Cud! Musk przekonał do siebie największego hejtera. „To chodząca charyzma” – zachwyca się teraz gwiazdor TV

Jim Cramer nie może się nachwalić Elona Muska. Opiniotwórczy dziennikarz nie szczędzi też pochwał Tesli. Ale nie zawsze było tak różowo. Jeszcze rok temu showman, który słynie z ciętego języka, twierdził, że Musk się skończył i namawiał go do ustąpienia. Co się stało, że nagle zmienił zdanie?

Jim Cramer to jeden z bardziej charyzmatycznych i wpływowych dziennikarzy biznesowych w Stanach Zjednoczonych. 64-latek prowadzi program „Mad Money” emitowany przez CNBC. Jego profil na Twitterze obserwuje 1,2 mln osób. Kilka lat temu po przeanalizowaniu liczby retweetów (czyli wiadomości podanych na TT dalej) został zresztą obwołany najbardziej wpływowym człowiekiem zajmującym się finansami. Daleko w tyle zostawił nawet samego Warrena Buffeta.

Jego sławie z pewnością pomaga to, że Cramer nie ucieka od kontrowersji. W Polsce zrobiło się o nim głośno, gdy porównał sytuację domu towarowego Macy’s do polskiego wojska w trakcie II wojny światowej.

Polacy próbowali wystawić kawalerię przeciwko niemieckim czołgom. To nie skończyło się dobrze

– perorował.

Użycie barwnej metafory zakończyło się skandalem. Interweniowała nawet polska ambasada, oskarżając dziennikarza o brak wrażliwości i odświeżanie „starej nazistowskiej propagandy”. Cramer pokajał się, obiecał, że sytuacja już się nie powtórzy. Co oczywiście nie oznacza, że zrezygnował z ciętego języka.

Przykład? Tuż przed debiutem giełdowym Ubera apelował:

Nie bądźcie ćwokami, którzy kupują akcje Ubera za wszelką cenę.

I dodawał, że najlepszym momentem na sprzedaż udziałów będzie…godzina debiutu.

Musk jak obwoźny cyrkowiec?

Niezbyt pochlebne zdanie Cramer miał też na temat Elona Muska i jego przedsięwzięć. Dziennikarz krytykował byłego CEO Tesli za ataki na SEC i zarzekał, że w życiu nie wypożyczyłby Tesli, nie mówiąc o jej zakupie.

Innym razem showman określił Muska jako „P. T. Barnum naszych czasów”. Trudno było odebrać to jako komplement. Phineas Taylor Barnum to XIX-wieczny przedsiębiorca, który prowadził cyrk obwoźny z muzeum osobliwości. Wcześniej dorobił się pieniędzy m.in. oferując Amerykanom spotkania z rzekomą guwernantkę George’a Washingtona. Kobieta musiałaby mieć w tamtym momencie przynajmniej ze 160 lat.

Barnum słynął też z nietypowej formy promocji. Pewnego razu kazał kloszardowi chodzić po ulicy z cegłami. Zainteresowani przechodnie podążali jego śladem i decydowali się zapłacić 50 centów za muzeum, byle tylko odkryć, co ów bezdomny zamierza zrobić. Tylko pierwszego dnia udało się tak ściągnąć do środka 500 osób.

Dzisiaj, trochę irocznicznie, a trochę na poważnie, wspomina go się jako pierwszego biznesmena, który w pełni docenił moc reklamy.

Kiedy nie ma promocji, otrzymujemy coś najstraszniejszego, czyli… nic – mawiał.

Elon Musk nie pozostał zresztą dłużny, dowcipkując sobie, że Cramer to tak naprawdę symulacja. – On nie istnieje – przekomarzał się.

Cramer chwali Muska

Od niedawna Cramer zmienił jednak zdanie o Tesli i jej twórcy o 180 stopni. W jednym z ostatnich odcinków Mad Money określił się nawet jako „wyznawca Tesli”. Wszystko zaczęło się od.. córki dziennikarza, która udała się w podróż Modelem 3 i wróciła z niej totalnie oszołomiona komfortem jazdy. Później prezenter zaczął przebąkiwać o kupnie Modelu X swojej żonie…

…a następnie sam przekonał się do Tesli.

Uwielbiam jej kapryśną naturę i obsługę. Mewie skrzydła były ekstra. Prowadzi się fantastycznie – wspominał.

Wielkie nawrócenie Cramera dopełniło się, gdy zaczął chwalić Teslę jako obiekt inwestycji.

Jeśli zamierzasz zainwestować w akcje na giełdowym polu bitwy, Tesla ma wszystkie składniki zwycięzcy – przekonuje.

Dziennikarz dodaje też, że już w przyszłym roku producent powinien zacząć wykazywać zyski, a brak kapitału na rozwój raczej jej nie grozi.

Tesla może zebrać 2 miliardy dolarów w mgnieniu oka – nie jest to firma, która będzie miała problemy z gromadzeniem pieniędzy – dowodzi.

Co nie oznacza oczywiście, że Cramer nie może się mylić. Internauci do tej pory wypominają mu wypowiedź o tym, że „Bear nie ma żadnych kłopotów”, która padła na dzień przed bankructwem Bearn Sterns. Inwestorowi zdarzało się już nie raz fatalnie przestrzelić w zakresie rekomendacji giełdowych, co w połączeniu z jego efekciarskim sposobem bycia spowodowało, że wśród części komentatorów cieszy się raczej opinią błazna, niż poważnego analityka.

Co nie zmienia faktu, że człowieka, w którego opinie wsłuchują się miliony widzów i obserwujących, lepiej mieć po swojej stronie.