapewnienie dostępu do szybkiego internetu potrzebnych do nauki zdalnej, badania przesiewowe w szkołach, a pewnie części też na kontynuację dodatkowych zasiłków opiekuńczych dla rodziców dzieciaków do lat ośmiu.

Politycy załatwiliby wszystko, czego nie udało im się albo nie chcieli zrobić od marca, gdy zamknęli szkoły w lockdownie.

Politycy od miesięcy ignorują nauczycieli

W środę Mateusz Morawiecki przekonywał w Sejmie, że wiosną na wsparcie nauki zdalnej rząd przeznaczył 370 mln zł. To śmieszna kwota. A dodatkowe 300 mln, które rząd chce wyczarować obecnie, tego nie zmieni. Na 300+ idzie rocznie 1,44 mld zł, na trzynastkę dla emerytów – 11 mld zł, na 500+ – 41 mld zł…

Powiem więcej, gdybym był nauczycielem, to miałbym wrażenie, że politycy miesięcy nie ustają w postponowaniu mnie.

Gdy pod koniec wakacji pracownicy oświaty wystąpili oficjalnie o opóźnienie rozpoczęcia roku szkolnego o dwa tygodnie, zostali potraktowani przez wypoczywających na jachtach polityków per noga, nikt im nie raczył odpowiedzieć. O wprowadzeniu nauki zdalnej pracownicy oświaty mówią od co najmniej miesiąca – reakcja była podobna. Tak samo, gdy pojawiła się propozycja rozpoczęcia badań przesiewowych w szkołach na wzór tych w kopalniach na Śląsku. Nikt tej propozycji nie potraktował poważnie.

Obawy belfrów od początku nie były wyssane z palca. Zespół Modelownia Epidemiologicznego ICM Uniwersytetu Warszawskiego od wakacji postrzega rząd, że po otwarciu szkół zaraza wymknie się spod kontroli. Na nieszczęście polityków Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego UW miało 110-procentową rację, bo ich prognozy nie doszacowały zagrożenia. Analitycy UW zakładali, że wzrost zakażeń na obecnym poziomie wypadnie mniej więcej za tydzień.

Spóźniona reakcja na drugą falę COVID-19

Wygląda na to, że politycy zaczęli słuchać tego, co się mówi mniej więcej tydzień temu, gdy zdecydowali się na wprowadzenie nauki zdalnej w szkołach średnich i wyższych. Teraz chcą wprowadzić ją w podstawówkach.

To ważna zmiana, ale fatalnie spóźniona. Na dodatek trąci schizofrenią.

Z jednej strony premier Morawiecki apeluje w Sejmie o solidarność, z drugiej rządzący rozpętują awanturę o przerywanie ciąży.

Tak, wiem. „Grupa posłów” złożyła wniosek w tej sprawie pierwszy raz trzy lata temu, a rok temu ją ponowiła. Ale cóż to za niezwykła koincydencja, że Trybunał Konstytucyjny orzekł w tej sprawie akurat teraz. Nie powinien się wstrzymać od zwołania posiedzenia z racji zagrożenia epidemicznego?

Nie wiem, co powinno się stać, by politycy otrzeźwieli. Może ockną się, jak zobaczą wojskowe kolumny wywożące zmarłych na koronawirusa ze Stadionu Narodowego?