PLL LOT zrezygnował z zakupu Condora. Ekspert: To może się skończyć w sądzie

Polska Grupa Lotnicza poinformowała, że rezygnuje z zakupu niemieckich linii lotniczych Condor Airlines. Oficjalnego powodu nie znamy, ale mówi się o tym, że polska strona zaczęła stawiać warunki, które były niemożliwe do spełnienia. O przyczynach i konsekwencjach decyzji LOT-u rozmawiamy z Adrianem Furgalskim, wiceprezesem Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

To miała być jedna z najgorętszych transakcji tego roku na rynku lotniczym. W styczniu Polska Grupa Lotnicza, właściciel PLL LOT, ogłosiła zamiar przejęcia niemieckich linii czarterowych Condor. Wartość transakcji szacowana była na 2,5 mld zł.

Przejęcie miało zostać sfinalizowane do końca kwietnia 2020 r. Teraz już, że do niego nie dojdzie. PGL poinformowała linię Condor o odstąpieniu od transakcji zakupu.  Biuro prasowe grupy nie chciało komentować tej decyzji.

Bizblog.pl poleca

Nieoficjalnie wersja brzmi: polska strona zaczęła stawiać Condorowi warunki, które były niemożliwe do spełnienia. „Bild” podaje nawet, że LOT miał domagać się zwolnienia z obowiązku spłaty kredytu, jaki przewoźnik zaciągnął od państwa po bankructwie biura turystycznego Thomas Cook. Wartość tej pożyczki wynosiła ok. 1,5 mld zł, czyli ponad połowę wartości całej transakcji. Niemiecki dziennik skwitował to następująco: Polacy chcą, żebyśmy oddali Condora praktycznie za darmo.

Adam Sieńko, Bizblog.pl: Wiemy już, że do zakupu Condor Airlines przez Polską Grupę Lotniczą nie dojdzie. 

Adrian Furgalski: To nie czas na zakupy. Nie wiemy, jak bardzo źle będzie wyglądać świat lotniczy w przyszłości. Miejmy nadzieje, że nie spełni się wariant pesymistyczny i ruch lotniczy nie spadnie w tym roku aż o 60 proc. Myślę jednak, że ok. 40 proc. jest dziś realnym spadkiem.

Warunki przejęcia Condora mają się dzisiaj nijak do rzeczywistości i do tego, o czym rozmawialiśmy na przełomie roku. Pomyślmy, jedna linia, której samoloty zalegają na pasach startowych kupuje linię, której samoloty też stoją na płytach postojowych. Przy takim tąpnięciu nawet najwięksi muszą liczyć na wsparcie rządu.

Kiedy możemy spodziewać się powrotu do normalności?

Zawieszenie ruchu lotniczego będzie trwało co najmniej do jesieni. Ale nawet jeżeli restrykcje zostaną poluzowane, tysiące podróżnych nie wrócą z dnia na dzień na pokłady samolotów i nie polecą na wakacje. Część osób znajdzie się na bezrobociu. Nie wiemy również, ile linii przeżyje ten kryzys.

Analizy mówią o 2-3 latach potrzebnych na odbudowę. Condor połowę podróży odbywał w ramach obsługi biur turystycznych. Nie wiemy, ile z nich przeżyje. Linie tradycyjne mają większe szanse. Mówię tu oczywiście o dużych przewoźnikach.

Ktoś może skorzystać na rezygnacji LOT-u? Wcześniej mówiło się o zainteresowaniu Lufthansy.

Lufthansa nie ma takiej możliwości, kasuje właśnie tanie linie Germanwings, chociaż one były już mocno wirtualne, bo bardziej służyły realizacji usługi przewozowej dla Eurowings. Poza tym przewoźnik rezygnuje z części floty. Te same cięcia będą w liniach austriackich i szwajcarskich.

Lufthansa jest zwyczajnie zbyt duża. Urzędy antymonopolowe w Niemczech w życiu nie zgodziłyby się na takie przejęcia. Już po upadku Air Berlin nie było akceptacji dla przejęcia wszystkich samolotów, załogi i slotów. Część relacji Warszawa – Berlin zaczął więc obsługiwać LOT.

Wątpię też, by na zakup Condora zdecydowali się duzi europejscy gracze jak KLM lub British Airways. Zachowują one wobec Lufthansy „życzliwą neutralność”, więc nie zdecydowały się wcześniej wejść jej w paradę i pojawić się na niemieckim podwórku.

To jaki los czeka linie Condor?

Mówi się o nacjonalizacji. W czasie kryzysu wiele rządów będzie wspierać przewoźników, w innym wypadku większości z nich grozi bankructwo.

Zanim doszło do epidemii był pan zdania, że kupno Condora to dobra decyzja?

LOT musi przejmować, jeżeli chce być większą linią. Średnia wieku floty Condora jest wyższa niż w przypadku naszej linii, ale maszyny nie mają problemów technicznych. Polski przewoźnik zamierzał przygotować program stopniowej wymiany floty i połączyć go z sygnalizowanymi już wcześniej zakupami samolotów dla samego LOT-u.

Uważam że LOT nie może stać w miejscu i czekać na rozwój tylko przez wzrost organiczny. Musi przejmować. Tymczasem w okolicy brakuje zdrowych podmiotów. Linie czeskie mają problemy, tak samo sytuacja wygląda w krajach byłej Jugosławii. A Condor takim zdrowym podmiotem był. Wybuchu epidemii nikt nie mógł przewidzieć.

Warto zresztą dodać, że Condor nie opierał się wyłącznie na biurach podróży. Połowa działalności była kierowana do turystów indywidualnych. Rynek niemiecki jest bardzo bogaty. Czartery nie mają takiej sezonowości jak w Polsce. Niemieccy emeryci wydają swoje emerytury przez 12 miesięcy w roku.

Rozumiem, że próba przewidzenia, czy LOT wróci do rozmów o przejęciu Condora w przyszłości to wróżenie z fusów?

Nie sądzę, byśmy mogli wrócić do tego tematu. Gdyby sytuacja wyglądała tak, że kryzys potrwa kilka miesięcy, rozstajemy się w zgodzie, następuje nacjonalizacja Condora, a potem LOT może go odkupić od państwa, to zapewne nie byłoby problemu. Okres zawieszenia lotów może się jednak przeciągnąć i LOT będzie miał wówczas na głowie większe zmartwienia, jak choćby odbudowa własnej siatki połączeń.

Druga sprawa – obie strony nie kończą negocjacji w dobrych nastrojach. W mediach niemieckich pojawi się zapewne sporo jadu. Zarząd linii pewnie skieruje sprawę do sądu. Spór tego typu potrwa kilka lat. Nawet to nie zamyka teoretycznie powrotu do stołu negocjacyjnego, ale to kolejny element, który sprawia, że ta transakcja na dobre przechodzi do historii.