Rząd wpycha coraz biedniejszych w pułapkę kredytową. Wszyscy za to zapłacimy

Nie stać cię na zakup mieszkania, bo nie masz na wkład własny? Rząd ci pomoże zaciągnąć kredyt, choć to wbrew zaleceniom Komisji Nadzoru Finansowego. Nie masz nawet zdolności kredytowej, żeby taki kredyt, choćby i bez wkładu własnego dostać? Dostaniesz bon mieszkaniowy. I niby głównie na to, żeby coś wynająć, ale jak jesteś rodziną wielodzietną, to i na zakup. Jak dostaniesz takie 100 tys. zł od państwa, to i zdolność kredytowa mniejsza będzie potrzebna, to może nawet bank udzieli ci kredytu. Doskonały pomysł w czasie, kiedy wiadomo, że raty kredytowe będą zaraz rosły.

Rząd uporał się z już obietnicami dotyczącymi kredytu bez wkładu własnego i domu do 70 mkw bez formalności, złożonymi wiosną w Polskim Ładzie. Ale czy ktoś pamięta, że obiecywał coś jeszcze w ramach polityki mieszkaniowej? Tak, bony. I ministerstwo rozwoju, które tym obszarem się zajmuje, pamięta, a i owszem.

Właśnie Piotr Uściński, wiceminister rozwoju zadeklarował na łamach „Dziennika Gazety Prawnej”, że jego resort zajmuje się projektem ustawy dotyczącej bonu mieszkaniowego. 

Bon mieszkaniowy ma być alternatywą dla tych obywateli, którzy nie mają zdolności kredytowej i w związku z tym nie mogą ubiegać się o gwarantowany kredyt mieszkaniowy

– powiedział Uściński.

Nie raz pisałam już o tym, że to jakaś paranoja z tym kredytem bez wkładu własnego – Komisja Nadzoru Finansowego, organ powołany do tego, by pilnować, aby rynek był bezpieczny i stabilny, od kilku lat wymaga wkładu własnego, uznając, że to konieczne, by sami kredytobiorcy nie wpakowali się w zobowiązania finansowe nie do udźwignięcia, na co przychodzą politycy i mówią, że państwowy organ można mieć w nosie i żaden wkład własny nie będzie potrzebny.

A teraz przychodzi jeszcze minister rozwoju i mówi, że rząd zrobi zaraz kolejny krok, by jeszcze większa grupę Polaków, których nie stać na zaciągnięcie ogromnych kredytów na lata, wpakować jednak w takie zobowiązania.

Bon mieszkaniowy – dla jednym ratunek dla innych pułapka

Takie osoby, zamiast kupować mieszkanie na rynku komercyjnym, mogą zamieszkać np. w SIM czy TBS. Jednak, by dostać tam mieszkanie, trzeba wnieść wkład własny. Bon mieszkaniowy miałby być tym rozwiązaniem, które go zapewni

– wyjaśnia wiceminister rozwoju Piotr Uściński.

I gdyby na tym idea bonu mieszkaniowego się zatrzymała, wszystko byłoby ok. Tak, trzeba wymyślić jakiś sposób, by pomóc uboższym zdobyć dach nad głową. Jakiś rodzaj subsydiowania długoterminowego najmu jest pewnym rozwiązaniem.

Bizblog.pl poleca

Tylko że idea bonu mieszkaniowego wcale się na tym nie zatrzymuje. Bo oprócz tego, że pieniądze będzie można przeznaczyć na pokrycie wkładu mieszkaniowego w spółdzielni mieszkaniowej lub partycypację w kosztach budowy mieszkania w ramach Społecznych Inicjatyw Mieszkaniowych czy TBS, dodatkowo rodziny wielodzietne pieniądze z bonu będą mogły przeznaczyć na zakup mieszkania lub domu jednorodzinnego albo jego budowę. 

Czy taka rodzina wielodzietna, która załapie się na wsparcie, ma mieć oszczędności wystarczające na pokrycie reszty kosztów budowy domu? A może dzięki rządowej dopłacie po prostu będzie mogła zaciągnąć mniejszy kredyt na ten cel, a więc będzie potrzebowała mniejszej zdolności kredytowej? 

Wiecie, co to oznacza? Ludzie, którzy z tą zdolnością mają problem, zostaną przez państwo popchnięci w kierunku banków, by jednak się zadłużyli. I to akurat w czasie, kiedy wiadomo ze stuprocentową pewnością, że raty kredytów będą rosły, bo rosły będą stopy procentowe. Przecież to kompletny brak odpowiedzialności. I to ze strony rządzących.

Bo wyobraźcie sobie, że jesteście taką rodziną wielodzietną. Jeśli jesteście małżeństwem z trójką dzieci, dostaniecie od państwa bezzwrotnie 55 tys. zł, przy czwórce 70 tys. zł, przy piątce 85 tys. zł, a przy szóstce dzieci – 100 tys. zł.

A na dodatek, jeśli dotąd nie mieliście mieszkania ani domu, albo ich metraż nie przekraczał 65 mkw, dostaniecie jeszcze kolejne 45 tys. zł. W sumie można wyciągnąć z rodzinnego bonu mieszkaniowego nawet 145 tys. zł – tak przynajmniej wynikało ze wstępnych założeń dot. bonu mieszkaniowego. Co ostatecznie znajdzie się w projekcie ustawy, na razie nie wiadomo. 

I co, pogardzilibyście takimi pieniędzmi? Wiadomo, że nie. Każdy zacisnąłby maksymalnie pasa, żeby móc po takie pieniądze sięgnąć. Tylko że to właśnie może być ostatecznie dla tych rodzin niebezpieczne. Bo jak zaciśniesz pasa, pójdziesz, bo banku po kredyt, zadłużając się po korek, to już za kilka miesięcy, po kolejnych podwyżkach stóp procentowych możesz mieć poważny problem.

Naprawdę kompletnie nie rozumiem, dlaczego państwo ciągle wymyśla, jak wpychać Polaków w ramiona banków, zamiast skupić się na rozwiązaniach opartych na najmie. Że niby Polacy są przywiązani do własności, dlatego rząd odpowiada na ich potrzeby? Są przywiązani, bo innych opcji nie mają, to jak mieliby się do nich przywiązać?