Strajk w oświacie znowu na horyzoncie. Nauczyciele są zszokowani propozycjami ministerstwa

Nauczyciele po spotkaniu z ministrem edukacji i nauki Przemysławem Czarnkiem nie ukrywają, że są w szoku. Ich zdaniem wcześniejsze deklaracje o nowym systemie płac, a także o wielomiliardowych nakładach na oświatę – okazały się manipulacją. Związkowcy czują się oszukani i znowu wspominają o strajku.

„Policzyłam sobie, że jako nauczyciel dyplomowany zyskam »może« realnie 30 zł brutto”; „Patrząc na propozycje zmian, powiem jedno: problem ze znalezieniem nauczycieli dopiero się zacznie”; „Wobec ostatniego wzrostu cen ta kwota to raczej rewaloryzacja, a nie podwyżka” – to tylko niektóre komentarze w social mediach po spotkaniu pracowników oświat z ministrem edukacji i nauki. W środowisku nauczycieli dosłownie wrze. 

I jak się okazuje tym razem, to nie kolejna fala pandemii (przynajmniej na razie) może popsuć naukę w szkołach, a coraz gorsze relacje na linii rząd – nauczycielska „Solidarność”. Rzeczpospolita donosi, że po ostatnim spotkaniu z ministrem Czarnkiem związkowcy nie wykluczają żadnej formy protestu – w tym też strajku. Czują się bowiem przez rząd oszukani. 

Okazało się, że deklaracje dotyczące nowego systemu płac, a także wielomiliardowych nakładów na oświatę są najzwyklejszą manipulacją

– twierdzi Krzysztof Baszczyński, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Przypomnijmy: minister Czarnek już na początku września wspominał, że resort w przyszłym roku szykuje dla nauczycieli „kilkudziesięcioprocentowe podwyżki w ramach szerokiej reformy”. Sugerowano, że wyższe wynagrodzenie będzie związane z wyższym pensum, czyli tygodniowym wymiarem pracy nauczyciela.

Nauczyciele krzywią się na większe pensum

Obecnie pensum wynosi 18 godzin, ale średnia krajowa to 21. Resort edukacji i nauki proponuje zwiększenie go o 4 godziny: do 22 w tygodniu. Dodatkowo każdy nauczyciel ma mieć jeszcze 8 godzin – do dyspozycji szkoły, w której pracuje. Ma to być czas spędzony m.in. na wycieczki, ale także rady pedagogiczne, czy indywidualne spotkania z rodzicami. 

Bizblog.pl poleca

„To w wielu przypadkach oznacza zwolnienie nauczycieli, a także pracę w niepełnym wymiarze godzin. W konsekwencji nauczyciele sami sobie zafundują wzrost wynagrodzeń” – uważa Baszyczyński.

Resort edukacji chce też odebrać nauczycielom dodatek na start, czyli jednorazowe świadczenie w wysokości 1000 zł. „Poprzednia minister edukacji Zalewska odebrała nam dodatek na zagospodarowanie, a Czarnek poszedł krok dalej i chce zabrać dodatek na start” – krytykuje wiceprzewodniczący ZNP. Zmienić ma też się sposób rozliczania Funduszu Świadczeń Socjalnych. Zniknąć ma świadczenie urlopowe, ale nie tylko.

Według naszej oceny zniknie też odpis na nauczycieli emerytów. To będzie ogromna strata

– twierdzi Baszyczyński.

Trudniejsza droga awansu z mniejszą kasą

Krzysztof Baszczyński nie ma cienia wątpliwości, że przez takie propozycje ministerstwa, ewentualny wzrost płac nauczycieli będzie cały czas – tak jak do tej pory – zależał tylko i wyłącznie od polityków. Wiceprezes ZNP zwraca uwagę na jeszcze jeden szczegół. Chodzi o proponowaną likwidację dodatku uzupełniające. 

„To oznacza, że trzeba będzie z organem prowadzącym (najczęściej gminą – przyp. red.) negocjować wysokość dodatku spoza rozporządzenia i dopiero wtedy będzie można mówić o przeciętnym wynagrodzeniu” – przekonuje Baszczyński.

Innym sposobem, na podwyższenie sobie pensji jest awans, ale zdaniem nauczycieli po proponowanych przez MEiN zmianach może być o niego trudniej niż do tej pory. Likwidacji ma bowiem ulec stopień nauczyciela stażysty i nauczyciela kontraktowego. 

Tym samym nowy nauczyciel w szkole co najmniej przez 4 lata będzie zatrudniony na tzw. kontrakcie, czyli bez regulowanego stosunku pracy

– przypomina wiceszef ZNP.