LOT bez pieniędzy długo nie polata. Ratunkiem może być kontrolowana upadłość

Zarządzana przez państwo Polska Grupa Lotnicza, do której należą Polskie Linie Lotnicze LOT S.A., szykuje się na trzęsienie ziemi. Być może nie uda się uniknąć kontrolowanej upadłości.

Na 10 czerwca – jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna” – szykowana jest demonstracja pracowników LOT-u, którzy boją się zbyt głębokiej restrukturyzacji i nie chcą zgodzić się na cięcia w pensjach.

Bizblog.pl poleca

Sytuacja polskiego przewoźnika w związku z koronawirusem nadal jest jednak nie do pozazdroszczenia. O wielkości strat niech świadczy, że w tym roku, w okresie od 15 marca do 15 kwietnia – tylko i wyłącznie dzięki zorganizowaniu akcji #LotDoDomu – nasze linie lotnicze obsłużyły łącznie 54 tys. pasażerów. Tymczasem w 2019 r. LOT pobił swój rekord i pierwszy raz w historii przewiózł ponad 10 mln pasażerów. 

Nowa spółka LOT. Kontrolowana upadłość?

Chociaż wszystkie linie lotnicze jak jeden mąż przeżywają kłopoty finansowe przez pandemię koronawirusa, to sytuacja LOT wydaje się wyjątkowo skomplikowana. Przypomnijmy, że nowym oddechem dla spółki, także finansowym miało być odważne wejście na niemiecki rynek, przejmując czarterowe linie Condor – schedę po upadłym biurze turystycznym Thomas Cook. 

Sprawa okazała się jednak nieco trudniejsza, niż się to z pozoru wydawało. Lockdown, który uziemił linie lotnicze, wiele z nich skazując na bankructwo, postawił nad transakcją wartą ok. 2,5 mld zł naprawdę spory znak zapytania. Gdy w końcu stało się jasne, że lepiej teraz zaciskać pasa niż mieć do pieniędzy zbyt lekką rękę i nie było już sensu dłużej udawać – PGL oznajmiła, że jednak niemieckiego Condora nie kupi.

To nie czas na zakupy. Nie wiemy, jak bardzo źle będzie wyglądać świat lotniczy w przyszłości. Miejmy nadzieje, że nie spełni się wariant pesymistyczny i ruch lotniczy nie spadnie w tym roku aż o 60 proc. Myślę jednak, że ok. 40 proc. jest dziś realnym spadkiem

– komentował w rozmowie z Bizblog.pl Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Teraz wychodzi na to, że rezygnacja z transakcji była rzeczywiście jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji. A kołem ratunkowym za chwilę może okazać się kontrolowana upadłość. Tylko dlatego, zdaniem wielu obserwatorów, pojawiła się na horyzoncie nowa spółka: LOT Polish Airlines.

LOT pod finansową ścianą, a pomoc publiczna raz na 10 lat

Sytuacja finansowa polskiego przewoźnika jest fatalna. Przychody z wiadomych względów są na minimalnym poziomie. Tymczasem leasing operacyjny dotyczący zdecydowanej większości maszyn LOT-u ma kosztować rocznie spółkę nawet pół miliarda złotych. Czemu więc LOT-u nie ratować chociażby jak Polskiej Grupy Górniczej i na nią też skierować pomoc publiczną? Wszak prezes PGG wylicza, że ta dla górników może być ona warta nawet 700 mln zł.

Problem polega na tym, że LOT już raz był w ten sposób ratowany. W 2014 r. Komisja Europejska zgodził się na państwową pomoc w restrukturyzacji przewoźnika w wysokości 804 mln zł. Plan był taki, żeby w 2015 r. przywrócić spółce rentowność. Po tym, jak w 2013 r. LOT pierwszy raz od 2007 r. odnotował zysk netto – można było mieć realne nadzieje na lepsze jutro. 

Tyle że wszystko popsuła pandemia. Nie dość, że podcięła skrzydła właśnie co wzbijającemu się do lotu przewoźnikowi, to w dodatku zablokowała wsparcie na drodze owej pomocy publicznej. Unijne zasady są w tym zakresie bowiem jednoznaczne: taka pomoc publiczna możliwa jest raz na 10 lat. 

