Koniec hossy w hipotekach. Łabędzi śpiew już zagłusza bankowe maszynki do liczenia pieniędzy

Banki znowu poszły po rekord, w październiku sprzedały kredyty mieszkaniowe o wartości 8,64 mld zł. To o 47 proc. więcej niż rok temu, ale wiadomo, wtedy baliśmy się pandemii, więc to mało miarodajne. To również o o 44 proc. więcej niż w przedpandemicznym październiku 2019 r. Jesteśmy więc naprawdę na historycznym szczycie. Za chwilę jednak banki z niego się stoczą, już widać pierwsze oznaki spowolnienia.

Rekordowe dane pokazało Biuro Informacji Kredytowej. Wynika z nich, że sprzedaż kredytów mieszkaniowych pobiła rekord w październiku. Polacy zadłużyli się na mieszkania na 8,64 mld zł, co oznacza wzrost o 5,6 proc. w stosunku do września, o 47 proc. w stosunku do października 2020 r. I o 44 proc. w stosunku do 2019 r.

Jasne, te wzrosty po części wynikają z tego, że musimy zadłużać się na coraz wyższe kwoty, bo ceny nieruchomości rosną. Średnia wartość udzielanej hipoteki październiku wyniosła już 340 tys. zł, a to o 15 proc. więcej niż rok temu. Tuż przed pandemią ta średnia oscylowała wokół 280 tys. zł.

Wiem, średnia niewiele mówi, więc jeszcze z innej strony: w tym roku już ponad połowę sprzedanych kredytów hipoteczny stanowiły te opiewające na kwoty powyżej 350 tys. zł, natomiast te większe niż 500 tys. zł osiągnęły 27,5-proc. udział.

Przyznać trzeba, że rośnie też liczba zaciąganych kredytów, nie tylko ich wartość. W październiku banki udzieliły ich 25,4 tys. – to podobny wynik jak miesiąc wcześniej, ale o 27 proc. lepszy niż rok temu i o 17 proc. lepszy niż w 2019 r.

Kredytowa gorączka zaczyna mijać, NBP podał paracetamol

Ten raj dla bankowców się kończy, bo do Polaków zaczyna docierać, że kredyty zaraz przestaną być takie tanie. Rekordowe dane za październik tak naprawdę odzwierciedlają nasz apetyty na hipoteki jeszcze z sierpnia i września, kiedy składane były wnioski kredytowe do kredytów udzielonych w październiku.

Natomiast liczba wniosków złożonych w październiku zaczęła już maleć, co będzie dokładnie widać w liczbie i wartości sprzedanych kredytów hipotecznych w danych za listopad i grudzień.

Jak bardzo popyt zaczął spadać? W październiku Polacy złożyli 38,96 tys. wniosków o kredyt hipoteczny – to już o 5,6 proc. miej niż miesiąc wcześniej i średnio o 20 proc. mniej niż w pierwszych miesiącach 2021 r., kiedy popyt na hipoteki się rozruszał. Żeby mieć jakąś skalę: rekordowy pod względem liczby wniosków był marzec, kiedy złożono 56 tys. wniosków.

Nic dziwnego, wówczas jeszcze prezes NBP obiecywał, że nie podniesie stóp procentowych do końca 2022 r. Podniósł jednak w tym roku już dwukrotnie – w październiku i listopadzie.

To dopiero początek podwyżek stóp procentowych

Efekt? Według wyliczeń Bartosza Turka, głównego analityka HRE Investments, w wyniku tych dwóch podwyżek stóp raty kredytów mieszkaniowych powinny pójść w górę o około 16-18 proc. Mniej więcej o tyle spadła też zdolność kredytowa, więc mniej z nas stać na zadłużenie się na mieszkanie.

A pamiętajmy, że to jeszcze nie koniec podwyżek stóp. Cała zabawa dopiero przed nami.