Polacy: wojna będzie długa i wyniszczająca. Ta opinia oznacza, że kryzys gospodarczy już się zaczął

Nie chciałbym rozstrzygać, czy Polacy są w kwestii wojny nazbyt pesymistyczni, czy po prostu trzeźwo oceniają sytuację. To w ogóle nie o to chodzi. Kluczowe jest to, że skoro nasi rodacy gremialnie zgadzają się z tezą, że wojna się przeciągnie i będzie miała destrukcyjny wpływ na naszą gospodarkę, to na zasadzie samospełniającego się proroctwa tak się stanie. Kryzys zaczyna się właśnie teraz.

Wojna, nawet ta która ma miejsce obok, nie nastraja optymistycznie co do wydawania pieniędzy. Rosja wstrzymała dostawy gazu, ceny benzyny na stacjach idą w górę w oszałamiającym tempie, a jedzenie w rok podrożało o jedną piątą.

Znaczenie tzw. putinflacji ocenia się na około 4 punkty procentowe. Nawet jeżeli ktoś nie wychodziłby z domu przez ostanie miesiące i nie zauważył napływu uchodźców z Ukrainy, nie mógłby nie spostrzec, że wojna w pewnym sensie dotarła także nad Wisłę.

Dla polskiej gospodarki ma to olbrzymie konsekwencje

Ale nie chodzi wyłącznie o galopującą inflację. Równie duże znaczenie ma to, jak postrzegamy perspektywę najbliższych kilku miesięcy. I wygląda na to, że jesteśmy do niej bardzo negatywnie nastawieni.

Bizblog.pl poleca

Skąd ten wniosek? Ano wprost z sondażu, jaki IBRiS przeprowadził dla „Rzeczpospolitej”. Badacze zapytali Polaków o przyszłość konfliktu w Ukrainie. Prawie połowa ankietowanych stwierdziła, że „czeka nas długotrwały konflikt, który będzie wyniszczający dla Ukrainy, ale także dla krajów UE”. Najwięcej pesymistów jest wśród osób młodych, wskazuje dziennik. Ze wspomnianą tezą zgadza się aż siedmiu na dziesięciu najmłodszych respondentów.

Na miejscu przedsiębiorców czułbym się co najmniej lekko zaniepokojony. Wyniszczający konflikt zdecydowanie nie jest hasłem wyjętym z ulotek marketingowych i folderów reklamowych. Przeciwnie. Skłania raczej do zastanowienia się, w jaki sposób można zabezpieczyć oszczędności, tak, by nie traciły zanadto na wartości.

Rozszalała inflacja może skłaniać Polaków do nadmiernej konsumpcji

Odkładać się przecież nie opłaca. Wizja długotrwałej walki Unii Europejskiej z Rosja na wyniszczenie pcha natomiast ku refleksji, że pewne oszczędności raczej by się przydały.

Jestem bardzo ciekawy, czy te poglądy będą miały przełożenie na nowe odczyty nastrojów konsumenckich. Na początku roku sprzedaż była napędzana zapasami czynionymi przez przedsiębiorstwa i wydatkami zwykłych Polaków na pomoc Ukraińcom. Przypomnijmy jednak, że już w maju GUS odnotował znaczne pogorszenie nastrojów.

Analitycy mBanku stwierdzili wręcz, że gdyby te wskaźniki odzwierciedlały aktualną konsumpcję, już dawno mówilibyśmy o recesji.

Bardzo zresztą możliwe, że będziemy mieli z nią do czynienia jeszcze w tym roku. Arek pisał, że ekonomiści Pekao ostrzegają przed techniczną recesją, spodziewając się spadku PKB w dwóch następujących po sobie kwartałach i zakładając średnioroczny wzrost na poziomie 4 proc.