Polacy panikują, więc Amazon przywraca PRL, a Allegro reaktywuje ORMO. A co na to rząd?

Sklepy pustoszeją, jakby szła wojna. Brakuje żeli antybakteryjnych, półki z makaronem i kaszą też już świecą pustkami. Polacy jak wariaci rzucają się na maseczki chirurgiczne, mimo że eksperci alarmują, że one wcale przed koronawirusem nie chronią. Na tym wariactwie próbują zarobić ci, którzy maseczki jeszcze mają, sprzedając je po absurdalnych cenach. UOKiK wszczął postępowanie w sprawie hurtowni, które zerwały kontrakty ze szpitalami, Amazon i Allegro blokują produkty mające chronić przed koronawirusem, które wystawiane są po zawyżonych cenach. Czy na naszych oczach w gospodarce zmieniają się reguły gry?

W biznesie trzeba mieć sumienie, to najwyraźniej nowe prawo ekonomii, stojące zaraz obok popytu i podaży. Niby to ładnie, ale jednak dziwnie. A wszystko przez koronawirusa, który wywołuje panikę już na całym świecie.

Panika jak to panika, odejmuje ludziom rozum. Ci, którzy go postradali zupełnie, kupują maseczki chirurgiczne warte kilkadziesiąt groszy za 400 zł. Na szczęście wbrew medialnym doniesieniom wcale nie jest ich aż tak dużo. SpidersWeb przeprowadził analizę ofert na Allegro, z której wynika, że maseczki za 400 zł kupiło najwyżej dwóch klientów, a i to mogła być sztuczka, która miała utrzymać aukcję wysoko w wynikach wyszukiwania.

Faktem jest jednak, że gigantyczny popyt na maseczki i inne preparaty przedstawiane jako mające zapobiegać koronawirusowi, spowodował absurdalny wzrost cen. Jeszcze w grudniu 2019 r. na Allegro kupiono 623 maseczki, a średnia cena zakupu wynosiła 7,29 zł. W lutym liczba sprzedanych maseczek skoczyła do ponad 32 tys. sztuk, a średnia cena do 41,35 zł. W efekcie obroty wzrosły z 9 tys. zł w grudniu do 7,5 mln zł. Imponujący pokaz gry popytu i podaży. I zachłanności. 

Biznes pozbawiony skrupułów wycinany z rynku

Okazuje się, że w dzisiejszych gospodarkach zachłanność, która była podstawą XIX-wiecznego, dzikiego kapitalizmu jest już nieakceptowalna. Najciekawsze jednak, kto i jak próbuje ją zwalczyć.

Pierwszy był Amazon. Światowy gigant e-handlu w ciągu ostatnich kilku tygodni usunął ze swojej platformy ponad milion specyfików mających chronić tudzież leczyć koronawirusa, blokuje też sprzedaż niektórych produktów, na które popyt drastycznie wzrósł. Dlaczego? Bo są za drogie. Amazon powiedział agencji Reuters wprost: „usuwamy oferty sprzedawców pozbawionych skrupułów”.

Bizblog.pl poleca

I tak po ludzku można pomyśleć w pierwszej chwili, że to ładnie ze strony Amazona. Jednak potem przychodzi zastanowienie: a kiedy cena przestaje być akceptowalna i jest zbyt wysoka? Kto decyduje o tym, że to już za drogo? Czy to już sterowanie rynkiem? My w Europie Wschodniej niby znamy z historii takie praktyki, że rząd narzuca odgórnie ceny. Ale to jednak rząd. Ale żeby prywatna firma próbowała ustalać zasady gry, ignorując zasady popytu i podaży? Dziwne to czasy i dziwna nowa ekonomia.

Allegro też blokuje, bo za drogo

W ślady Amazona poszło Allegro.

„Usuwamy podobne oferty, jeśli zostaną zgłoszone przez użytkowników” – deklaruje serwis. Dodaje jednak, że oferty usuwane są jedynie, kiedy naruszają prawo lub regulamin Allegro.

