Minister zdrowia: „wzrost zakażeń maleje”. Niestety także liczba testów, panie ministrze

„Jeżeli popatrzymy na trendy, z którymi mamy do czynienia, to ten wzrost zakażeń stopniowo maleje” – powiedział we wtorek minister zdrowia. Szkoda, że nie wspomniał, że testów robi się tak mało, że odsetek pozytywnych wyników oscyluje w ostatnich dniach wokół 50 proc. Rząd obiecywał, że jest szansa na uniknięcie lockdownu – chyba już mamy odpowiedź w jaki sposób.

25 484 nowe przypadki koronawirusa ogłoszono we wtorek. Dzień wcześniej było ich 21 683. Dużo? Dużo, ale to wyraźnie mniej niż we czwartek, piątek i sobotę, gdy przekraczaliśmy pułap 27 tysięcy zakażeń. Dla ministra zdrowia Adam Niedzielskiego to dowód na to, że epidemia hamuje i następuje „stabilizacja ścieżki zachorowań” znana wcześniej jako „wypłaszczenie”.

Bizblog.pl poleca

Jeśli ktoś stara się na bieżąco śledzić rządowe konferencje prasowe na temat walki z koronawirusem, pewnie zauważył, że niemal to samo minister Niedzielski mówił w zeszły wtorek: „Dzisiaj ten wzrost w stosunku do dnia poprzedniego jest stosunkowo niewielki. I to pewnego rodzaju zauważalna zmiana. W ten poniedziałek nie mamy ani podwojenia, ani odbudowania liczby zakażeń z poprzedniego tygodnia. To kolejny pozytywny znak”. W kolejnych trzech dniach nastąpił dramatyczny przyrost liczby zakażeń.

Tak się bowiem składa, że minister Niedzielski tezy o zahamowaniu epidemii wygłasza po weekendzie, gdy testów robi się najmniej, więc naturalnie pozytywnych wyników też musi być mniej. Wystarczy rzucić okiem na wykres nowych przypadków zakażeń, by dostrzec ten wyraźny jak cięcie skalpelem wzór.

Odsetek pozytywnych testów niebezpiecznie rośnie

Problem polega na tym, że liczba testów nie jest dostosowywana do liczby pozytywnych testów, lecz utrzymuje się na zbliżonym poziomie, ze wspomnianym weekendowym odchyleniem. Efektem jest błyskawicznie rosnący odsetek pozytywnych testów. Od kilku dni utrzymuje się na poziomie wyższym niż 40 proc., w poniedziałek (dane za niedzielę) nawet lekko przekroczył 50 proc!

Przypomnijmy, że przyjmuje się, że odsetek pozytywnych wyników testów nie powinien przekraczać 5 proc., ponieważ w przeciwnym razie wyniki są niemiarodajne dla całej populacji. Innymi słowy, im wyższy odsetek pozytywnych testów, tym wyższa liczba niewykrytych przypadków.

Dlaczego to wszystko takie ważne, szczególnie z punktu widzenia gospodarki i przedsiębiorców? Wyjaśnienie jest proste: rząd przyjął właśnie liczbę nowych zakażeń jako kryterium, według którego zostanie podjęta decyzja o wprowadzeniu „kwarantanny narodowej”, czyli o pełnym lockdownie.

Lockdownu i tak nie unikniemy

Zgodnie z zapowiedzią rządu, średni wskaźnik zakażeń z ostatnich 7 dni w Polsce musi przekroczyć 70 na 100 tys. mieszkańców. Daje to 26 600 dziennych przypadków w skali kraju. Pułap ten został przekroczony w trzech ostatnich dniach. Przekroczenia średniej 26,6 tys. przypadków na długo nie zahamuje nawet weekendowe spowolnienie, gdy testów robi się mniej. Wiele teraz zależy od tego, czy 11 listopada będzie tyle testów, co w niedzielę, czy jak zwykłą środę.

Co w praktyce oznacza pełny lockdown? Zakaz działalności obejmie niemal wszystkie firmy poza sklepami spożywczymi, aptekami czy stacjami paliw, a także zostaną wprowadzone surowe ograniczenia w przemieszczaniu się obywateli.