Znamienne słowa Elona Muska do pracowników Tesli. Pod koniec roku świat będzie przecierał oczy ze zdumienia

Dobrą zasadą jest podjęcie najskuteczniejszych działań, tak jakbyśmy nie byli notowani na giełdzie, a pojęcie koniec kwartału nie istniało – tłumaczy pracownikom w liście Elon Musk. Inwestorów Tesli czeka więc na koniec roku duża niespodzianka. Koniec z dowożeniem wyniku i pompowaniem statystyk.

Czego to Tesla nie robiła, by zaspokoić oczekiwania rynku. Pracownicy firmy samodzielnie zawozili samochody klientom nawet jeśli ci mieszkali setki kilometrów od fabryki. Elon Musk zachęcał odbiorców, by przymykali oko na usterki podczas odbioru. Bo przecież szczęśliwy nabywca zawsze może skierować pierwsze kroki do serwisu i wszystko sobie za darmo wyregulować.

Nie mogłeś odebrać zarezerwowanego pojazdu? Trudno. Producent wręczał go komuś innemu. Tesla pod koniec każdego kwartału walczyła jak lew o każdy sprzedany egzemplarz.

Najsłynniejszy twórca elektryków na świecie był przy tym zmuszony do wyciskania siódmych potów z załogi. Do zakładu we Fremont setki razy wzywano karetki, W czasach, w których Tesla przynosiła duże straty, do redakcji The Guardian trafiły wstrząjące relacje robotników. Ich koledzy mieli padać na twarz ze zmęczenia, podczas gdy reszta była instruowana, by omijać ich łukiem i pracować dalej.

Podobne mobilizacje często kończyła się jednak sukcesem. W trzecim kwartale społka dostarczyła ponad 241 tys. pojazdów. To 73 proc. wzrost rok do roku i najlepszy wynik w historii firmy.

Ale Tesla ma już dość

Teraz, twierdzi Musk, firma kończy z nadgodzinami i harówką pod koniec każdego kwartału. W liście, do którego dotarło CNBC, miliarder przyznaje, że wyścigi z czasem zaczęły kosztować Teslę zbyt wiele.

Bizblog.pl poleca

W tym kwartale powinniśmy skupić się na minimalizowaniu kosztów dostaw, a nie na wydawaniu dużych pieniędzy na przyspieszenie zapłaty, nadgodziny i tymczasowych wykonawców tylko po to, by samochody dojechały w czwartym kwartale

– instruuje.

Ba, zdaniem Muska, po zmianie organizacji pracy końcowy efekt będzie taki sam jak przed nią. Przedsiębiorca wskazuje, że tuż po zakończeniu kwartału liczba dostaw gwałtownie spada.

W efekcie, patrząc na okres ponad sześciu miesięcy, nie dostarczymy żadnych dodatkowych samochodów, ale wydamy dużo pieniędzy

– dodaje.

Na decyzję Tesli z pewnością miały też wpływ problemy z łańuchem dostaw. Producent nie uruchomił jeszcze fabryki pod Berlinem, nie ruszyła także produkcja w Teksasie. Oznacza to, że gros samochodów będzie trzeba wysyłać od odbiorców statkami. Biorąc pod uwagę nacisk na czas dostawy, oznaczałoby to dla Tesli podwyżki i tak wysokich cen frachtu.

Jak zareaguje giełda?

Ciekawe, jak na apel Muska zareaguje nowojorski parkiet. Elon wprost napisał przecież, że kwartalne wyniki finansowe nie są w tej chwili dla niego najważniejsze.

Inna sprawa, że spółka po ogłoszeniu planów podpisania umowy z wypożyczalnią Hertz znacznie przebiła poziom 1000 dolarów za akcję i wygląda na to, że nie ma zamiaru go opuszczać. Wyprzedaż walorów przez Muska ostudziła tylko szalony rajd Tesli w górę.

Jak pisał Rafał, inwestorzy uwierzyli, że sukces producenta nie jest kwestią przyszłości. W ich mniemaniu Amerykanie biorą rynek elektryków i samochodów w ogóle tu i teraz. I być może patrząc z tej perspektywy nieco słabsze wyniki przez kwartał czy dwa będą dla graczy giełdowych całkowicie do zaakceptowania.