Spełniają się najgorsze obawy klimatologów. Metan z Antarktydy zaczął uciekać do atmosfery

Metan to jeden z głównych gazów cieplarnianych odpowiedzialnych za ocieplanie się klimatu. Naukowcy odkryli, że na Antarktydzie po raz pierwszy doszło do jego aktywnego wycieku.

Gdybyśmy mieli przedstawić najgorsze obawy klimatologów związane z globalnym ociepleniem, brzmiałyby one następująco: gazy cieplarniane uwięzione na dnie oceanów, w lodowcach i wiecznej zmarzlinie na skutek ogrzewania się planety zaczynają wydostawać się do atmosfery.

Bizblog.pl poleca

Takie scenariusz oznaczałby, że przewidywania dotyczące tego, ile dwutlenku węgla wypuścimy do atmosfery, straciłyby częściowo rację bytu. Globalne ocieplenie stałoby się samonapędzającą się maszyną – im bardziej podnosiłaby się temperatura, tym więcej metanu i dwutlenku węgla uciekałoby do atmosfery, jeszcze bardziej wzmacniając efekt cieplarniany i prowadząc do… dalszego wzrostu temperatury.

Tykająca bomba

Dlatego właśnie pokłady gazów cieplarnianych nazywane są często mianem „tykającej bomby”. Naukowcy każde doniesienie o uwalnianiu się ich bez udziału człowieka traktują niezwykle serio. Kilka lat temu alarmowali nas o bąblach metanu wydobywających się spod dna Morza Wschodniosyberyjskiego. Początkowo łączono ten fakt z roztapianiem się wiecznej zmarzliny, ale ostatecznie doszli do wniosku, że zjawisko występuje tam od tysiącleci i dopiero teraz zostało zauważone.

Z wyciekiem pod lodowym szelfem Antarktydy sytuacja ma się nieco inaczej. W opublikowanym w czasopiśmie „Proceedings of the Royal Society B” artykule klimatolodzy piszą, że w badanym od 60 lat Morzu Rossa, po raz pierwszy zlokalizowano źródło wycieku metanu. Odkryto je w 2011 r., ale analizę przeprowadzono dopiero teraz.

Wyciek metanu dostrzeżono na zboczach wulkanicznej wyspy Rossa na Antarktydzie, na obszarze zanurzonym 10 metrów po powierzchnią morza.

Ogromne złoża metanu można znaleźć praktycznie oceanie na świecie. Gaz nie uwalnia się jednak do atmosfery, bo powstrzymują go mikroby żyjące w dnie morskim. Wraz ze wzrostem stężenia liczba mikrobów rośnie, metan uwalnia się do atmosfery dopiero w momencie, gdy nie są one w stanie pochłonąć całego wycieku.

W omawianym przypadku stało się jednak inaczej. Naukowcy stwierdzili, że liczba mikrobów jest zaskakująco mała. To oznaczałoby, że źródło nie powstało w wyniku wzrostu temperatury. Co więc jest przyczyną? Tego jeszcze nie wiemy.

Stracimy wpływ na klimat?

Jakkolwiek nie brzmiałaby odpowiedź, sam fakt jest bardzo niepokojący. Wpływ pojedynczej molekuły metanu na efekt cieplarniany jest kilkadziesiąt razy większy niż w przypadku dwutlenku węgla. Temu ostatniemu poświęcamy jednak tyle uwagi, bo w atmosferze jest go 1000 razy więcej.

Ale jeśli takie przecieki będą się powtarzać, zwiększona obecność metanu w atmosferze może doprowadzić do dalszego ocieplania się Antarktydy, w efekcie przyspieszając topnienie lodu. I sprawiające, że zmiany klimatu ostatecznie wymkną nam się spod kontroli.