Kup karnet na ćwiczenia, bo umrzesz. Niektóre kluby fitness desperacko walczą o klienta

Jak pan umrze, to pana rodzina zostanie bez środków do życia! – straszyła mnie kiedyś agentka ubezpieczeniowa, namawiając do wykupienia polisy na życie. Po taki marketing funeralny sięgnął właśnie pewien klub fitness z Krakowa, który w SMS-ach do swoich klientów straszy ich śmiercią z powodu otyłości.

„Czy dużo przytyliście w »izolacji« bez aktywności w naszym klubie? Jak się teraz z tym czujecie? Czy w bezruchu jesteście tak sprawni i radośni jak w okresie aktywności?” – wali na wstępie prosto w oczy krakowski klub fitness w SMS-ie, który otrzymała jedna z jego klientek, czytelniczka Bizbloga.

Bizblog.pl poleca

Firma próbuje zachęcić osoby, których numery widnieją w jej bazie klientów, do odnowienia usług, starając się wywołać w nich wstyd z powodu przybrania na wadze w czasie pandemii. Ryzykowna strategia, ale to zaledwie wstęp do tego, co dzieje się za chwilę.

Karnet na fitness albo życie

W Polsce rocznie z powodu nadwagi i braku aktywności umiera 240 tys. osób. Nadal uważasz, że brak ci czasu, mieszkasz daleko lub karnet do [tu nazwa firmy] jest zbyt drogi? Na ile wyceniasz swoje życie i zdrowie?

– pyta klub fitness.

Adresat tych słów spuszcza ze wstydem głowę i zamiera w bezruchu, ale po chwili klika podany w SMS-ie link do strony studia fitness, by sprawdzić cennik karnetów i upewnić się, że kosztują one mniej, niż warte jest jego własne życie. Wycena ta wprawdzie gwałtownie się obniżyła, bo przecież tak właśnie działa skuteczny fat-shaming, ale w porównaniu „karnet kontra życie” zwycięsko wciąć wychodzi to drugie.

Czy tak właśnie wyobraża sobie efekty swojego marketingowego Wunderwaffe autor tego SMS-a? Najwyraźniej uznał, że dotychczasowy przekaz nie był wystarczająco przekonujący i dopala na koniec jeszcze jedną zachętą:

Zamierzasz się o to targować? Najwyższy czas wykorzystać szansę: [link]

Marketing funeralny

Nie wiem, czy wiele firm zajmujących się usługami określanymi w CEIDG jako „działalność obiektów służących poprawie kondycji fizycznej” postanowiło uciec się do marketingu bazującego na wywołaniu w odbiorcy lęku przed śmiercią, ale takie strategie zdarzają się nawet w reklamach telewizyjnych.

W straszeniu śmiercią zwykle specjalizują się producenci różnych wyrobów medycznych i paramedycznych. Jednym z najbardziej znanych przypadków tego typu w Polsce była reklama znanego preparatu nasercowego, której fabuła opierała się na scenie, w której starszy mężczyzna gra dla wnuka na gitarze, po chwili znika, a wykres EKG pokazuje zgon.

Przekaz był brutalnie jednoznaczny – dziadek nie zażył naszego leku i już nie ma go wśród żywych. Wnuczkowi nikt na gitarze już nie zagra. Komisja Etyki Reklamy orzekła, że spot naruszył kodeks etyczny, wzbudzając strach przed chorobą i śmiercią, a producent wkrótce zmienił swoją reklamę.