Metan na celowniku. Chcą wbić ostatni gwóźdź do trumny polskiej transformacji energetycznej

Górnicy i energetycy narzekają na polski rząd, że ten był zbyt spolegliwy przy okazji negocjowania polityki klimatycznej UE. W efekcie, jak przekonują, teraz dobijają nas rekordowe ceny emisji CO2. Ale nie spodziewają się jaki dopiero może nastać armagedon, po tym, jak właśnie ruszyła globalna nagonka na metan.

Jeszcze trzy lata temu prognozy mówiące o emisji tony CO2 kosztującej ponad 60 euro przyjmowane byłoby jako niezdrowe science fiction i całkowicie niepotrzebną manipulację nastrojami. Ale właśnie w takiej rzeczywistości teraz żyjemy i będzie to miało wpływ m.in. na przyszłoroczne podwyżki cen energii. Bo im bardziej gospodarka jest węglowa, tym zielony skręt Brukseli boli i kosztuje więcej. Warto więc zwracać uwagę na najnowsze trendy, żeby za kilka kolejnych lat znowu nie obudzić się z ręką w nocniku. A wszystko wskazuje na to, że po dwutlenku węgla na globalny celownik wzięto metan. 

Ograniczenie emisji metanu związanego z rolnictwem będzie kluczowe w walce ze zmianami klimatu

– czytamy w najnowszym raporcie Programu Środowiskowego Organizacji Narodów Zjednoczonych (UNEP).

Metan rośnie i rośnie. Pandemia tego nie przerwała

O koniecznym ograniczeniu emisji metanu mówi się już od lat. Ale teraz ta dyskusja nabiera tempa. UNEP zwraca uwagę, że „emisje zwierząt gospodarskich – pochodzące z obornika i wydzieliny z przewodu pokarmowego – stanowią około 32 procent emisji metanu spowodowanych przez człowieka”. A ma być tylko gorzej. Do 2050 r. zapotrzebowanie na białko zwierzęce ma wzrosnąć aż o 70 proc. – przy tym, jak za niespełna trzy dekady liczba ludności na świecie zbliży się do 10 mld. 

Bizblog.pl poleca

Metan ma odpowiadać też m.in. za dziurę ozonową. Jest również bardzo niebezpiecznym gazem cieplarnianym, który w okresie 20 lat 80 razy bardziej ociepla klimat niż dwutlenek węgla. Naukowcy dowodzą, że ten gaz odpowiada za ok. 30 proc. globalnego ocieplenia od czasów przedprzemysłowych. I cały czas jest go coraz więcej. Amerykańska Narodowa Administracja Oceanu i Atmosfery przekonuje, że kiedy w pandemii zmalała emisja CO2 – metanu kolejny raz urosła. Eksperci są zgodni: wyjście z tego impasu jest tylko jedno. Wykorzystanie nowych technologii, przestawienie się na diety bogate w rośliny i przyjęcie alternatywnych źródeł białka. 

Musimy przemyśleć na nowo nasze podejście do upraw rolnych i produkcji zwierzęcej

– przekonuje James Lomax, doradca UNEP ds. systemów żywnościowych i rolnictwa.

Waszyngton i Bruksela przyspieszają. Metan na cenzurowanym

Blisko rok temu Komisja Europejska zaprezentowała strategię mającą na celu ograniczenie emisji metanu. To zbiór działań prawnych i pozalegislacyjnych w sektorach energii, ale też w rolnictwie, które odpowiadają w skali światowej za ok. 95 proc. emisji metanu, związanych z działalnością człowieka. „Technologia satelitarna Unii Europejskiej umożliwi nam ścisłe monitorowanie emisji i pomoże podnieść standardy międzynarodowe” – zapowiadał wtedy Frans Timmermans, wiceprzewodniczący KE. 

Ale po tych odważnych deklaracjach niewiele się zmieniło. Do teraz. Bo jak informuje Reuters, nadchodzą bardzo złe czasy dla metanu. Stany Zjednoczone, pod rękę z Unią Europejską, bedą podejmować wspólne działania dyplomatyczne, mające na celu nakłonienie innych krajów do ograniczenia emisji metanu w ciągu następnej dekady. Zgodnie z tymi doniesieniami jeszcze w tym tygodniu Waszyngton i Bruksela mają podjąć wspólne zobowiązanie w sprawie redukcji emisji metanu spowodowanych przez człowieka o co najmniej 30 proc. do 2030 r.

Krótki czas życia metanu w atmosferze oznacza, że podjęcie działań już teraz może szybko zmniejszyć tempo globalnego ocieplenia

– czytamy w projekcie wspólnego dokumentu.

Zaproszenie do tej inicjatywy mają też otrzymać: Chiny, Rosja, Indie, Brazylia i Arabia Saudyjska, Norwegia, Katar, Wielka Brytania, Nowa Zelandia i RPA.

To silny podbródkowy w szczękę polskiej gospodarki

Te międzynarodowe działania wymierzone w metan będą też miały wpływ na polską gospodarkę. Bo nie ma innego wyjścia. W zeszłorocznym raporcie think tanku Ember wykazał, że aż 70 proc. europejskich emisji metanu związanych z wydobyciem węgla pochodzi właśnie z Polski. Trudno się temu dziwić, wszak większość polskich kopalni jest metanowa.

Metan wyciekający bez kontroli z byłych kopalń węgla będzie jeszcze większym problemem

– przewiduje dr Wojciech Szymalski, prezes Instytutu na rzecz Ekorozwoju.

Ewentualne włącznie metanu do unijnego systemu handlu emisjami ETS od 2030 r. (o czym zresztą mówi się coraz głośniej) może okazać się gwoździem do trumny polskiej transformacji energetycznej. Nawet były Główny Geolog Kraju i dawny wiceminister środowiska dr Michał Wilczyński uważa, że obecnie kadra inżynieryjna polskiego górnictwa, ale także niektóre środowiska naukowe blisko związane z górnictwem ignorują wpływ emisji metanu na efekt cieplarniany. Niezbyt optymistyczną wizję dla Polski kreśli też Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, który wylicza, że po włączeniu do ETS metanu koszt produkcji w Polsce węgla wzrósłby nawet o 1 mld zł.

Nie mamy szans funkcjonować przy takich wysokich kosztach produkcji węgla

– przekonuje Olszewski.