Wywłaszczyli mieszkańców i zrównali z ziemią osiedle. Powód? Zwierzęta nie miały gdzie mieszkać

Do końca roku z powierzchni ziemi znikną ostatnie domy wybudowane na jednym z osiedli na australijskiej wyspie Philip Island. Władze uznały, że rozrastające się zabudowania zagrażają pingwinom – największej atrakcji turystycznej. Z takim argumentem trudno było dyskutować.

Philip Island to niewielka wyspa położona koło Melbourne. W świadomości turystów istnieje przede wszystkim jako miejsce Parad Pingwinów.

Te niewielkie, 30-kilkucentymetrowe ptaki, ku uciesze licznych gapiów, wychodzą z wody po polowaniu i niezdarnie krocząc przez plaże na swoich malutkich nóżkach, ruszają w kierunku norek. Całość widowiska trwa około godziny.

Pingwiny przytłoczone popularnością

Pingwinie harce stały się atrakcją jeszcze w latach 20. ubiegłego wieku, ale przez większość czasu ich jedynym stałym sąsiedztwem było skromne domki wakacyjne. Możliwość obcowania z naturą i bliskość dużego miasta (wyspa jest połączona z lądem za pomocą mostu, z Melbourne jedzie się tam 1,5 h) sprawiła, że jak grzyby po deszczu zaczęły tam wyrastać hotele i apartamentowce.

Wraz z ekspansją ludzi, zaczęło się jednak robić coraz mniej miejsca dla pingwinów. Gdy ich populacja osiągnęła poziom 12 tys., ekolodzy zaczęli bić na alarm. Ostrzegali, że niebawem mogą całkowicie wyginąć.

Za wroga środowiska numer 1 uznali osiedle Summerland Estate, które liczyło 190 domów i było położone na terenie lęgowym. Aktywiści przekonali ówczesną minister przyrody stanu Wiktoria, że należy je zrównać z ziemią. Rok po ukończeniu jego budowy, w 1985 r., zdecydowano więc o rozpoczęciu procesu odkupowania ziemi i oddawaniu go pod kontrolę ptaków.

Powolne wywłaszczenie

Rząd stanowy początkowo przeznaczył na ten proces około 7 milionów dolarów (dzisiaj byłoby to ok. 17 milionów dolarów). Proces na skutek problemów finansowych i administracyjnych przeciągnął się aż do 2010 r., czyli o dekadę dłużej niż było to w planach. Dało to mieszkańcom osiedla dodatkowe kilka lat na przeprowadzkę, ale jednocześnie uniemożliwiło dalsze inwestowanie w posiadłość. Władze zabroniły im dokonywania jakichkolwiek zmian.

Ostatnie budynki zostaną zburzone do końca tego roku – pisze The Independent. Władze stanowe uwolnią w ten sposób 15 akrów, które pingwiny będą mogły z powrotem zasiedlić.

Dzięki tej decyzji już teraz populacja pingwinów wzrosłą do poziomiu 31 tys. osobników. Dla setek tysięcy ludzi, którzy odwiedzają wyspę co roku, zbudowano natomiast centrum, w którym życie ptaków można obserwować zza szyby.