Linie lotnicze zwalniają na potęgę. Koronawirus od marca zadłużył branżę na 120 mld dol.

Nawet 5 tys. samolotów pasażerskich może zostać wycofanych z eksploatacji, a zadłużenie całej branży lotniczej może do stycznia osiągnąć 550 mld dolarów. Linie lotnicze i producenci samolotów już prowadzą zwolnienia grupowe na wielką skalę.

Już wcześniej wiadomo było, że branżę lotniczą czeka największy kryzys w historii. Problemem jest uziemienie praktycznie każdej komercyjnej floty powietrznej. Przychody wszystkich graczy kompletnie zniknęły, a straty rosły z każdym dniem o dziesiątki milionów dolarów.

Bizblog.pl poleca

Winny jest tylko jeden – koronawirus i pandemia, jaką wywołał. Giganci lotnictwa kompletnie byli przygotowani na skalę kryzysu, jaki ich dotknie.

Cięcia i zwolnienia

American Airlines zredukuje zatrudnienie. Spośród kadry managerów i personelu pomocniczego pracę straci 30 proc., czyli nawet 40 tys. ludzi. Do zwolnień ma dojść jesienią. Oprócz tego linie lotnicze proponowały swoim pracownikom bezpłatne urlopy lub wcześniejsze emerytury.

Ze względu na mniejszy popyt flota przewoźnika do końca lata 2021 roku zmniejszy się o 100 samolotów. Straty będą ogromne nawet pomimo cięć i wynoszącego 58 mld dolarów dofinansowania ze strony tamtejszego rządu.

Emirates chce pozbyć się 30 proc. spośród swoich etatów, tym samym zwolnić 30 tys. miejsc pracy w celu redukcji kosztów.

Usunięcie 30 proc. spośród szeregów swojego personelu – głównie pomocniczego – zapowiedziały też United Airlines oraz brytyjskie easyJet. Linie wyjaśniają, że przez najbliższe kilka lub kilkanaście miesięcy będą zmuszone działać w znacznie mniejszej skali. EasyJet zwolni 4,5 tys. ludzi, a flota kursujących po niebie maszyn zmniejszy się o 50.

Planowo 15 czerwca będą stopniowo uruchamiać swoje połączenia na terenie Francji i Wielkiej Brytanii. Będzie to jednak ostrożne działanie, uwzględniające bezwzględny obowiązek noszenia przez każdego maseczek ochronnych. Szacują, że do tradycyjnego funkcjonowania wrócą dopiero 2023 r.

Boeing tnie zatrudnienie na potęgę

Do ogromnych redukcji zatrudnienia dojdzie w Boeingu, gdzie nawet 12 tys. skończy na bezrobociu. To jednak ma być niewszystko – firma podkreśliła, że w najbliższych miesiącach może dojść do fali kolejnych kilkutysięcznych zwolnień.

Ryanair chciał ostatnio zmniejszyć pensje swojego austriackiego oddziału, jednak lokalny związek zawodowy, Vida nie zgodził się na obostrzenia. W związku z tym właściciel zamknął całą bazę Laudamotion w stolicy Austrii, w rezultacie czego pracę straciło 300 osób.

Latam Airlines z południowej Ameryki, miał zwolnić ok. 1,4 tys. osób – tyle samo co Air New Zealand – czyli jedynie 3 proc. pracowników. Wydaje się to całkiem dobrym wynikiem, z drugiej strony jednak ponad 40 tys. spośród zatrudnionych przez linię lotniczą miało pobierać zaledwie połowę swojej zwyczajowej pensji. Teraz wiadomo już, że firma jest w stanie upadłości.

Szefowie też się hamują

Ograniczenia w opłacaniu pracowników są wszechobecne dla całej branży lotniczej i nawet jej prezesi zobowiązali się do pohamowania swoich zarobków.

Prezes Emirates, Tim Clark już w marcu zapowiedział, że rezygnacje z wynagrodzenia na okres najbliższych trzech miesięcy. 

Szef British Airways, Alex Cruz postanowił zrzec się pensji na dwa miesiące, począwszy od końca marca.

Dobry przykład dał także Scott Kirby, dyrektor United Airlines, który od połowy marca do końca roku nie będzie pobierał żadnej sumy za swoją pracę. Także wiceprezes, Brett Hart, który przez ten sam okres otrzymywać ma połowę podstawowej pensji.

Podobnie prezesi Qantas – narodowego przewoźnika Australii – Jazeera Airway, Alaska Airlines, Air Canada, oraz AirAsia.

Najprościej spośród szefów linii lotniczych miał Doug Parker, sprawujący kontrolę nad American Airlines. Ten już kilka lat temu postanowił zrezygnować ze swoich pensji i premii. Ciężko więc zarzucić mu, że w czasie kryzysu zwalnia ludzi, samemu śpiąc na gotówce.

Z kolei prezes Ryanaira – największej taniej linii lotniczej świata – Michael O’Leary pobiera wynagrodzenie niższe o połowę.