Przedsiębiorcom puszczają nerwy. Zakaz działalności coraz częściej jest fikcją

Lepiej zaryzykować, niż umrzeć z głodu – z takiego wniosku wychodzi coraz więcej polskich przedsiębiorców. Część po kryjomu, a niektórzy całkowicie otwarcie łamią teraz covidowe obostrzenia. Pohukiwania polityków tracą moc, a lockdown z dnia na dzień staje się coraz większą fikcją.

Między świętami a sylwestrem wziąłem do ręki telefon i wykręciłem numer do właścicieli kilku pensjonatów w Krynicy-Zdroju. Obiekty noclegowe mogą przyjmować głównie medyków, przedstawicieli służb mundurowych i dyplomatów, spodziewałem się więc, że po drugiej stronie słuchawki zastanie mnie głucha cisza.

Bizblog.pl poleca

Było dokładnie odwrotnie. Większość wynajmujących pokoje chętnie odbierała telefon. W jednym wypadku dowiedziałem się, że brakuje już wolnych miejsc (sic!), ale właściciel zaoferował kontakty do swoich znajomych. W innym po chwili rozmowy gospodyni również stwierdziła, że z noclegiem nie powinno być problemu.

Wątpię, by bunt przeciwko rządowym obostrzeniom ograniczał się wyłącznie do tego jednego miasta. Wirtualna Polska pisała przecież o góralach z Zakopanego, którzy za 2,5 tys. zł oferowali parking z widokiem na Giewont. Klienci nie musieli oczywiście spać w samochodach, bo pokój dostawali gratis w pakiecie.

O otwarciu, tym razem już bez kombinowania, nie boi się też mówić gospodarstwo agroturystyczne z Gryfowa Śląskiego. Decyzja została skonsultowana wcześniej z kancelarią prawną.

Z dala od urzędniczych oczu

Tajemnicą poliszynela są także masowe imprezy organizowane w tajemnicy przed policją i urzędnikami. Jeżeli ktoś chce potańczyć i poszaleć na parkiecie lockdown nie jest dla niego przeszkodą. Finał bywa różny. W Warszawie o ile mi wiadomo, media nie donosiły o ani jednym przypadku złamania obostrzeń przez klub.

Policja wkraczała za to do dyskotek w Gorzowie i Częstochowie. W obu bawić się miały setki osób. O złamaniu przepisów policja dowiedziała się dzięki donosom od okolicznych mieszkańców. Sprawy znajdą swój finał w sądzie.

Z otwartą przyłbicą na Sanepid

Z większym zainteresowaniem śledzę jednak otwarte próby stawiania oporu. W Szczecinie lodowisko zamieniło się nagle w kwiaciarnię. Sęk w tym, że bukiety stoją na środku tegoż lodowiska, większość klientów zakłada więc łyżwy i śmiga dookoła donic. Główny Inspektorat Sanitarny nie wykazał się poczuciem humoru i wlepił właścicielom 30 tys. zł kary administracyjnej. Lodowisko jest chwilowo zamknięte, ale podobno to jeszcze nie koniec.

„Na spokojnie przygotowujemy na piątek (wtedy kiedy więcej łyżwiarzy będzie mogło nas odwiedzić) na rozpoczęcie kursów łyżwiarskich dla każdego”

– czytamy na fanpage’u Lodogryfu

Pod prąd idzie też Centrum Rozrywki Laser Factory z Zamościa, którego właściciel oficjalnie poinformował o wznowieniu działalności. W innym wypadku, pisze, sytuacja doprowadzi go do „zadłużenia i bankructwa”.

„Przez okres pandemii  nie zwolniliśmy ani jednego pracownika, nie otrzymaliśmy również ani złotówki z tarcz antykryzysowych”

– czytamy w komunikacie

O otwarciu nie boi się też mówić gospodarstwo agroturystyczne z Gryfowa Śląskiego. Decyzja została skonsultowana wcześniej z kancelarią prawną.

Przedsiębiorcy są coraz bardziej pewni siebie. Niedawno Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu stwierdził, że wprowadzony wiosną lockdown dla konkretnych działalności gospodarczych był bezprawny, broniąc w ten sposób jednego z fryzjerów przed wysoką grzywną.

Pytań jest jednak więcej. Czy obywatele i przedsiębiorcy mogą być karani dwukrotnie (przez policję i sanepid) za to samo wykroczenie? Prawnicy mają coraz więcej wątpliwości.

Nie zmienia to faktu, że część lokali z otwarcia się jednak wycofało. Chełmska restauracja Le Café chciał nająć klientów w charakterze testerów. Do dzisiaj rozwozi jedzenie wyłącznie na wynos, bo ten ryzykowny ruch odradził im prawnik. Potencjalne kary odstraszyły też katowickie kluby – Galimatias i Klubowa. Oba miały otworzyć się 19 grudnia ze względu na brak pomocy od państwa.

Referendum w Karpaczu

Najgrubiej idą jednak mieszkańcy Karpacza, którzy zamierzają…wypowiedzieć posłuszeństwo państwu polskiemu i stać się prawnie autonomiczną gminą. Jak analizowali nasi koledzy z Bezprawnika taka decyzja, nawet podjęta w referendum, nie będzie miała żadnej mocy prawnej. Co nie zmienia faktu, że ośmieleni masowym protestem przedsiębiorcy nie zaczną wówczas wznawiać działalności.

Na razie mamy jednak tylko jednostkowe, nagłośnione przez media przypadki. O ilu przedsiębiorcach jednak po prostu nie usłyszeliśmy? Na otwarty protest decydują się tylko najbardziej zdesperowani. Reszta po kryjomu stara się działać jak dawniej.

Pozbawione ochrony tarczy antykryzysowej firmy walczą o przetrwanie wszelkimi możliwymi środkami. I abstrahując od legalności stosowanych przez nich rozwiązań i zagrożenia epidemicznego, trudno tak zwyczajnie po ludzku choć trochę ich nie rozumieć.