Bogaci spryciarze chcą zhakować ZUS i skarbówkę. Polska walczy z epidemią, a oni udają biedaków

Krew mnie zalewa, kiedy patrzę na kobietę, która siedząc nad jeziorem w czasie epidemii, bierze zasiłek opiekuńczy, chcąc zhakować system, żeby urlop został jeszcze na jakieś all inclusive pod palmami. Zalewa mnie tak samo, kiedy widzę świetnie zarabiającego rozchwytywanego menedżera, który postanawia zrobić sobie wolne na jakiś czas od korpo, bo go stać, ale i tak idzie zarejestrować się jako bezrobotny, żeby państwo płaciło za niego ubezpieczenie zdrowotne. I jeszcze narzeka, że zasiłek taki niski. Naprawdę wam nie wstyd?

Fot. Lukas Plewnia/Flickr.com/CC BY-SA 2.0

M. kończył się niedawno urlop macierzyński. Planowała wrócić do pracy, ale ostatecznie dogadała się z pracodawcą, że zanim pojawi się w biurze, wykorzysta jeszcze zaległy urlop wypoczynkowy, który skumulował się w okresie trwania macierzyńskiego i L4, na którym była przed porodem.

W Polsce pojawia się koronawirus. Na początku jeszcze nie jesteśmy zamknięci w domach, więc M. razem z mężem i dzieckiem jedzie na Mazury. Po co siedzieć w bloku w mieście, skoro można nad jeziorem, bo znajomi mają tam pusty dom i mogą go udostępnić.

Bizblog.pl poleca

Rząd zamyka szkoły. Rodzice muszą jakoś zająć się dziećmi, więc rząd wprowadza dla nich w tych wyjątkowych czasach dodatkowy zasiłek opiekuńczy, Jeden z rodziców zostaje w domu z dzieckiem i otrzymuje z ZUS 80 proc. wynagrodzenia.

M. wpada na pomysł: po co ma tracić urlop, jak może przejść na zasiłek opiekuńczy. Dzwoni do pracodawcy. Argumentuje, że ma urlop, a przecież i tak nie może nigdzie wyjechać, bo pandemia, więc wykorzystanie urlopu teraz jest trochę bez sensu i jest stratna… Pracodawca się zgadza.

Nic to, że zaraz wyjdzie z rodziną na spacer wzdłuż jeziora.

Czy choć przez chwilę przeszło jej przez myśl, że to nie zabawa? Że są ludzie, którzy naprawdę są potrzebujący? I będzie ich znacznie więcej: przedsiębiorców, którzy potrzebują zawieszenia składek ZUS inaczej utoną, bezrobotnych, którzy będą ustawiać się w kolejce po zasiłki, bo za chwilę nawet 2 mln Polaków może zostać bez pracy.

Czy tak trudno zrozumieć, że pieniądze w ZUS to nie jakieś tam pieniądze państwa, więc sięgnięcie po nie to nie zhakowanie wrogiego systemu, za co dostaje się dodatkowe trzy życia albo supermoc w skakaniu przez ogień, tylko to nasze wspólne pieniądze, które może bardziej są potrzebne teraz komuś innemu?

Szlag mnie trafił.

Pracodawcy zresztą też się dziwię, że się zgodził na taki układ. To zwyczajnie nieuczciwe i on doskonale o tym wiedział.

Zhakować urząd pracy

R. jest managerem w IT, nietrudno się domyślić, że świetnie zarabia. Jego historia nie ma koronawirusa w tle, wydarzyła się znacznie wcześniej, ale to nie ma znaczenia. Pracował kilka lat w dużej korporacji w Polsce. Potem chwilę za granicą. Postanowił wrócić, ale już nie do korpo. Właściwie nigdzie – w zawodowym sensie. Zgromadził spore oszczędności i pomyślał, że zrobi sobie przerwę od pracy – nacieszy się życiem, pójdzie na podyplomówkę, która go kręci. Stać go. Rzuca pracę, wraca do Polski i… idzie do urzędu pracy zgłosić się jako bezrobotny.

– Po co to zrobiłeś?

– pytam.

Żeby przynajmniej ubezpieczenie zdrowotne mieć opłacone. Po co więcej? Wiesz, ile oni płacili zasiłku? Jakieś niecałe 500 zł miesięcznie chyba. Nie pamiętam już, to jakieś dwa lata temu było

– słyszę w odpowiedzi.

I znów mnie krew zalewa. 

