Bezdotykowe kioski i aplikacje zamiast żywej obsługi. Lotniska już nie będą takie same

Gdy pandemii uderzyła w nas po raz pierwszy, lotniska opustoszały, a ich pracownicy zaczęli drżeć o swoje posady. Teraz już nie muszą. Wiele wskazuje na to, że wkrótce podzielą los pracowników handlu. Linie lotnicze i porty zorientowały się, że w czasach koronawirusa pasażerowie wolą ograniczyć kontakt z drugim człowiekiem do minimum.

Jeden z potentatów amerykańskiego rynku, American Airlines, policzył swoich klientów i zauważył, że w trakcie pandemii podróże biznesowe praktycznie zamarły. To, co stanowiło do tej pory dla regularnych przewoźników główne źródło zarobku, wyschło praktycznie z dnia na dzień. Firmy w obawie o zdrowie pracowników przestały ich wysyłać na delegacje, praca przeniosła się na komunikatory w rodzaju Zooma czy Teamsów.

Bizblog.pl poleca

Amerykanie, jak i większość swojej konkurencji, skierowali się więc w stronę turystów. I szybko doszli do wniosku, że ta grupa konsumentów ma zupełnie inne oczekiwania i preferencje.

Młodzi wolą aplikacje

Przede wszystkim, dowodziła Alison Taylor dyrektora działu obsługi klienta, nowy klient American Airlines jest zdecydowanie młodszy. W przeciwieństwie do przeciętnego, bardziej wiekowego biznesmena, jest w związku z tym bardziej otwarty na nowinki techniczne. A że odsetek podróży służbowych spadł u tego przewoźnika do 10 proc., trzeba było dostosować się do nowych realiów.

Zmiany okazały się banalnie proste do wdrożenia. Spółka przerobiła kilkaset kiosków na lotniskach na bezdotykowe urządzenia. Pasażer po prostu skanuje kod QR (z karty pokładowej), który wyświetla się na ekranie jego smartfona, a maszyna sama drukuje wywieszki pokładowe.

American Airlines wprowadziło także uproszczoną wersję swojej aplikacji, która umożliwia pasażerom odprawienie się bez kontaktu z lotniskową obsługą. Rzecz wydawałaby się oczywista. Na powszechną skalę, jak widać, pojawia się jednak dopiero wraz z kryzysem, który koronawirus wywołał w branży lotniczej.

Lotnisko bez obsługi

Zmiany wprowadzane naprędce przez Amerykanów to tylko ułamek większych przeobrażeń, jakie zachodzą na naszych oczach. Firma Avinor, operator ponad 40 lotnisk w Szwecji i Norwegii przymierza się do całkowitego zautomatyzowania zarządzanych przez siebie obiektów.

Podróż będzie rozpoczynać się w standardowy sposób – od pobrania karty pokładowej na smartfona. Kod QR można następnie wykorzystać do wydrukowania karty pokładowej i nadania bagażu w jednym z samoobsługowych stanowisk.

Lotniska Avinoru już teraz oferują bezdotykowe wejście na pokład. Pasażerowie mogą pokazać swoją kartę pokładową zapisaną w telefonie w celu uwierzytelnienia i wejścia na pokład samolotu. W ten sposób udział obsługi lotniska gwałtownie się zmniejsza.

Oczywiście, pracowników z portu nie można całkowicie wyrzucić. Ze względów bezpieczeństwa karty pokładowe powinny być sprawdzane przez ludzi, potrzebna jest także ochrona. Cała reszta, z ekipą sprzątającą włącznie, powinna zacząć rozglądać się za nowym zajęciem. Bo pracy na lotniskach będzie zwyczajnie coraz mniej. I to niezależnie od tego, czy ruch lotniczy wróci do rekordowych poziomów z 2019 r.