Tarcza z poprawkami Senatu mogłaby zadziałać. Ale rząd nie odpuści prezentów wyborczych

Utworzenie Funduszu Płynności, który pozwoliłby firmom dotkniętym skutkom pandemii regulować czynsze najmu czy spłacać dostawców, to kluczowa poprawka Senatu do specustawy, która dałaby szansę uratowania wielu polskich firm przed bankructwem i bezrobociem ich pracowników. Dobrych pomysłów jest więcej, ale szanse, by weszły w życie, są mizerne. Rząd musiałby obciąć gigantyczne wydatki na socjalne prezenty wyborcze, a to totalna abstrakcja.

Fot. Marta Marchlewska/Kancelaria Senatu

Umorzenie składek ZUS na trzy miesiące także małym i średnim przedsiębiorstwom, podwyżki dla firm do 40 tys. zł, przestojowe dla przedsiębiorców do 75 procent średniej krajowej. To tylko niektóre z poprawek, jakie Senat w poniedziałek wprowadził do specustawy, które zyskały poklask środowisk przedsiębiorców.

Bizblog.pl poleca

Rządowa większość sejmowa może w całości odrzucić poprawki kontrolowanej przez opozycję izby wyższej parlamentu, ale byłoby to absurdalnie małostkowe. Senatorowie nie wprowadzili bowiem samych merytorycznych zmian w projekcie, ale naprawili też wiele oczywistych błędów technicznych, jak omyłkowe odesłania do nie tych, co trzeba przepisów.

Szkoda, że na rozszerzenie pomocy dla firm, które zaproponował Senat, właściwie nie ma szans. W projekcie ustawy pojawiły się zapisy, które dałyby realną szansę przetrwania tym firmom, dla których rządowa pomoc to o wiele za mało.

Nie ma szans, bo rząd musiałby na to przeznaczyć pieniądze, których nie ma skąd wziąć. A właściwie ma, ale boi się po nie sięgnąć.

W kasie jest pusto

Pomoc dla firm, jaką zaproponował rząd w ramach „Tarczy Antykryzysowej” to o wiele za mało, by uratować przedsiębiorców, którym już teraz bankructwo zagląda w oczy. Kryzys dopiero się zaczął, więc sytuacja wielu odciętych od przychodów firm będzie się szybko pogarszać.

Umorzenie składek ZUS niektórym mikrofirmom czy dopłaty 40 proc. do pensji pracowników większych przedsiębiorstw przy utrzymaniu pełnego zatrudnienia to mizerna pomoc, ale według rządu tylko na taką nas stać.

Pewnie nie wszystkie przedsiębiorstwa przetrwają

– powiedział senatorom premier Mateusz Morawiecki

Premier Mateusz Morawiecki przyznał w poniedziałek w Senacie, że jego rząd ma „poduszkę płynnościową” w wysokości 50 mld zł, co oznacza, że na większą pomoc dla firm nie ma pieniędzy. „Tylko zwolnienie ze składek ZUS wszystkich firm oznaczałoby wydatek 25 mld zł miesięcznie” – powiedział premier. Dodał, że wspomniane 50 mld zł wystarczy na 6-7 tygodni, bo takie są „bieżące i operacyjne wydatki państwa”.

I tu jest problem. Te bieżące i operacyjne wydatki państwa to także kosmicznie kosztowne wydatki socjalne, którymi w czasach prosperity rządząca partia – bardzo skutecznie – kupowała sobie poparcie Polaków. Czym było rozszerzenie programu 500+ na pierwsze dziecko czy tak zwane trzynaste emerytury, jeśli nie zwykłymi prezentami wyborczymi?

Pieniądze z helikopterów po równo dla biednych i bogatych

1 kwietnia rusza wypłata dodatku 981 zł dla wszystkich – ubogich i bogatych – emerytów. Będzie to kosztować prawie 12 mld zł, a pieniądze te pójdą z rezerwy demograficznej. Nie ma oczywiście mowy, by wypłaty te wstrzymać i przeznaczyć na realną pomoc dla gospodarki albo dla niedofinansowanych szpitali, które nie radzą sobie z pandemią koronawirusa.

Jeszcze większe pieniądze rząd mógłby oszczędzić, gdyby wycofał się z rozszerzenia programu 500+ na pierwsze dziecko. W skali roku jest to około 20 mld zł, a pieniądze te – jak pokazały badania – trafiają głównie do zamożniejszych rodzin. Łączny koszt programu 500+ to około 40 mld zł rocznie.

Co łączy oba prezenty wyborcze, które wprowadzono w 2019 roku? Oba programy zakładają wydawanie pieniędzy bez oglądania się na to, czy beneficjentom naprawdę potrzebna jest pomoc, czy też stanowi tylko miły dodatek. Co gorsza, państwo i tak wkrótce nie będzie mieć pieniędzy na ich realizację.

Odbieranie pieniędzy, które już się obywatelom obiecało w normalnych warunkach. To, w jakim kryzysie się znaleźliśmy, w niczym nie przypomina normalnych warunków, w jakich żyliśmy w ostatnich latach. Sam premier Morawiecki przyznał, że to prawdopodobnie najgorszy kryzys od drugiej wojny światowej.

To nie czas na schlebianie wyborcom. Gdy gospodarka polska trzęsie się w posadach, tysiącom firm zagraża bankructwo, a jeszcze większa liczba Polaków zostanie bez pracy, zamrożenie bardzo kosztownych prezentów wyborczych jest nieuniknione. Im szybciej, tym lepiej.

Umorzenie składek ZUS to kpina z przedsiębiorców. Rząd myli przychód z dochodem