Wściekła próbuję tłumaczyć, że „stary, to przecież nie dla ciebie. To była twoja decyzja, że nie chcesz pracować, bo Cie na to stać, nie zostałeś pozbawiony środków do życia. Stać cię też, żeby opłacać sobie dobrowolnie składki na NFZ, dlaczego więc sięgasz po pieniądze, które przeznaczone są dla naprawdę potrzebujących?

Wiecie dlaczego?

Bo tyle, co ja od nich dostałem to nic w porównaniu do tego, co wpłacałem do systemu przez lata. I tak mają jeszcze mnóstwo moich pieniędzy. Należało mi się

Nikt chyba dobrze nie wytłumaczył R., na czym polega system zabezpieczeń społecznych. To nie lokata w banku ani konto oszczędnościowe. To ubezpieczenie, które w razie czego ma ratować nie tyle ciebie, ale tego, który potrzebuje ratunku.

I nie ma znaczenia, kto ile wrzucił do systemu.

Tłumaczenie nie pomogło. Pozostało poczucie +3 do zajebistości z powodu zhakowania systemu. I jeszcze trochę pokrzykiwań, że on właściwie nie kłamał, bo pani na comiesięcznych wizytach pytała go, czy znalazł pracę, ale nie pytała, czy w ogóle szuka, więc ten urząd jest głupi, nieefektywny i w ogóle bezsensu.

Zhakować skarbówkę

K. nie znosi Polski i uważa, że Polacy są wyjątkowo głupi. Sam oczywiście też jest Polakiem, ale widocznie jakimś trochę lepszym. To przedsiębiorca, któremu nie wiedzie się zbyt dobrze w zasadzie od kryzysu 2008/2009.

Ładnych kilka lat temu zadzwonił do mnie. „

Cześć, słuchaj, bo ty chyba masz działalność gospodarczą, a ja potrzebuję wystawić kilka faktur. Może byśmy to zrobili na twoją firmę?

Nie, K., nie robię takich rzeczy

– odpowiadam.

Agata, słuchaj, chyba nie rozumiesz, zrobię Ci w ten sposób koszty, zapłacisz mniej podatku.

Rozumiałam, ale i tak nie chciałam.

Nie zrozumiał, że nie znoszę takiego cwaniactwa?

Uważam, że to zwykłe oszustwo. A może po prostu zapomniał. Jakiś rok później dzwoni z kolejną propozycją. Tym razem chodzi o przepuszczenie faktur przez moją firmę, żeby nie wykazać dochodu we własnej, bo była żona ściga go za zaległe alimenty.

Nic z tego.

Widzimy się od tamtego czasu jeszcze kilka razy. Uwielbia opowiadać o bezsensowności podatków, potrzebie zaorania ZUS i likwidacji Kodeksu pracy, bo pracownikom się w głowach przewracało. Temperatura naszych spotkań jest zawsze gorąca. Teraz już pamięta, że ja z tych, co płacą podatki, więc kolejnych propozycji nie składa. Ale nadal chwali się z dumą tym, że założył kolejną spółkę nie w Polsce, a w Wielkiej Brytanii, bo tam taniej i podatki niższe, a ja jestem naiwna, że jeszcze tego nie zrobiłam. Oczywiście działalność tak naprawdę prowadzi w Polsce.

K. właśnie dołączył do protestu przedsiębiorców. Nie wiem właściwie, czy bardziej protestuje, żeby jak najszybciej znieść lockdown, bo to dobija gospodarkę, czy że pomoc dla przedsiębiorców zadeklarowana dotąd przez polski rząd jest zbyt mała.

Nawet nie chcę pytać, żeby się znowu nie denerwować.

To bardzo nasza sprawa

Te trzy obrazki to nie dowód na to, że wszystkie matki, wszyscy pracownicy i wszyscy przedsiębiorcy to oszuści i złodzieje. Tak nie jest. Nie chcę też przez to powiedzieć, że polska administracja działa świetnie, a tarcza antykryzysowa to zestaw doskonałych narzędzi, które nas uratują. Zupełnie nie w tym rzecz.

Wkurza mnie, kiedy ktoś z cwaniactwa wyciąga rękę po pieniądze, które powinny ratować kogoś znacznie słabszego. Wkurza mnie okradanie państwa, bo to okradanie mnie i was, a nie jakiejś tam władzy, która z zasady jest wrogiem.

I wkurza mnie, kiedy odwracamy głowę uważając, że to nie nasza sprawa. To bardzo nasza sprawa, szczególnie w obliczu tornada, jakie właśnie zmierza w naszą stronę.