Morawiecki jak Thatcher? Nic z tego, Polska popełniła strategiczny błąd w sprawie klimatu

Polska nie będzie zobligowana do wypełnienia wyśrubowanych celów klimatycznych do 2050 r. Sukces uzyskany podczas szczytu Rady Europejskiej jest jednak pozorny.

Unia Europejska stawia sobie za cel osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r. Jest to sytuacja, w której emisje gazów cieplarnianych będą bilansować się z ich naturalnym (lasy) bądź technologicznym pochłanianiem. De facto jest to więc perspektywa szybkiej i bardzo głębokiej dekarbonizacji dotykającej większość aspektów życia gospodarczego toczącego się w Europie. Dla mocno zindustrializowanej Polski to duże wyzwanie (wyobraźcie sobie np. huty, w których nie można do procesów produkcyjnych używać węgla i konieczność jego zastąpienia wodorem). Z drugiej strony ta transformacja będzie związana z dostępem do dużych funduszy, które pozwolą członkom Unii Europejskiej się unowocześniać oraz rozwijać nowe technologie, a więc przewagi konkurencyjne.

Polska już nie ma sojuszników w UE

Rada Europejska podczas szczytu, który miał miejsce 12 grudnia, miała dać polityczną zgodę na działanie w kierunku osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. Obawiano się jednak o postawę Polski, która w czerwcu br. stworzyła wokół siebie koalicję krajów blokujących inicjatywę, zmierzającą do głębokiej transformacji unijnych gospodarek w kierunku niskoemisyjnym. Jak się okazało słusznie, mimo że alianci Warszawę opuścili i dołączyli do unijnego mainstreamu (o czym pisałem m.in. tutaj). Co takiego zatem się wydarzyło?

Premier Mateusz Morawiecki poinformował, że Polska jako jedyny z krajów członkowskich Unii Europejskiej nie będzie zobligowany do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. Politycy obozu rządzącego szybko podchwycili tę deklarację, powtarzając niczym mantrę, że to pierwsze od czasu Margaret Thatcher specjalne wyłączenie kraju Unii Europejskiej spod obowiązujących wszystkich norm. Żeby było zabawniej, słowa te padały w momencie, gdy z Wielkiej Brytanii spływały informacje o miażdżącej wygranej Torysów w wyborach parlamentarnych prących z całych sił ku brexitowi. No dobrze, ale wróćmy do słów premiera – czy rzeczywiście jest się z czego cieszyć?

Veto bez veta

Przede wszystkim należy podkreślić, że decyzja polskich władz jest wśród unijnych urzędników traktowana w kategoriach veta, mimo, że formalnie nim nie jest. Naszemu krajowi zostanie zatem doczepiona łatka “hamulcowego” polityki klimatycznej, co może mieć trudne dziś do określenia implikacje.

Warto pamiętać w tym kontekście o nowej perspektywie budżetowej Unii Europejskiej, która również będzie wymagała konsensusu. Czy odpowiedni poziom funduszy, na którym zależy Polsce, nie zostanie uzależniony od jej postawy wobec osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r.? Moim zdaniem to prawdopodobne, co dla władz w Warszawie może być trudne, bo dyskusja będzie mieć miejsce w czerwcu 2020 r., gdy zostaną ustalone konkrety dotyczące osiągnięcia zakładanego celu. Wiele z tych ustaleń zapadnie ze świadomością, że nie warto inwestować w Polskę, która nie zamierza na serio walczyć z emisją gazów cieplarnianych. W tym momencie dochodzimy do drugiej niepokojącej kwestii.

Macron grozi Polsce

W konkluzjach ze szczytu Rady Europejskiej zobowiązanie do osiągnięcia celu neutralności klimatycznej do 2050 r. zapisano na poziomie całej Unii Europejskiej, a nie poszczególnych krajów członkowskich. To oznacza, że fundusze wspierające transformację gospodarek unijnych będą musiały uwzględniać to, że Polska nie będzie zobligowana do osiągnięcia wyznaczonych jej celów, a w efekcie inne państwa Wspólnoty będą zmuszone nadrobić zobowiązania naszego kraju, aby neutralność klimatyczna w 2050 r. mogła się ziścić.

Nie trzeba być Einsteinem, by zrozumieć, że to do innych członków UE popłyną o wiele większe środki, niż gdyby Polska uczestniczyła w pełni w unijnej strategii.

To już nawet nie jest hipoteza, ale realne zagrożenie.

Jeśli Polska nie potwierdzi zobowiązania dla neutralności klimatycznej do 2050 r., będzie poza europejskim mechanizmem finansowej solidarności

– poinformował podczas piątkowej konferencji prasowej prezydent Francji Emanuel Macron.

Polska jest słabsza od Wielkiej Brytanii

Jak widać, pierwsze od czasu Margaret Thatcher wyłączenie kraju Wspólnoty spod obowiązujących całą Unię Europejską zasad nieco się różni od brytyjskiego przykładu, na który powołują się politycy Zjednoczonej Prawicy. Brytyjczycy nie byli uzależnieni od środków europejskich i przy rozmiarach swojego rynku mogli twardo negocjować słynny rabat. Polska potrzebuje pieniędzy płynących z Brukseli nie tylko dlatego, że zasypuje dzięki nim swoje zapóźnienia, ale także z powodu swoich obywateli, którzy są coraz bardziej świadomi i chcą żyć zdrowo w państwie pozbawionym zanieczyszczeń.

Jest jeszcze jedna kwestia, na której zakończę swój komentarz. Komentując działania rządu na szczycie Rady Europejskiej, zapominamy o najważniejszym. Zmiany klimatyczne są faktem, spowodował je człowiek (od czasu wybuchu rewolucji przemysłowej głównie kraje zachodnie) i będą one generować olbrzymie problemy. Decyzja Europy o dążeniu do neutralności klimatycznej na razie nie zmieni destrukcyjnego wzrostu średniej temperatury na świecie, ale za jej przykładem być może podążą inne państwa. Tę walkę trzeba podjąć, nawet jeśli jest beznadziejna.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.