Wizyta w urzędzie to dla Ukraińca prawdziwa gehenna. Raport pokazuje, jak zniechęcamy ich do pracy

W ostatnich latach Polska przeżyła (i przeżywa wciąż) prawdziwy najazd obcokrajowców, głównie zza naszej wschodniej granicy. Polskie urzędy okazują się wobec tego zjawiska totalnie bezradne. Inspektorzy NIK-u potwierdzili właśnie to, co większość Ukraińców i Białorusinów zna z autopsji.

Składanie wniosków przypomina czasami loterię. Dwóch moich znajomych składało wnioski o kartę absolwenta (coś jak karta pobytu na pracę, ale na krótszy okres – przyp. red.). To były praktycznie identyczne przypadki – jedna osoba dostała druga nie. W tym drugim przypadku urzędnicy twierdzili, że kilkukrotnie starali się z nim skontaktować celem uzupełnienia dokumentów. Odrzucili wniosek po pół roku. – opowiada mi Andrij, który w Polsce żyje i pracuje już od wielu lat.

Zacznijmy może od tego, że polskie instytucje nie radzą sobie nawet z policzeniem liczby obcokrajowców, którzy na stałe przebywają na terenie Polski. Szacunkami zajmuje się GUS i Urząd do Spraw Cudzoziemców, ale, jak podkreśla NIK, obie instytucje gromadzą i przedstawiają dane w odmienny sposób.

W latach 2014-2018 cudzoziemcy złożyli 732 tys. wniosków o legalizację pobytu.

649 tys. dotyczyło pobytu czasowego, 69 tys. – stałego, a 14 tys. pobytu rezydenta długoterminowego. Rozstrzygnięcia zapadły w 580 tys. przypadków, a ponad 84 proc. z nich było pozytywnych.

Są i dane nieoficjalne. Niedawno firma Selectivv zbadała liczbę Ukraińców w Polsce na podstawie kar SIM. Okazało się, że w styczniu tego roku było ich w Polsce 1 mln 270 tys. Czyli dużo więcej niż według GUS-u cudzoziemców w ogóle.

Za trudnościami w oszacowaniu liczby obcokrajowców idą też problemy natury formalnej. Polskie urzędy po prostu nie są przygotowane na obsługę takiej masy ludzi.

Brakowało dokumentów o strategicznym charakterze, kompleksowo określających politykę państwa w zakresie kształtowania migracji i koordynacji działań instytucji w tym zakresie, pomimo że Rada Ministrów określiła za niezbędne ich opracowania już w lutym 2017 r. – wytyka Izba.

NIK policzył, że średni czas trwania postępowań dot. legalizacji pobytu w latach 2014-2018 wydłużył się ponad trzykrotnie – z 64 do 206 dni.

W raporcie czytamy też, że MSWiA nierzetelnie monitorowało proces wykonywania decyzji o zobowiązaniu cudzoziemców do powrotu. Od 2016 do 2018 r. resort wydał 12 takich decyzji uzasadniając je podejrzeniami o terroryzm i szpiegostwo. Efekt? W 5 na 6 skontrolowanych przypadków ministerstwo nie miało informacji, czy te osoby rzeczywiście opuściły terytorium Polski.

Wiedzę o tym czerpano przede wszystkim z kontaktów roboczych pracowników MSWiA z pracownikami Straży Granicznej. Nie było to jednak odpowiednio udokumentowane – podsumowują inspektorzy.

Niemniejsze trudności pojawiały się przy wydawaniu zezwoleń pobytowych na pracę przez urzędy wojewódzkie. Nieprawidłowości znaleziono aż w 71 proc. spraw. Dotyczyły one m.in. ustalania daty wszczęcia postępowania administracyjnego.

Opóźnienia sięgały do 345 dni. W 42 sprawach prowadzono postępowania z naruszeniem terminów przewidzianych w przepisach prawa. W skrajnym przypadku decyzja została wydana po 1 259 dniach od złożenia wniosku, tj. po ponad trzech latach. Dodatkowo w 15 sprawach organ pozostawał w bezczynności, pomimo dysponowania wystarczającym materiałem dowodowym, pozwalającym na jej zakończenie – bezczynność trwała od dwóch miesięcy do dwóch lat i ośmiu miesięcy – dowodzi NIK.

W teorii takie postepowania powinny tymczasem nie przekraczać 90 dni. W praktyce średnia wynosiła od 116 do 328 dni w zależności do województwa.

To wszystko – zdaniem inspektorów – efekt braków kadrowych.

Podczas gdy liczba wniosków o legalizację pracy kierowanych do urzędów wojewódzkich wzrosła 7-krotnie (w 2018 r. – 278 tys.), a wniosków o legalizację pobytu 3-krotnie (180 tys.), stan zatrudnienia wśród urzędników drgnął relatywnie nieznacznie  z 438 do 875 osób. Podobnie sytuacja wyglądała w Urzędzie do Spraw Cudzoziemców, gdzie odnotowany nawet odpływ pracowników.

Największą patologię NIK odnotowała natomiast w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim, gdzie tzw. klientom strategicznym (czyli cudzoziemcom wykonującym pracę na rzecz inwestorów zagranicznych, zlokalizowanych w specjalnych strefach ekonomicznych) umożliwiano złożenie wniosków poza systemem kolejkowym.

W takim „trybie” przyjmowano średnio ok. 300 cudzoziemców miesięcznie, którzy wbrew uznanej w urzędzie zasadzie procedowania wniosków zgodnie z chronologią ich wpływu, mieli możliwość uzyskania wcześniejszego rozstrzygnięcia sprawy, w porównaniu do pozostałych klientów, którzy nie mogli skorzystać z tej uprzywilejowanej ścieżki – pisze Izba.

Trudno się w tej sytuacji dziwić, że częśc Ukraińców po doświadczeniach z polskimi urzędami i rynkiem pracy, deklaruje teraz… chęć wyjazdu do naszych sasiadów – do Niemiec i Czech.