Frankowicze zrujnują banki i Polskę? To bzdura, nie wierzcie bankowej propagandzie

Pamiętacie, jak niedawno Polska Rada Biznesu straszyła, że jeśli Sąd Najwyższy stanie po stronie frankowiczów, zbankrutować mogą nie tylko pojedyncze banki, ale cały sektor bankowy, a potem cała Polska? Właśnie prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego przekonuje, jaka to straszna bzdura.

Banki oberwą, ale nikogo to nie zrujnuje. Wystarczy, że w końcu zamiast kombinować zaczną zawierać ugody z kredytobiorcami.

Uchwała (Sądu Najwyższego – przyp.red.) może być sądnym dniem dla niektórych banków

– mówi w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Piotr Tomaszewski, prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Jednocześnie jasno dodaje, że ugody w formule proponowanej przez KNF, a więc przeliczenie kredytu we frankach w taki sposób, jakby od początku był zaciągnięty w złotych, będą dla banków kosztowne, ale:

Z pewnością poziom kapitałów w sektorze będzie w stanie absorbować te koszty

Prezes BFG podkreśla, że stosując to rozwiązanie, bank zanotuje częściową stratę na kredycie, ale będzie miał niższe wymogi kapitałowe, co zneutralizuje niekorzystny wpływ na kapitały.

Lekkomyślni sędziowie i spanikowani bankowcy

Sektorowi bankowemu nic nie zagraża, ale pod warunkiem, że banki zdecydują się w końcu rozwiązać ten problem. Czy bankructwo nie zagrozi któremuś, jeśli podejmie on ryzyko i nie zdecyduje się na ugody z kredytobiorcami, licząc, że frankowicze po uchwale SN wcale nie pójdą masowo do sądów? Tego już prezes BFG zagwarantować nie może, bo to zależy od liczby frankowiczów, którzy zdecydują się iść na sądową wojnę.

Bizblog.pl poleca

A więc los banków jest w ich własnych rękach i to od ich decyzji zależy, czy narobią sobie kłopotów czy zdecydują się na bolesne, ale bezpieczniejsze wyjście.

Tymczasem sugeruje nam się, że bezpieczeństwo banków, a więc i milionów ich klientów, którzy trzymają w nich oszczędności, zależy od „nieodpowiedzialnych” sędziów, którzy lekkomyślnie kierują się przepisami prawa zamiast interesem bankowców.

Polskie banki stąpają po kruchym lodzie

Niektóre banki kombinują, by uciec spod topora, jakim jest koszt zawieranych ugód i przewalutowanie wszystkich kredytów po kursie z dnia zaciągnięcia.

Zaledwie kilka dni temu Raiffeisen zdecydował się wycofać z prac nad przygotowaniem ugód w modelu zaproponowanym przez KNF. Najwyraźniej woli sądowe batalie i liczy, że jego klienci będą leniwi i nielicznym będzie się chciało walczyć w sądzie. Sam podejmuje ryzyko i sam będzie musiał wziąć na siebie skutki tej decyzji.

Co chwilę pojawiają się sygnały zdezorientowanych klientów Millennium, których bank próbuje ograć, proponując im ugody – owszem – ale na bardzo niekorzystnych warunkach. Niektórzy dostawali propozycję przewalutowania kredytu po obecnym średnim kursie NBP zamiast po kursie z dnia zaciągnięcia. Inni – nie wiadomo właściwie dlaczego – oferty przewalutowania po kursie 3,0-3,2 zł za franka. Jeszcze inni propozycji przewalutowania nie otrzymywali wcale. Jaki jest klucz, kto dostanie jaką propozycję? Nie wiadomo. Ale wygląda to tak, jakby Millennium próbował przynajmniej część klientów wkręcić w rozwiązania tylko pozornie dla nich korzystne.

To zresztą wygląda dość niesmacznie. Kiedy od tygodni mówi się o wypracowaniu przez cały sektor bankowy jednego wzorca ugody z kredytobiorcami, by przewalutować ich kredyty po kursie z dnia zaciągnięcia, w tym samym czasie bank proponuje swoje własne rozwiązania, które dla klientów są po prostu bardzo niekorzystne. Mam nadzieję, że żaden z klientów, który teraz otrzymuje taką ofertę, nie pomyśli, że to właśnie ta ugoda, o której mówi KNF i powinien się na nią zdecydować, bo przecież od tygodni czyta, że będzie to dla niego dobre. O wprowadzenie w błąd tu dość łatwo.

No i jeszcze jedna kwestia: właściwie nigdzie dotąd nie zostało powiedziane wprost, że jak już jeden czy drugi bank zdecyduje się na zaproponowanie frankowiczom ugód, propozycję skieruje do każdego, tak by w optymistycznym scenariuszu przewalutować cały czy niemal cały portfel kredytowy. Krążą od czasu do czasu domysły, że banki mogłyby próbować ciąć koszty tej operacji, proponując ugody tylko tym, którzy już idą do sądu, albo tym, którzy mają problemy ze spłatą rat.

Takie kombinowanie też nie ma sensu. Ci, którzy propozycji korzystnego przewalutowania nie otrzymają, pójdą do sądu tym bardziej wściekli, że nic nie dostali i tylko starcie pozwoli im coś ugrać. To może tylko jeszcze bardziej wzmóc falę pozwów. A potem będzie narzekanie, jacy ci sędziowie nieodpowiedzialni albo głupi, że orzekają na niekorzyść banków.