Fiasko szczytu klimatycznego w Madrycie. Światowe media cytują poruszające wystąpienie licealistki z Katowic

Miał się zakończyć 13 grudnia, ale delegacje z całego świata postanowiły posiedzieć w stolicy Hiszpanii dwa dni dłużej. Niestety wszystko na nic, porozumienia klimatycznego nie udało się podpisać.

O tym, że podczas tego Szczytu Klimatycznego ONZ o doniosłe porozumienie będzie ciężko, wiadome było już w pierwszym tygodniu obrad zaplanowanych do 13 grudnia. Wtedy bowiem okazało się, że poszczególne, krajowe delegacje nie są do końca gotowe na rozmowy o wprowadzeniu mechanizmów rynkowych jako instrumentu walki o klimat. To art. 6 Porozumień Paryskich, który wywołał już w Katowicach sporo kontrowersji i miał być ostatecznie w stolicy Hiszpanii klepnięty. Nic z tego.

Podobnie jak zebrani z całego świata nie doszli do porozumienia w sprawie długoterminowego finansowania transformacji energetycznych w krajach rozwijających się. Za to w stolicy Hiszpanii wszyscy mogliśmy podziwiać inny, skuteczny do tej pory mechanizm spychologii. Światowi decydenci kolejny raz uznali, że najpilniejsze sprawy trzeba załatwić za rok na szczycie COP26 w Glasgow. Takie przesuwanie w czasie trwa od Porozumień Paryskich.

Negowanie zmian klimatycznych to zbrodnia na ludzkości

Owszem, w Madrycie nie zabrakło dosadnych stwierdzeń, jak chociażby to autorstwa przedstawicieli niewielkiego, wyspiarskiego Tuvalu, którzy uznali, że „już dziś miliony ludzi cierpią na skutek zmian klimatycznych, negowanie ich uznać należy za zbrodnię przeciwko ludzkości”.

Albo cytowane już przez światowe media wystąpienie licealistki z Katowic.

 Czy chcecie być zapamiętani jako ci, którzy mogli podjąć działanie, ale wybrali inaczej, jako ci, którzy zdradzili młode pokolenie, ludność rdzenną i społeczności desperacko walczące o przetrwanie?

Zuzanna Borowska, reprezentująca na COP25 organizacje młodzieżowe

Ale jednak na takich słowach głównie się kończyło. W stolicy Hiszpanii świat był odważny tylko w słowach. 

Po raz kolejny nie poczyniono żadnych postępów na drodze do lepszego dostosowania się krajów do celu 1,5° C porozumienia paryskiego

– uważa Bas Eickhout, holenderski poseł do Parlamentu Europejskiego, który był członkiem delegacji UE podczas negocjacji w Madrycie.

Handel emisjami CO2. Bez porozumienia

Madrycki szczyt nawet przedłożono o dodatkowe dwa dni. Wszystko po to, żeby na koniec móc światu przekazać jakieś nawet najmniejsze, pozytywne i optymistyczne informacje. Ale globalne zasady rynku handlu emisjami dwutlenku węgla okazały się zbyt dużą przeszkodą. Odmienne zdanie w tej kwestii ma przede wszystkim Australia i Brazylia. Ci ostatni chcieli zgody na sprzedaż starych kredytów węglowych na dawnym rynku, istniejącym w ramach protokołu z Kioto. 

Bardzo surowe przepisy są bezwzględnie konieczne, a stare, niewiarygodne kredyty CO2 muszą zostać zlikwidowane. Tak się nie stało w Madrycie, szczyt zakończył się bez porozumienia

– przekonuje unijny przedstawiciel podczas COP25 Bas Eickhout.

Nadzieja w Madrycie pojawiła się dopiero po doniesieniach z Brukseli

Bezsprzecznie jednym z ważniejszych wydarzeń tegorocznego COP25 w Madrycie było… ogłoszenie w Brukseli Europejskiego Zielonego Ładu. Ten zakłada osiągnięcie w 2050 r. przez UE całkowitej dekarbonizacji i neutralności klimatycznej. Obserwatorzy zwracają jednak uwagę, że i tym przypadku można jednak mówić o porozumieniu „wszystkich oprócz jednego”. W klauzuli Europejskiego Zielonego Ładu znalazł się wszak zapis, że jeden kraj, czyli Polska do wyznaczonych celów dojdzie własnym tempem. 

Fiasko jednak przeszło dwutygodniowych negocjacji klimatycznych w Madrycie wskazuje, że ostatnia inicjatywa Brukseli może przybierać na sile. 

UE musi utrzymać i napędzać swoją pozycję lidera – uzgadniając nowy cel na rok 2030 oraz szybko realizując swoje polityki i plan osiągnięcia gospodarki zerowej netto w ciągu 30 lat. Wynik konferencji w Madrycie pokazuje, że jest to ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej

– twierdzi Eliot Whittington, dyrektor Europejskiej Grupy Liderów Korporacyjnych.

Pech od początku

Tegoroczny Szczyt Klimatyczny ONZ COP25 od początku miał sporego pecha. Pierwotnie w tym roku, pod agendą ONZ, najpoważniejsze rozmowy dotyczące klimatu miały odbywać się w stolicy Brazylii. Ale w międzyczasie wybory prezydenckie wygrał Jair Bolsonaro, który uważa, że człowiek nie ma żadnego wpływu na klimat. A Puszcza Amazońska tak w ogóle to wewnętrzna, brazylijska sprawa i świat nie powinien się wtrącać.

Organizatorzy oenzetowskiego szczytu pomyśleli, że nie będą zbyt długo po mapie świata szukać palcem i w zastępstwie Brazylii na gospodarza COP25 wybrali Chile. I znowu pech. Sytuacja gospodarcza kraju jest bowiem więcej niż kiepska. Tamtejszy prezydent Sebastián Piñera woli zająć się nie cierpiącymi zwłoki sprawami niż zapraszać cały świat do siebie i rozmawiać o pogodzie. Bez przesady.

Wybór padł na Madryt, ale to bez znaczenia

Koniec końców Szczyt Klimatyczny ONZ COP25 udało zorganizować się w Madrycie. To właśnie w stolicy Hiszpanii światowi liderzy mieli potwierdzić ustalenia sprzed roku (COP24 zorganizowano w Katowicach) i wykazać się determinację w osiągnięciu celów nakreślonych w Porozumieniach Paryskich. 

Dzisiaj już wiemy, że miejsce tych klimatycznych dyskusji nie ma żadnego znaczenia. Liczy się za to faktyczne, a nie udawane na potrzeby dziennikarskich fleszy zaangażowanie w temat. Wystarczyło, żeby amerykański prezydent Donald Trump dotrzymał danego jeszcze w kampanii wyborczej słowa i zaczął wycofywać Stany Zjednoczone – zaraz po Chinach drugiego emitenta CO2 na świecie – z Porozumień Paryskich, a już jakby impet klimatyczny wyraźnie zwolnił. I w Madrycie byliśmy niestety tego świadkami.