Kierowcy Ubera i Bolta mają zostać taksówkarzami, ale nikt nie wie jak. Idzie lex Uber, będzie bałagan

Takiego bałaganu po uchwaleniu nowelizacji ustawy transportowej nikt się chyba nie spodziewał. Rząd, idąc na rękę środowiskom taksówkarskim, nakazał wszystkim kierowcom posiadanie licencji taksówkarskich. Problem w tym, zasady uzyskiwania tych licencji ulegną zmianie. Zmienią się też wzory dokumentów. Jak będą wyglądać nowe? Na niespełna półtora miesiąca przed wejściem w życie lex Uber, to bardzo dobre pytanie.

Szlachetna idea rozbija się jak zwykle o detale, a w tym przypadku konkretnie o przepisy wykonawcze. Ministerstwo Infrastruktury wciąż nie opublikowało rozporządzenia w sprawie wzorów zezwolenia na wykonywanie zawodu przewoźnika drogowego i wzorów licencji na wykonywanie transportu drogowego oraz wypisów z tych dokumentów. Efekt? Urzędnicy wciąż nie wiedzą, co powinni wystawić osobie, która od 1 stycznia powinna nas wozić po mieście jako licencjonowany taksówkarz.

Bizblog.pl poleca:

Można się oczywiście żachnąć, że czasu jest wciąż aż nadto. Ale to nie do końca prawda. Miejskie urzędy na przełomie roku będą się korkować od nadmiaru pracy. Gminy dopiero niedawno uświadomiły sobie, że kierowcy takich platform jak Uber czy Bolt dosłownie zaleją je wnioskami o licencje. Tymczasem w wielu z nich za wydawanie odpowiada jedna osoba.

Będzie bolało

Nawet gdyby rozporządzenia, a za nim wzór licencji, pojawiły się jutro, pojawia się kolejna zagwozdka. Drukiem dokumentów zajmie się Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych. Biorąc pod uwagę skalę tej operacji, nim druki dotrą do urzędów, mogą minąć 2-3 tygodnie. Co stanie się w tak zwanym międzyczasie?

Nie będziemy mogli, nie ryzykując utraty swojej licencji pośrednika, przekazywać ją podmiotom, które licencji taxi nie mają. Okres uzyskiwania licencji będzie bardzo ciężki i dla kierowców i dla pasażerów. W skali kraju może to dotyczyć kilku milionów osób

– tłumaczy Bizblog.pl Dominik Wolski, country manager Bolta.

To właśnie Bolta i Ubera brak rozporządzeń uderzy najmocniej. Obie platformy mogą zostać praktycznie sparaliżowane, bo korzystający z nich kierowcy zostaną z dnia na dzień odcięci od aplikacji.

Co zrobią pasażerowie? Mogą przenieść się do tradycyjnych korporacji, których stan osobowy został w ostatnich latach mocno nadszarpnięty przez konkurencje. Mogą też ruszyć w kierunku Free Now tyle, że w tej aplikacji… również od niedawna (w usłudze Lite) jeżdżą osoby bez licencji. A to oznacza, że dostępność samochodów będzie odczuwalnie niższa niż zazwyczaj.

Aby zachować bezpieczeństwo pasażerów, interes kierowców i sprawne funkcjonowanie pośredników, należy pilnie wprowadzić brakujące przepisy techniczne. W przeciwnym razie, w pierwszych miesiącach 2020 roku wszystkich uczestników tego rynku czeka okres niepewności. W związku z tym apelujemy do właściwych ministrów, aby potraktowali ten problem priorytetowo – wyjaśnia Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający Free Now w Polsce.

Sytuacja mogłaby wyglądać inaczej, gdyby rząd pomyślał o wprowadzeniu okresu przejściowego. Ten dostały tymczasem tylko platformy (3 miesiące) i kierowcy, którzy już licencje taksówkarskie posiadają (aż 3 lata na wniosek o wydanie nowej licencji). Cała rzesza osób, które jeździły do tej pory jak przewóz osób, zostanie chwilowo bez pracy.

Kłopotliwa pieczątka

Na tych, którzy zdecydują się przeczekać ten bałagan, czeka jeszcze inne wyzwanie – ustawodawca wciąż upiera się przy tym, by taksówkarze mieli wbity w dowód rejestracyjny pojazdu stempel „taxi”. To warunek otrzymania licencji. Sęk w tym, że do otrzymania takiego wpisu trzeba móc pochwalić się taksometrem. Czyli urządzeniem, które nowelizacja ustawy miała przenieść na śmietnik historii. Tak by się stało zapewne już teraz, gdyby nie to, że… zabrakło kolejnego rozporządzenia. Tym razem ze strony Ministerstwa Cyfryzacji.

O całym paradoksie resort miał dowiedzieć się od przedstawicieli Ubera, co wiele mówi o komunikacji między ministerstwami praktycznie w przeddzień wprowadzenia przepisów, która całkowicie zmienią reguły gry na rynku przewozów osób.

Wracając jednak do samej pieczątki – jej obecność na dowodzie wadzi właściwie wszystkim zainteresowanym. Uberowi i Boltowi, bo duża część kierowców to osoby, które dorabiają sobie po godzinach. Bolt podaje, że 70 proc. z nich wyrabia poniżej 20h tygodniowo i proponuje: zamiast pieczątki, dajmy adnotację do CEPiK. Podobnie do sprawy odnosi się Free Now.

Dodatkowo, aby dopełnić reformy taxi i wprowadzenie tej branży w nową, zdigitalizowaną erę, zdaniem FREE NOW, w dalszej perspektywie pozytywnym rozwiązaniem byłaby również rezygnacja z adnotacji „taxi” w dowodzie rejestracyjnym pojazdu i przeniesienie tej informacji do elektronicznej bazy CEPIK. Sam przegląd taxi nie niesie żadnej wartości dodanej dla konsumenta, a pieczątka „taxi” utrudnia ewentualną odsprzedaż auta kierowcy, zwłaszcza, w wypadku nowych aut – puentuje Krzysztof Urban.