Szykujcie się na walkę o tanie bilety lotnicze. Pierwsi klienci już się zdziwili

Nerwowe kliknięcia, pot na czole i euforia po odebraniu maila z potwierdzeniem. Tak niedługo może wyglądać zakup biletów lotniczych. Zdziwieni? A przecież prezes Ryanaira niedawno was ostrzegał.

Wbrew obawom ruch lotniczy odbudowuje się w imponującym tempie. Przykład? Klienci tak gorączkowo rzucili się do zakupu biletów z wiosennego rozkładu jednej z amerykańskich linii, że zablokowali serwery. Uczciwie mówiąc, nie pierwszy raz. Tyle że poprzednio takie historie zdarzały się przed pandemią.

Skomplikowane tanie latanie

Taka niefartowna sytuacja spotkała klientów Southwest Airlines. Przewoźnik opublikował swój wiosenny rozkład lotów i dał sygnał do kupowania. No i pasażerowie zaczęli kupować tak zawzięcie, że po chwili strona i aplikacja z rezerwacjami się wywaliła. Użytkownicy byli wściekli. Zanim udało się postawić system na nogi, ceny niektórych przelotów wzrosły. I z taniego podróżowania nici.

Za oceanem mamy więc niezłą aferę, ale zanim zaczniemy się śmiać, warto sobie uzmysłowić, że w Europie mogą nas czekać podobne problemy. Szef Ryanaira ostrzegał niedawno, że ceny biletów mogą drastycznie wzrosnąć, bo linie lotnicze nie są w stanie przewozić tylu osób, co przed pandemią. Część z nich poszła z torbami, inne pozbyły się starych maszyn, a kłopoty finansowe nie pozwoliły im na zakup nowych.

Bizblog.pl poleca

A tymczasem Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) prognozuje, że w przyszłym roku będzie latać prawie tak chętnie, jak przed atakiem Covid-19. Stowarzyszenie zakłada, że w tym roku linie obsłużą nieco ponad połowę pasażerów w porównaniu z 2019 r.

W 2022 r. odsetek wzrośnie do… 88 proc. A rok później mamy już pobić rekordowe wyniki sprzed kryzysu. Przewoźnicy zabiorą na pokład 105 proc. „normy”.

„Znajdujemy się w najgłębszym i najpoważniejszym kryzysie w naszej historii. Jednak szybko rosnąca populacja zaszczepionych osób i postępy w testach przywrócą swobodę latania w nadchodzących miesiącach. A kiedy tak się stanie, ludzie będą chcieli podróżować” – komentował niedawno Willie Walsh, dyrektor generalny IATA.

Najgroźniejsze z punktu widzenia przewoźników będzie nagłe otwieranie granic i liberalizowanie przepisów dot. podróży. Przedsmak dostaliśmy, gdy w maju rząd Wielkiej Brytanii wrzucił Portugalię na zieloną listę. Liczba rezerwacji wzrosła wtedy o 100 proc.

Tanie linie wygrały życie

Co więcej, uwaga pasażerów będzie skupiać się prawdopodobnie na dość wąskiej grupie marek. Popandemiczne żniwa są przede wszystkim udziałem lowcostów. EasyJet zakłada, że w trzecim kwartale bieżącego roku obsłuży 60 proc. klientów w porównaniu z analogicznym okresem 2019 r.

Jeszcze lepiej wygląda Ryanair. Irlandczycy w sierpniu po raz pierwszy przekroczyli liczbę 10 mln pasażerów – to najlepszy wynik od marca 2020 r. Dokładnie rok temu zabrali do samolotów niecałe 15 mln osób. Czyli ruch wrócił do poziomu 2/3.

Tradycyjne linie jak British Airways modlą się w tym czasie o osiągnięcie poziomu 40 proc.

Dyrektor wspomnianej na początku Southwest Airlines narzeka, że jego firma nie ma wystarczającej liczby samolotów, by poradzić sobie z boomem na rynku. W trakcie lockdownu przewoźnik sprzedawał maszyny lotniczym startupom, Teraz zamawia od Boeinga model 737 Max. Zastrzega jednak, że 2022 i 2023 r. będą dla niego bardzo trudne.

Powrót pasażerów zaskoczył linie lotnicze jak zima drogowców. Choć może nie warto się w tym miejscu wyzłośliwiać, bo wiele z nich jeszcze do niedawna chwytała się wszystkiego, by przetrwać na powierzchni. Jak widać, ta walka będzie je dużo kosztować także po kryzysie.