Nowy rząd z ministerstwem ds. klimatu? Pracy dla takiego resortu jest aż nadto

Już dzisiaj mamy poznać nowy skład rządui. Pojawią się nowe nazwiska i nowe resorty. Wśród nich możliwe, że zadebiutuje ministerstwo ds. klimatu. Gdyby jednak były jakieś wątpliwości, czy jest faktycznie potrzebne – podpowiadamy, że jak najbardziej i wskazujemy listę pilnych zadań.

Zmiany klimatyczne przestały być jedynie stylistyczną wydmuszką. Dowodów na to, że to się dzieje tu i teraz jest bardzo dużo. Dość wspomnieć tylko niedawne oświadczenie 11 tys. naukowców z całego świata.

Wyraźnie i jednoznacznie oświadczamy, że planeta Ziemia stoi w obliczu zagrożenia klimatycznego. Aby zapewnić zrównoważoną przyszłość, musimy zmienić sposób, w jaki żyjemy. Wiąże się to z poważnymi zmianami w sposobie funkcjonowania naszego globalnego społeczeństwa i interakcji z naturalnymi ekosystemami – alarmują najwybitniejsze umysły. 

Zresztą zmiany klimatu tak naprawdę dotykają każdego z nas. Przecież właśnie kryzys klimatyczny i dążenie do ograniczenia emisji CO2 stoją za podwyżkami cen energii, które dzięki staraniom rządu teraz nas jakoś ominęły, ale w przyszłym roku raczej uderzą ze zdwojoną siłą.

Klimat idzie do szkół i rządów

O tym, jak zmiany klimatyczne stają się istotnym tematem, świadczą chociażby zapowiedzi włoskiego ministra edukacji Lorenzo Fioramontiego, który ogłosił, że Włochy będą pierwszym krajem, który przyjmie program nauczania o zmianach klimatycznych w szkołach publicznych. Od przyszłego roku szkolnego szkoły będą zobowiązane do poświęcenia 33 godzin w roku – prawie jednej godziny w tygodniu szkolnym – na omówienie wyzwań związanych ze zmianami klimatycznymi.

Bizblog.pl poleca:

Chcemy aby zrównoważony rozwój i klimat stały się centrum modelu edukacji. Żeby włoski system edukacji stał się pierwszym, który stawia środowisko i społeczeństwo w centrum wszystkiego, czego uczymy się w szkole – stwierdził Fioramonti w wywiadzie dla Reutersa.

Klimat też coraz wyraźniej usadawia się w ławach rządowych. Coraz więcej krajów decyduje się na wyodrębnienie oddzielnego ministerstwa (najczęściej z resortu środowiska), które będzie poświęcać się wyłącznie temu zagadnieniu. Bardzo możliwe, że na taki krok zdecyduje się również Polska.

Ministerstwo ds. klimatu

Obóz rządzący stara się nie popełniać dwa razy tych samych błędów. Dlatego dzisiaj, w okresie ustalania składu rządu – inaczej niż cztery lata temu – dziennikarze poruszają się wyłączanie między swoimi domysłami. Przecieków nie ma żadnych, karuzela nazwisk ledwo drga. 

Ale pewne jest, że gabinet Mateusza Morawieckiego (obsadzenie kogoś innego na stanowisku premiera byłoby jednak sensacją) na drugą kadencję przybierze nowy kształt. Mówi się m.in. o skierowaniu dotychczasowego szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacka Sasina na stanowisko Ministra Zasobów Naturalnych, który miałby kontrolę nad wszystkimi spółkami Skarbu Państwa. Mówi się też o odejściu z Ministerstwa Energii Krzysztofa Tchórzewskiego. A między wierszami o nowych tekach (po jednej) dla ludzi Gowina i Ziobry mówi się także o powołaniu do życia ministerstwa ds. klimatu. 

Lista zadań dla takiego resortu jest całkiem konkretna

Pierwsza o takim resorcie doniosła „Rzeczpospolita”. Na ile to jest bliskie prawdy – przekonamy się dopiero po przedstawieniu składu rządu i podziału na ministerstwa. Trzeba jednak przyznać, że powołanie do życia resortu ds. klimatu byłoby dobrym posunięciem. Inna sprawa, że jak teraz tak się nie stanie, to pewnie za parę lat – będzie już musiało.

