Ryanair ogłosił megapromocję, ale jeden szczegół przemilczał. Marny jego los, jak klienci się dowiedzą

Ryanair na dobre wrócił na polskie niebo i obiecuje, że tak tanio, jak w te wakacje, dawno już nie było. To jednak wersja wyłącznie dla klientów. CEO linii Michael O’Leary przyznał bowiem inwestorom, że drży na myśl o nawrocie pandemii, a wysokość jego zysków stoi pod wielkim znakiem zapytania. Ryanair kusi promocjami, ale po cichu przyznaje, że część lotów może się nie odbyć

Od momentu rozpoczęcia lockdownu Ryanair kombinuje na wszelkie możliwe sposoby, by utrzymać się na powierzchni. Przewoźnik w drugiej połowie marca praktycznie zawiesił loty, dzięki czemu w pierwszym kwartale 2020 r. udało mu się ściąć koszty o 85 proc. Reuters podaje, że oszczędności Irlandczyków spadły z 3,9 mld euro na… 3,8 mld. W momencie, gdy najwięksi światowi przewoźnicy błagali rządy państw o pożyczki, by dotrwać do odmrożenia granic, Ryanair bez żadnej pomocy przeszedł przez kryzys suchą stopą.

No, może nie do końca. Udziałowcy byli tymi danymi wniebowzięci, ale klientów polityka Ryanaira doprowadzała do białej gorączki. Infolinia milczała, bo O’Leary w ramach zasady społecznego dystansu zwolnił pracowników do domów. Przewoźnik raz informował o należnym zwrocie pieniędzy, by chwilę później wysłać e-mail sugerujący, że pasażerowi należy się co najwyżej voucher.

Ryanair nęci: 30 euro za bilet

Zabawa z klientami w chowanego skończyła się dopiero wraz ze wznowieniem lotów z początkiem lipca. O’Leary cierpliwie wytłumaczył, że skala zgłoszeń była tak ogromna, że pieniądze będą zwracane pasażerom całymi tygodniami. W końcu pojawił się konkretny harmonogram spłat, a płonące od oskarżeń o kradzież kanały social media nieco się ostudziły.   

Bizblog.pl poleca

O’Leary potrzebował tego spokoju, bo zamierzał od nowa rozruszać swój podniebny biznes. Na zachętę rzucił serię promocji – od 30 euro za bilet w jedną stronę, zachęcając tym samym do wakacyjnej włóczęgi po całej Europie.

Jednego szef Ryanaira nam o tych promocjach nie powiedział. Kupując tani bilet, niepewność dostajemy gratis. Europejskie państwa już teraz wprowadzają kwarantannę z dnia na dzień. Tylko w ostatni weekend brytyjski rząd nagle obłożył nią wszystkich podróżnych przybywających z Hiszpanii. O’Leary obawia się, że ponowne zamykanie granic może okazać się tylko kwestią czasu.

Nasze całoroczne założenia dotyczące 60 milionów pasażerów są na razie niepewne i mogą spaść niżej

– przyznał w trakcie prezentacji szef Ryanaira.

Najgorszy koszmar O’Leary’ego

Oznaczałoby to, że irlandzki przewoźnik obsłuży w tym roku ponad dwa razy mniej pasażerów niż w 2019 r., kiedy z jego usług skorzystało 149 mln osób. Jeszcze w maju menedżer liczył na 80 mln. Akcje spółki spadły po tej zapowiedzi o 8 proc. Linia przyznała też, że w związku z dużą niepewnością dotyczącą przyszłości lotów trudno jej przedstawić prognozy zysków na bieżący rok obrotowy.

O’Leary dodał, że druga fala zachorowań na Covid-19 w Europie późną jesienią jest teraz jego „największą obawą”. To samo powiedzieliby zapewne jego klienci. Bo po zakupowym szaleństwie po raz kolejny mogą zostać z bezwartościowymi PDF-ami na dyskach. A, że Ryanair nie spieszy się z oddawaniem za nie pieniędzy, przekonali się już przecież na własnej skórze.