Rząd przedstawia program Mój Prąd. Polska ma się zazielenić, a rachunki za prąd ruszyć w dół

Na wspólnej konferencji premiera oraz szefów resortów środowiska i energii zaprezentowano założenia programu “Mój Prąd”. W jego ramach przewiduje się miliard złotych dopłat dla prosumentów zielonej energii.

Rada Ministrów właśnie przyjęła projekt nowelizacji ustawy o OZE, a teraz z kolei doczekaliśmy się prezentacji programu “Mój Prąd”, dzięki któremu – jak mówi premier: 

Polska się coraz bardziej zazielenia i mam nadzieję, że rachunki za prąd członków tego programu będą coraz niższe i niższe.

Główne założenia

Budżet programu, jak informuje Kancelaria Premiera, to aż miliard złotych. System dopłat skierowany jest do gospodarstw domowych, w szczególności tych zlokalizowanych na terenach słabiej zurbanizowanych. “Mój Prąd” ma być uzupełnieniem innego rządowego programu – “Czyste Powietrze”.

Dzięki niemu ma powstać ok. 200 tys. nowych instalacji fotowoltaicznych, co powinno przełożyć się, wedle rządowych obliczeń, na redukcję dwutlenku węgla w granicach 600–800 tys. ton. Ilość energii zaś wyprodukowanej ze wszystkich instalacji ma wynieść ok. 1 TwH.

Jesteśmy dzisiaj już bardzo zaawansowani we wdrażaniu tego programu. Mamy już 65 tys. konsumentów podłączonych do sieci produkcji energii zielonej oraz oddawania nadmiaru i pobierania go później na zasadach barterowych – reklamuje program “Mój Prąd” premier Morawiecki.

Program “Mój Prąd” to bardzo istotne wsparcie dla rozwoju produkcji energii elektrycznej z odnawialnych źródeł. Dzięki promowaniu prosumenckiego wytwarzania energii nie tylko wzmacniamy lokalne bezpieczeństwo energetyczne Polaków i poprawiamy czystość powietrza, którym oddychają, lecz także wzmacniamy polską gospodarkę – dodał Krzysztof Tchórzewski, minister energii.

Mój Prąd, ale dla kogo?

Program “Mój Prąd”, to podobnie jak “Czyste Powietrze” system dopłat. Tym razem jednak chodzi o ogniwa fotowoltaiczne. Beneficjentami mogą być tylko osoby fizyczne. W ramach programu dofinansowane będą instalacje od 2 do 10 kW. Licząc, że koszt jednej instalacji nie pochłonie więcej niż 5 tys. zł – można liczyć na pokrycie do połowy kosztów kwalifikowanych.

Dofinansowanie jest w formie dotacji. Z zastrzeżeniem, że inwestycja nie może być zakończona przed ogłoszeniem konkursu. Musi za to być sfinalizowana na dzień składania wniosku o dofinansowanie. Jak usłyszeliśmy od rządzących, maksymalnie jak to możliwe uproszczono procedurę ubiegania się o dotację: wniosek o dofinansowanie = umowa = wniosek o płatność. Nabór wniosków ma trwać do wyczerpania środków programu.

Chociaż w tym roku większość z nas podwyżek prądu jednak nie odczuje, to w 2020 r. na ochronę rządowymi rekompensatami w tym względzie nie ma co liczyć. Podobnie jak na to, że ceny uprawnień emisji CO2 nagle zaczną lecieć na łeb i szyję. Jak już to będzie raczej odwrotnie. 

Być może polityczna kalkulacja nakazała Mateuszowi Morawieckiemu głośno i wyraźnie sprzeciwić się neutralności klimatycznej UE, ale bez światła fleszy nie ma co siłować się z rzeczywistością. I tak jak pewnie jeszcze długo nie uświadczymy polityka, który przyjedzie na Śląsk i będzie miał odwagę rozmawiać z górnikami o przyszłej konieczności zamykania kopalń, tak już teraz możemy zauważyć pewnego rodzaju skręt gabinetu Morawieckiego w zielone.