Totalna wpadka McDonalda. Reklama sieci rozsierdziła Polaków, tak jak logo Toyoty na Mazurach i balon Atlasa w Krakowie

Pływająca litera M koło Pałacu na Wodzie w Łazienkach wywołała w Warszawie powszechne oburzenie. Interweniował sam prezydent Rafał Trzaskowski. Ale obrandowanie jednej z największych atrakcji turystycznej stolicy to tylko kolejny etap pewnego procesu. Firmy bezmyślnie wciskają swoje logo w przestrzeń publiczną w coraz bardziej inwazyjny sposób.

fot: facebook.com/Jan Śpiewak

Gigantyczne billboardy na ulicach miast już nikogo nie szokują. Nawet takie, które jeszcze niedawno potrafiły zasłaniać cały budynek. Polacy przywykli do wszechobecnej szyldozy. W przestrzeni publicznej wciąż pozostają jednak miejsca, w których logotypów nie chcemy oglądać. Właśnie przekonał się o tym McDonald’s.

Bizblog.pl poleca:

Wpadka McDonalda

Amerykańska sieć tłumaczyła się, że złote łuki, które pojawiły się w Łazienkach Królewskich to tylko tymczasowa instalacja. Pojawiła się tam z okazji wieczornego pokazu mody projektantki Gosi Baczyńskiej. Chodziło o pomieszanie kultury wysokiej z niską. Tak jak skórzana kurtka, którą zakłada się na wieczorową suknię.

Poszedłem na spacer do Łazienek, zaalarmowany tym co zobaczyłem u Piotr Boulangé. Ogromny znak McDonalds pływał sobie…

Opublikowany przez Jan Śpiewak Wtorek, 27 sierpnia 2019

I być może żadnej afery by nie było, gdyby logo McDonald rzeczywiście zostało wyciągnięte z magazynu dopiero po zmierzchu. Korporacja nie pomyślała, że logotyp sieci umieszczony wieczorem i przy okazji pokazu mógłby się w oczach opinii społecznej obronić (a przynajmniej część internautów takie tłumaczenie by kupiła), ale w dzień budził zażenowanie. I wprawiał w niemałą konsternację spacerowiczów, którzy postanowili się tamtego dnia przejść po największym parku w Warszawie.

Wstyd dla dyrekcji parku i jego zwierzchników, którzy pozwalają na komercjalizację i niszczenie niepowtarzalnego klimatu i charakteru Łazienki Królewskie – napisał oburzony Jan Śpiewak.

Wyjaśnień zażądał nawet prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, który wystosował w tej sprawie oficjalne pismo do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Ze zdumieniem przyjąłem wiadomość o odbywającej się w Łazienkach Królewskich komercyjnej imprezie jednej z firm. Zdziwienie spotęgował fakt, że wydarzeniu towarzyszy ingerencja wizualna w sam widok zespołu pałacowo-parkowego – wyjaśniał.

Efekt? Wykpione złote łuki natychmiast zniknęły z powierzchni wody.

Kiepskie doświadczenia

Niefrasobliwości pracowników fast-foodu może dziwić, bo ich poprzednicy już nie raz przejechali się na wieszaniu reklam w miejscach, w których przechodnie tego nie akceptują.

W Polsce największym echem poniosła się próba komercjalizacji mazurskich jezior przez Toyotę. Producent we współpracy z Mazurskich Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym postawił na wodzie 40 platform z numerami ratunkowymi. Problem w tym, że połowę wielkości płachty zajmowała Toyota RAV4. Turyści szybko uznali, że cała akcja jest mocno niesmaczna, bo wypływając na jezioro chcą poobcować z dziką naturą, bez konieczności oglądania inwazyjnych reklam.

To nie fotomontaż…To billboard TOYOTA na środku mazurskiego jeziora 🤮 Toyota Polska zamierza postawić te szkaradztwa na 40 jeziorach mazurskich…

Opublikowany przez Żegnamy Reklamy Poniedziałek, 1 lipca 2019

Toyota szybko się pomysłu wycofała. Po fali krytyki, jaka przetoczyła się przez social media, zaprezentowała nowe platformy. Takie, na których napis Toyota został zepchnięty w sam róg.

Oba przypadki McDonalda i Toyoty łączy jedno. Marki postanowiły wejść z reklama do miejsc tradycyjnie kojarzonych z beztroskim wypoczynkiem i mających jednocześnie status naszych dóbr narodowych. Sam przekaz też wydaje się fatalnie dopasowany. Samochód oglądany z perspektywy kajaka albo roweru wodnego? Hamburgery w upalny dzień w parku? Pomysłodawcy nie liczyli chyba na sprowokowanie oglądających do zakupu.

Ale to nie wszystko. Ostro potraktowani zostali także właściciele pewnej kawiarni na poznańskim Starym Rynku. W jeden z arkad pojawiła się biała, mocno kontrastująca z otoczeniem reklama, która wypełniała cały łuk. Mieszkańcy stolicy Wielkopolski nie mieli litości. Uznali, że to brak szacunku dla zabytków, a konserwator odciął się od całej sprawy, twierdząc, że nigdy nie wydał na to zgody.

Kraków z widokiem na balon

W Krakowie mieli za to kilka lat temu problem z ogromnym balonem widokowym, który latał w okolicach Mostu Grunwaldzkiego. Balon z jednej strony miał wprawdzie dość niewinny napis: Kocham Kraków, z drugiej widniało na nim duże logo firmy Atlas. A to sprawiało, że podnosząc głowę w górę i patrząc w kierunku Wawelu nie sposób było nie natknąć się na reklamę chemii budowlanej.

Balon "Kocham Kraków" z logiem Atlas:

Opublikowany przez Łukasz Stawiarz Niedziela, 13 listopada 2011

W 2019 r. po czterech latach przerwy balon wrócił do Krakowa. Teraz jest jednak całkowicie biały i nie ozdabiają go żadne logotypy. I to chyba najlepsza pointa, bo Polacy w pewnych miejscach firmowych grafik po prostu nie zaakceptują.