Podwładni Mariana Banasia ze skarbówki oskarżeni o udział w mafii VAT-owskiej

Coraz ciemniejsze chmury nad prezesem Najwyższej Izby Kontroli Marianem Banasiem. Jak donosi „Rzeczpospolita”, śledczy od dwóch lat prowadzą śledztwo w sprawie urzędników państwowych zamieszanych w wyłudzanie VAT-u. Zarzuty usłyszało już dwóch były pracowników Ministerstwa Finansów, ówczesnych podwładnych obecnego szefa NIK.

Marian Banaś ma na koncie kilka zacnych posad. Zanim trafił na fotel prezesa NIK był m.in. szefem Służby Celnej i kierował pracami Krajowej Administracji Skarbowej. W Ministerstwie Finansów pojawił się w roli podsekretarza za pierwszych rządów PiS w 2005 r. W czerwcu 2019 r. otrzymuje z rąk prezydenta Andrzeja Dudy nominację na ministra finansów w rządzie Mateusza Morawieckiego. 

Jak informuje „Rzeczpospolita”, śledztwo przeciwko działającej w latach 2015-2018 mafii VAT-owskiej prowadzi Centralne Biuro Śledcze Policji i Prokuratura Krajowa. Na czele grupy miał stać jeden z najbliższych współpracowników Mariana Banasia, za jego czasów w resorcie finansów. Wszystko działo się wtedy, kiedy rząd ogłosił walkę z wyłudzeniami VAT. Śledczy szacują, że działalność tej grupy mogła narazić Skarb Państwa na straty na poziomie 5 mln zł.

Marian Banaś zaskoczony ustaleniami

Byli pracownicy Ministerstwa Finansów, którzy usłyszeli zarzuty, nie byli szeregowymi urzędnikami. Zajmowali eksponowane stanowiska. Arkadiusz B. był dyrektorem Krajowej Szkoły Skarbowości, którą wymyślił i uruchomił jako przyszłą kuźnię skarbowych talentów sam Marian Banaś. Inny zatrzymany Krzysztof B. piastował stanowisko dyrektora ministerialnego Departamentu Kontroli Celnej, Podatkowej i Kontroli Gier. Zarzut udziału w gangu wyłudzającym podatek VAT usłyszał również Andrzej S., naczelnik warszawskiego urzędu skarbowego.

Marian Banaś takim obrotem sprawy jest zaskoczony. Przekonuje dziennikarzy, że gdyby o tym wszystkim wiedział do nominacji by nie doszło.

Pancerny człowiek, papierowe państwo

Kłopoty Mariana Banasia zaczęły się niedługo po nominacji na prezesa NIK. Wyszło wtedy na jaw, że w hotelu na krakowskim Podgórzu, który jest własnością Banasia, najemca wynajmował pokoje na godziny. W proceder mieli być zamieszani ludzie z półświatka. Dziennikarze ustalili, że korzystający z tych usług goście mogli być nagrywani. 

Jeszcze przed rewelacjami „Rzeczpospolitej” o mafii VAT-owskiej tworzonej przez prominentnych urzędników, pojawiają się informacje o zatrudnieniu w NIK przez Banasia osoby będącej od kilku lat na emeryturze. 

Powiązania szefa NIK wydają się coraz bardziej mętne. Rzecz jasna wszystko trzeba najpierw skrupulatnie sprawdzić. Już teraz wiadomo, że sprawa rozwija się na wielu płaszczyznach. Wczoraj pełnomocnik syna Mariana Banasia – Jakuba Banasia poinformował o pozwie przeciwko TVN – za reportaż w „Superwizjerze” o pokojach na godziny. Żąda przeprosin i „usunięcia wszelkich naruszeń prawa rozumianych w kontekście tej sprawy jako bezprawne wykorzystanie wizerunku”.

Od tych ustaleń ważniejsze wydają się pytania o kondycję służb państwowych, pod których nosem prominentni urzędnicy, zajmujący istotne też ze względu bezpieczeństwa krajowego stanowiska, oddają się przestępczym procederom. Dotyczy to pracujących kiedyś w Ministerstwie Finansów i w głównych urzędach skarbowych. Nie tylko wstydem, ale poważnymi konsekwencjami służbowymi i być może też politycznymi powinno zakończyć się to, że służbą umykają (czy rzeczywiście?) takie, a nie inne znajomości Mariana Banasia, kiedy sam kieruje resortem finansów, a późniejNIK.

Oświadczenie Ministerstwa Finansów

W reakcji na doniesienia „Rzeczpospolitej” Ministerstwo Finansów informuje, że „zarówno Krzysztof B. jak i Arkadiusz B. w momencie zatrzymania nie sprawowali już stanowisk kierowniczych w resorcie finansów, ani nawet nie byli w nim zatrudnieni”. Resort podkreśla jednocześnie, że nikt zamieszany w przestępczy proceder nie może czuć się bezkarnie.

W Krajowej Administracji Skarbowej zatrudnionych jest ponad 60 tys. pracowników i funkcjonariuszy. Jednostkowe przypadki zachowań niezgodnych z prawem zdarzają się w każdej organizacji. Dlatego w KAS utworzono Biuro Inspekcji Wewnętrznej (rodzaj policji wewnętrznej), w którym pełnią służbę specjalistycznie wyszkoleni funkcjonariusze. Zwracamy uwagę, że przed powstaniem KAS tego rodzaju komórka organizacyjna nie funkcjonowała ani w administracji podatkowej, ani w Służbie Celnej. Powołanie jej w strukturze KAS związane było z dbaniem o wysokie standardy i przejrzystość funkcjonowania nowej, skonsolidowanej administracji. Biuro Inspekcji Wewnętrznej (BIW), realizuje zadania związane z rozpoznawaniem, wykrywaniem i zwalczaniem m.in.: przestępstw korupcyjnych, przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez pracowników i funkcjonariuszy KAS. BIW zapobiega tym przestępstwom i ściga ich sprawców, a także współpracuje z innymi służbami i organami ścigania w sprawach dotyczących pracowników oraz funkcjonariuszy KAS. Taka intensywna współpraca miała i ma również miejsce w sprawie opisywanej przez media – czytamy w komunikacie MF.