Zatrudnieni u przewoźnika piszą do Brukseli

Skoro w przypadku LOT z pomocy publicznej jeszcze teraz jednak nie można skorzystać, to jak inaczej pomóc przewoźnikowi? Pracownicy LOT-u nie mają wątpliwości: szykowana po cichu jest kontrolowana upadłość obecnej spółki i próba jej odrodzenia pod nową, ale tą samą marką. Dlatego wcześniej zarejestrowano spółkę LOT Polish Airlines. Przerażeni taką wizją pracownicy postanowili napisać do Komisji Europejskiej list, w którym proszą o wyjątkowe udzielnie zgody na jeszcze jedną pomoc publiczną.

Szefostwo LOT-u zaprzecza, że nosi się z tego typu planami i przekonuje, że „spekulacje o rzekomej upadłości PLL LOT są nieuprawnione”. Nowa spółka zaś powstała wyłącznie przy okazji porządkowania działalności operacyjnej realizowanej w ramach PGL. Planów dotyczących LOT nie zdradza też wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin, który jedynie przekonuje, że rząd jest zdeterminowany, żeby „LOT uratować, tak jak zdeterminowane są rządy innych krajów, by ratować swoje linie lotnicze”.

Powołanie się na innych Jacek Sasin jeszcze bardziej jednak uwiarygodnia scenariusz zakładający kontrolowaną upadłość. Wszak właśnie tak robią inni, żeby wykaraskać się z dołka finansowego. Na przykład tym tropem poszli Włosi. Tamtejsza Alitalia w prywatnych rękach od 15 lat przynosi straty. W końcu, pod presją też lockdownu, zdecydowano się na nacjonalizację spółki i przeprowadzenie jej restrukturyzacji. Ucieczkę do przodu zastosowały także Austrian Airlines, czy Virgin Atlantic Airways, który prowadzi rozmowy z prywatnymi inwestorami i z rządem w sprawie wartego nawet 500 mln funtów pakietu ratunkowego. Pomoc rządowa okazała się też jedynym możliwym ratunkiem dla Thai Airways.

Wywołane przez pandemię koronawirusa kłopoty linii lotniczych mogą jeszcze trochę czasu i pieniędzy kosztować podniebną rzeczywistość. Zrzeszenie Międzynarodowego Transportu Lotniczego przekonuje, że podróże lotnicze takie jakie znaliśmy do tej pory, powrócą dopiero w 2023 r., co rzecz jasna będzie miało swoje skutki ekonomiczne.

Brak zgody na cięcia w pensjach

Okazuje się, że sen z powiek szefostwu LOT-u spędzają nie tylko opłaty leasingowe, ale też te związane z uposażeniami pracowników. Przewoźnik nakłania związki zawodowe na obniżki płac, ale na razie przynajmniej z marnym skutkiem. LOT zaproponował ostre cięcia: nawet 70 proc. wynagrodzenia, które miałoby rosnąć wraz z przywracaniem kolejnych połączeń. 

Związkowcy, którzy mieli usłyszeć, że w przypadku braku zgody LOT będzie musiał o połowę obniżyć wymiar pracy ludziom na etatach, nie chcą jednak o tym słyszeć. Ich zdaniem to jedynie potwierdza, że szefostwo spółki chce jak najszybciej zacząć wszystko od nowa w spółce LOT Polish Airlines. Uważają też, że przy okazji przewoźnik będzie chciał się pozbyć przynajmniej części obciążeń: etatów.

LOT coraz szerzej rozpościera skrzydła po uziemieniu z powodu koronawirusa. Od 20 czerwca dostępnych ma być w sumie 30 wewnątrzkrajowych połączeń w ramach dziewięciu portów lotniczych. Dotychczasowe uzupełni połączenie z Krakowa do Olsztyna (realizowane w poniedziałki, środki i piątki) i z Rzeszowa do Gdańska (soboty). Jednocześnie przedłużono zakaz dla lotów międzynarodowych do 16 czerwca.