Koronawirus. Tylko załamanie pogody uratuje nas przed masakrą w stylu włoskim

Po tym, co zobaczyłem w sobotę, jestem przekonany, że ochłodzenie, śnieg i mróz, marznący deszcz i wszystkie inne pogodowe anomalie, które przyprawiają seniorów o (nie)zdrowe strzykanie w kościach i reumatyzm, uratują nas przed włoskim i hiszpańskim scenariuszem.

23º C w słońcu. Na całym Bródnie, największej stołecznej sypiali, większość osiedlowych ławek okupują plotkujące staruszki. Siedzą zbite kilkuosobowe gromadki, zachwycone piękną słoneczną pogosą, nadają w najlepsze. Tematyka oczywista. Koronawirus, narodowa kwarantanna, wybory…

– …nawet do kościoła nie można pójść…

– skarży się jedna z seniorek.

Pozostałe trzy przytulone do koleżanki zgodnie przytakują.

Obok snują się rodziny z dziećmi, nastolatkowie śmigają na rowerach, deskach i rolkach. Wszyscy w kilkuosobowych grupach. Ścisk jak na Marszałkowskiej w godzinach szczytu. Spacerowiczów, zgodnie w zaleceniami wydanymi przez Ministra Zdrowia, lawirujących w tym tłumie solo lub w duetach, jest zdecydowana mniejszość.

Koronawirus! Zachowajcie odstęp w kolejce

Dosłownie kilka osób uzbroiło się w rękawiczki tudzież maski. To osoby wybierające się na zakupy. I dobrze, bo przed sklepami długie kolejki, największa na bazarku do gospodarza przywożącego świeże jaja, mleko i warzywa. Aby klienci zachowywali przepisowe odstępy w ogonku, dba żona gospodarza

– Gdzie się pani pcha? Proszę się cofnąć!

– krzyczy.

Ale po godzinie rezygnuje, większość klientów spotyka dawno niewidzianych znajomych i zaczyna w najlepsze plotkować.

Bizblog.pl poleca

Podobna sytuacja przez sklepikiem z wędlinami Zielińskiego i firmowym sklepem Putki. Gdy kilka minut przed zamknięciem odwiedzam ten pierwszy (okazja, bo w środku pusto), ekspedientka niemal słania się na nogach. Na moją uwagę o szturmie klientów macha tylko ręką.

– Nie wiem, co robić, wie pan, starsze osoby zachowują się, jakby mieli kompletnie w nosie, swoje zdrowie i innych. Dzisiaj nie wytrzymałam i jednej z klientek zapowiedziałam, że jak jeszcze raz przyjdzie, to jej nie obsłużę. W ciągu godziny, pojawiła się trzy razy…

– skarży się.

Korona party na Bródnie

I bardzo dobrze, że po ostatnim weekendzie rządzący chcą nasłać na Polaków policję z żołnierzami, by zaczęła wlepiać mandaty za nieprzestrzeganie restrykcji wprowadzonych na czas epidemii, a rządowy zespół zarządzania kryzysowego ma zastanawiać się, jakie jeszcze można obostrzenia wprowadzić.

Tu nie ma wielkiej filozofii, wygląda na to, że jeśli policja nie zacznie egzekwować nakazów ministra zdrowia, będziemy mieć do czynienia z podobnym dramatem jak we Włoszech.

W weekend o możliwym zaostrzeniu wspominali o tym minister kultury Piotr Gliński, szefowa resortu rozwoju Jadwiga Emilewicz i wiceminister zdrowia Waldemar Kraska. Wszyscy apelowali o to, by Polacy zostali w domu i jeśli już wychodzą to najwyżej w parach. Bezskutecznie. Korona party na Bródnie i w całym kraju trwało w najlepsze.

Tymczasem przed nami najtrudniejszy czas.

Statystyk i matematyk Mariusz Gromada, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, który analizuje dane o COVID-19, zauważa w opublikowanym poniedziałkowym opracowaniu, że to właśnie w trakcie minionego weekendu w Polsce zanotowano istotne podwyższenie liczby nowych zidentyfikowanych przypadków COVID-19.

Wszelkie przeprowadzane analizy wskazywały, że to właśnie teraz i przez najbliższe około dziesięć dni, dzienne przyrosty będą coraz większe

– zapowiada Mariusz Gromada.
Źródło: Bank Millennium

Z jego analizy wynika, że biorąc pod uwagę dane z dnia osiemnastego epidemii, Polska jest wśród zdecydowanych liderów Europy pod względem skuteczności zmniejszania tempa rozprzestrzeniania się wirusa.

Jest to efekt systematycznego współdziałania społeczeństwa

– wskazuje.

Źródło: Bank Millennium

Uwaga ode mnie: nie zmieniajmy tego! Wiem, że wiosna, kwitną kwiatki, a ptaszki śpiewają, ale nie lekceważmy tej zarazy.

Zima uratuje nas przez koronawirusem?

A jeśli nie zamierzacie posłuchać, to niech ten arktyczny wyż, który rozpostarł się nad Polską, mocno dał nam się we znaki dotkliwym mrozem i opadami śniegu z płytkiej zatoki niżowej, którą gdzieś tam się pojawiła

Szturm, jaki wiosna przepuściła w weekend, mocno pomieszała szyki próbującym walczyć z epidemią politykom. Dlatego chyba pierwszy raz w życiu tak się cieszę z niespodziewanego kontrataku zimy.

A jeśli już ma się zrobić cieplej, to niech zleje nas deszcz jak podczas mokrej wiosny 2017 r. Bylebyśmy tylko nie wychodzili z domu.