Lockdown przy 30 tys. zakażeń dziennie? To już za chwilę

Profesor Andrzej Horban, członek Rządowej Rady Medycznej ds. Epidemiologicznych, stwierdził, że jak liczba dziennych wykrytych zakażeń nie zwolni i dalej będzie gnać do przodu, to nie będzie innego wyjścia jak tylko znowu zamknąć gospodarkę. I lepiej już teraz na to się szykujmy.

W Europie sytuacja staje się coraz bardziej poważna. W takich krajach jak Francja, Belgia, Wielka Brytania, czy Austria już nikt nie pyta o to, czy konieczne będzie kolejne zamknięcie gospodarki na cztery spusty. Teraz wątpliwości dotyczą już tylko tego, kiedy to nastąpi i na jak długo.

Bizblog.pl poleca

O przedłużeniu stanu wyjątkowego do co najmniej Świąt Bożego Narodzenia przekonuje powoli szef MSWIA Czech. We Francji i Belgii politycy już wprost mówią, że tegoroczne święta będą zupełnie inne niż te dotychczas. W Austrii z kolei całkiem na poważnie brany jest scenariusz, w którym jarmarki bożonarodzeniowe otwarłyby się z opóźnieniem. 

A co w Polsce? Rząd robi wszystko, co może, żeby nie musieć ponownie zamykać gospodarki. Przy okazji coraz częściej potyka się o własne nogi, co doskonale było widoczne przy informowaniu o zamykaniu cmentarzy. Nikt już nie udaje, że są dwie, trzy strategie oparte na modelach matematycznych. Jedyną barierą kraju znad Wisły przez lockdownem jest dzienna liczba zakażeń. Ten limit to 30 tys. 

Lockdown możliwy w tym tygodniu

Prof. Andrzej Horban w rozmowie na antenie TVP Info przyznał, że jak liczba wykrytych jednego dnia pozytywnych wyników testów na obecność koronawirusa przekroczy granicę 30 tys. przypadków, to rząd nie będzie miał innego wyjścia i po prostu będzie musiał gospodarkę znowu zamykać.

Jesteśmy już pół kroczku od zupełnego lockdownu i ten lockdown, to zamknięcie naszej aktywności potrwać musi w tym momencie około miesiąca

– uważa prof. Andrzej Horban.

Wydawać by się mogło, że główny doradca epidemiologiczny rządu i premiera nieco przesadza. Wszak w pierwszą niedzielę listopada liczba zakażonych wyniosłą raptem 17171, czyli do owych 30 tys. droga ciągle daleka. Po co ta panika?

Odsetek pozytywnych testów ciągle rośnie

Tyle, że to błędna ocena sytuacji. Od ogólnej liczby pozytywnych testów znacznie ważniejsze wszak jest to, jaki stanowią one odsetek wśród wszystkich przeprowadzonych badań jednego dnia. A pod tym względem sytuacja jest jednak coraz bardziej dramatyczna. Jeszcze kilka dni temu przy 20156 pozytywnych testach na COVID-19 na 67,8 tys. wykonanych wszystkich ów procent wynosił 29,7.

Kolejnego dnia było gorzej – 31 proc. (18820 pozytywnych na 60,6 tys.). Potem lekko spadło do 27,7 proc. (21629 pozytywnych na 78 tys.), żeby znowu wyskoczyć w górę do 36,7 proc. (21897 na 59,7 tys.) oraz w ostatnią niedzielę do 34,4 proc. (17171 na 49,9 tys.). Warto przypomnieć, że według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) pandemia wtedy jest pod kontrolą, gdy odsetek pozytywnych wyników nie przekracza 5 proc. liczby wszystkich testów. 

Dla nas na razie to wartości nieosiągalne – przekraczamy je co najmniej sześciokrotnie. Czyli w ostatnim czasie co trzeci wykonany test w Polsce na obecność koronawirusa jest pozytywny. I chociaż nie można tego dokładnie przekładać na wyliczenia wskazujące, że przy 90 tys. wykonanych testów pozytywnych będzie ok. 30 tys., to jednak do tej granicy dziennych zakażeń bardzo szybko się zbliżamy. Tym samym czarna wizja o koniecznym lockdownie może ziścić się jeszcze w tym tygodniu. 

Na horyzoncie paraliż służby zdrowia

Wszystko wskazuje na to, że musi też przyspieszyć budowa szpitali tymczasowych w całym kraju – na wzór tego pierwszego na Stadionie Narodowym. Przy takich wzrostach chorych na koronawirusa bardzo szybko bowiem topnieje liczba wolnych łóżek covidowych i respiratorów. Na ostatniego października, zgodnie z wyliczeniami PAP, najmniej dostępnych respiratorów (po 7) było w województwie opolskim, podlaskim i pomorskim. Dzisiaj z kolei resort zdrowia informuje o zajętych w sumie 17223 zajętych łózek covideowych na 24807 wszystkie dostępne (69 proc.) i 1453 zajętych respiratorów na 1916 (75 proc.).