Na poparcie tych słów przygotowaliśmy niepełną rzecz jasna listę zadań dla takiego ministerstwa i z ochotą podpowiadamy, czym mogłoby się ono zająć:

  • program Czyste Powietrze,, czyli rządowa odpowiedź na wojewódzkie uchwały natysmogowe, dzięki której jakość powietrza nad Wisłą miałaby ulec znacznej poprawie. Ale Komisja Europejska i Bank Światowy stwierdzili zgodnie, że ów program wtedy będzie skuteczny, jak rocznie w jego ramach będzie podpisywanych ok. 400 tys. umów. Tymczasem na koniec 2019 r., po blisko 2 latach funkcjonowania, ma ich być raptem 100 tys. Ministerstwo ds. klimatu miałoby tu spore pole do popisu, np. w rozmowach dotyczących dywersyfikacji środków z samorządami i bankami komercyjnymi;
  • podatek węglowy – czyli nowa, europejska danina, która ma zbliżyć Stary Kontynent do neutralności klimatycznej w 2050 r.. O podatku węglowym coraz głośniej mówi np. francuski prezydent Emmanuel Macron, ale też Kadri Simson, estońska kandydatka na urząd europejskiego komisarza ds. klimatu. Prace nad uwarunkowaniami prawnymi ma już prowadzić Paolo Gentiloni, włoski komisarz ds. gospodarki. Uciekający jak może od tematu dekarbonizacji premier Mateusz Morawiecki tego nie zmieni. Ewentualne ministerstwo ds. klimatu mogłoby mieć sporo pracy w związku z taką daniną;
  • Gospodarka o obiegu zamkniętym – to koncepcja gospodarcza, jak czytamy na stronie Ministerstwa Przedsiębiorczości: „w której produkty, materiały oraz surowce powinny pozostawać w gospodarce tak długo, jak jest to możliwe, a wytwarzanie odpadów powinno być jak najbardziej zminimalizowane”. Do 2021 r., w ramach projektu oto-GOZś, ma dojść do oceny postępu transformacji w kierunku GOZ w Polsce oraz do wskazania, jaki wpływ GOZ ma na rozwój społeczno-gospodarczy. Ministerstwo ds. klimatu mogłoby mieć dużo w tym temacie do powiedzenia;
  • Miks energetyczny musi być mniej węglowy – obecnie nasza gospodarka jest uzależniona od węgla w ok. 77 proc. Krajowy Plan dla Energii i Klimatu zakłada, że w 2030 r. będzie to już 60 proc. W tym czasie udział OZE zaś ma wynieść ponad 20 proc. Z kolei zgodnie z planami UE w 2050 r. aż 80 proc. energii elektrycznej będzie pochodziło ze źródeł odnawialnych. Ministerstwo ds. klimatu w Polsce mogłoby się pokusić o stworzenie nowej strategii i mapy drogowej zmniejszania udziału węgla w naszym miksie energetycznym, np. przez pogłębianie polityki offshorowej;
  • sporo zadań szczegółowych, np. nisko w pas kłania się coraz bardziej beztlenowy Bałtyk. Nie ma też co udawać, że z normami dotyczącymi informowania i alarmowania o smogu mamy już spokój. Chwała za ich ostatnią obniżkę, ale nawet po niej do większości krajów UE ciągle nam daleko. Odpowiednia presja ze strony resortu ds. klimatu mogłoby to zmienić.

No chyba, że nowy resort byłby tylko działaniem pozorowanym

Nie ma tygodnia, żeby na rządowy Program Czyste Powietrze nie wylewała się nowa fala krytyki. Coraz częściej słychać głosy, że żeby liczyć na dofinansowanie – najpierw trzeba mieć pieniądze. To jest więc wsparcie dla zamożnych, z likwidacją ubóstwa energetycznego nie ma nic wspólnego.

Co bardziej złośliwi uważają, że tak naprawdę rządowi na Programie Czyste Powietrze nie do końca zależy. Chodziło o pokazanie całej Polsce jakiś działań, że nie tylko samorządy wojewódzkie wzięły się ze smogiem za barki, ale władza centralna jak najbardziej też. Teraz na każdym briefingu prasowym czy konferencji na pytanie o zmiany klimatu od przedstawicieli rządu usłyszymy więc przede wszystkim o Czysty Powietrzu..

Jeżeli z ewentualnym ministerstwem ds. klimatu tak naprawdę będzie podobnie i to też ma być tylko i wyłącznie gra pozorów – to ta zabawa nie ma sensu. Udawaniem Wisły nie zawrócimy. Polskę nagle nie zacznie omijać globalne ocieplenie, nie przestaną nas truć – zwłaszcza w okresie grzewczym – pyły PM10 i inne. Co gorsza: znowu ucieknie nam większość państw UE, w których wiedzą, że zmiany klimatu to naprawdę poważny problem. Nie ma co z niego kpić tylko brać się ostro do roboty.