Przed nami nowy lockdown, zupełnie niepodobny do poprzednich. Premier Morawiecki lubi to

Dzisiaj brzmi to pewnie abstrakcyjnie, ale już niebawem przestaniemy wychodzić z domu. I to nie dlatego, że ktoś nam tak kazał, ale tak po prostu. Z własnej inicjatywy albo przez zakażenie.

Do tej pory podział ról był dość jasny. Polacy bali się restrykcji covidowych jak diabeł święconej wody, rząd i tak je wprowadzał, bo bał się całkowitego paraliżu służby zdrowia.

Za każdym razem minister zdrowia (kimkolwiek by akurat nie był) pokazywał wykresy i snuł przerażające wizje. Apelował o rozsądek i poszanowanie prawa. W tym samym czasie nasi rodacy obmyślali, jak ominąć obostrzenia i nie naciąć się na mandat.

Zabawa w kotka i myszkę trwała do IV fali pandemii

Politycy w końcu przestraszyli się rosnącej frustracji Polaków i tym razem nawet nie udawali, że zamierzają uprzykrzyć im życie. Odwagi wystarczyło na egzekwowanie obowiązku noszenia maseczek, a i to w bardzo ograniczonej skali.

Bizblog.pl poleca

Mam zresztą wrażenie, że partii rządzącej nowe restrykcje są wybitnie nie na rękę. Poprzednich ograniczeń nie udało się wprowadzić zgodnie z prawem. Polskie państwo regularnie przygrywa procesy z przedsiębiorcami. A kiepska kondycja budżetu sprawia, że na wypłatę kolejnych tarcz antykryzysowych nie wystarczy już pieniędzy.

No i tak sobie dryfujemy, licząc że omikron okaże się medialną wydmuszką. Rzecznik rządu zadeklarował w programie „Tłit” Wirtualnej Polski, że do końca stycznia minister zdrowia nie nałoży na gospodarkę żadnych dodatkowych obostrzeń.

Niby Polacy powinni się z tego cieszyć. Zaczynają się ferie, więc gros rodzin z dziećmi ruszy na narty. Zakopane wypełni się po brzegi, więc górale będą przeliczać dutki jak za starych dobrych czasów. Restauracje i puby wciąż będą tętnić życiem, siłownie będą zapchane osobami, których noworoczne postanowienia zakładają zrobienie z brzucha sześciopaku.

Jest tylko jeden problem: omikron paraliżuje właśnie całe państwa

I trudno znaleźć przyczynę, dla której miałby oszczędzić akurat 38 mln kraj nad Wisłą.

Najmocniej po głowie obrywają obecnie Amerykanie. Liczba hospitalizacji przekroczyła tam już 132 tys. osób. W ostatnich dniach w USA wykrywa się średnio ponad 750 tys. nowych przypadków dziennie.

Omikron, ze swoim niezwykłym, bezprecedensowym stopniem efektywności przenoszenia się, ostatecznie dopadnie prawie każdego

– twierdzi prezydencki doradca dr Anthony Fauci.

Takie liczby nie mogły pozostać bez wpływu na funkcjonowanie społeczeństwa. I nie pozostały. Wirus dosłownie rozkłada Amerykanów na łopatki. CNN pisze, że Nowy Jork zamknął trzy stacje metra, w szpitalach brakuje lekarzy, a śmieci walaja się po ulicach, bo nie komu ich wywieźć.

W Greensboro w Północnej Karolinie zawieszono transport autobusem szkolnym dla ośmiu szkół średnich. W Bostonie 650 nauczycieli wzięło wolne ze względu na chorobę lub kwarantannę.

W tym samym czasie w Wielkiej Brytanii władze piłkarskiej Premier League zdecydowały się zamachnąć na świętość i odwołać część tradycyjnych świątecznych spotkań. Powód? Jak wyżej. Klubom brakuje zdrowych piłkarzy. We Francji przerażenie budzą natomiast ostatnie statystyki, mówiące o 360 tys. przypadków jednego dnia.

To nie jest już kwesta ostrożności i przepisów

Lawinowo rosnąca liczba przypadków sprawia, że gospodarki kolejnych krajów zapadają się pod ciężarem pandemii.

Szef resortu zdrowia Adam Niedzielski ostrzega, że w Polsce omikron zacznie dominować wśród innych wariantów pod koniec stycznia. Szacuje, że możemy mieć wtedy nawet 100 tys. zakażeń dziennie, co doprowadzi do kryzysu wydolności systemu opieki zdrowotnej. Coś czuję, że czeka nas omikronowy pogrom, bo, przypomnijmy, rząd nie planuje żadnych dodatkowych restrykcji.

Upiecze dzięki temu nie dwie, a trzy pieczenie na jednym ogniu. Minister finansów będzie zadowolony, że nie trzeba wypłacać przedsiębiorcom odszkodowań. Formalnego lockdownu przecież nie będzie. Adam Niedzielski ucieszy się pewnie trochę mniej, z drugiej strony skoro kolejne usługi będą wypadać przez brak kadr, to i Polacy zostaną w domach. Czyli zrobią tak jak zalecał.

Wreszcie swój cel osiągnie też premier Morawiecki: nie rozgniewa suwerena. Ten nie będzie miał zresztą czasu tego roztrząsać, bo będzie zajęty sąsiedzką samopomocą i codzienną walką o przetrwanie. Trudno jednak o to wszystko szefa polskiego rządu obwiniać. Wszystko rozbija się przecież o instynkt samozachowawczy, który nasi rodacy dawno już zatracili.