Pytanie, co to właściwie znaczy, że usuwane są oferty naruszające prawo lub regulamin? Czy polski gigant e-handlu w przeciwieństwie do swojego zagranicznego większego brata nie ingeruje w wolny rynek?

„Czy usuwacie oferty związane z koronawirusem z powodu rażącej drożyzny?” – pytam Pawła Klimiuka, rzecznika prasowego Allegro.

„Usuwamy oferty, kiedy naruszają prawo lub regulamin Allegro” – słyszę tę samą odpowiedź. No to pytam jeszcze raz: „Czy w takim razie rażąca drożyzna może naruszać prawo albo wasz regulamin? 

No i tego właśnie nie wiadomo. Bo gdzie w prawie zapisano, kiedy cenę można uznać za zawyżoną? Rzecznik Allegro lawiruje. W końcu informuje:

„Dzięki zgłoszeniom w ostatnim czasie usunęliśmy ponad 3700 ofert produktów higienicznych, takich jak maseczki czy żele, niezgodnych z regulaminem serwisu, które naruszały interesy konsumentów. Obecnie planujemy kolejne działania edukacyjne i informacyjne do klientów oraz zacieśnienie współpracy z Generalnym Inspektorem Sanitarnym i UOKIK w zakresie rzetelnego opisywania ofert produktów higienicznych w serwisie” – informuje Paweł Klimiuk.

Wygląda, jakby Allegro nie poszło jednak śladami Amazona i usuwa oferty nie ze względu na rażące nieadekwatne ceny, ale na opisy produktów wprowadzające konsumentów w błąd, więc nie pozwala sprzedawcom oszukiwać.

A jednak nie. Po dziesiątym już chyba pytaniu doprecyzowującym okazuje się, że powodu wysokich cen również. Jaki jest klucz? Kiedy Allegro uznaje, że oferta jest jednak za droga? Kiedy produkt jest o 100 proc. droższy niż jego odpowiednik u konkurencji? O 500 proc.? O 1000 proc.? Tego już Allegro zdradzić nie chce. Wyjaśnia jedynie, że analizują sytuację case by case i mają różnego rodzaju mechanizmy weryfikujące, w których szczegóły nie chciałby wchodzić.

A ja znowu pytam, gdzie się podział wolny rynek? Przecież sprzedający i kupujący mają wolną wolę, chcą zawrzeć transakcję wartą 10 tys. zł, mimo że produkt nie jest tego wart? Ich sprawa, dopóki nie chodzi o produkty ratujące życie – wtedy jednak interwencję powinno przeprowadzić państwo, a nie ktoś w przebraniu milicjanta.

Jak się okazuje, czas na bale maskowe wciąż nie minął.

Może za chwilę w serwisach ogłoszeniowych z rynku nieruchomości będą blokowane oferty sprzedaży mieszkań, które zostaną uznane za zbyt drogie? Dlaczego nie? Wszyscy już przecież mówią, że jest za drogo.

Sami sobie jesteśmy winni

Mam wrażenie, że firmy trochę dały się zwariować, próbując zmieniać zasady wolnego rynku w imię poprawności. A potem przypominam sobie puste półki, na których jeszcze niedawno leżały żele antybakteryjne, mydło, fasola i makaron. I wtedy myślę, że to dziwaczne zmienianie zasad gry popytu i podaży sami sobie serwujemy.

Źródło: Facebook

Czy damy się zwariować do tego stopnia, że rząd będzie zmuszony wprowadzić limity zakupu mydła, żeby wystarczyło dla wszystkich? A może prewencyjnie, żeby wyprzedzić ruch „sprzedawców pozbawionych skrupułów” powinien od razu ustalić urzędowe ceny mydła?

To wcale nie jest takie nieprawdopodobne. UOKiK już wszczął postępowanie w sprawie dwóch hurtowni, które zerwały ze szpitalami umowy na dostarczenie środków ochrony indywidualnej, w tym maseczek chirurgicznych. Urząd podejrzewa, że hurtownie zerwały umowy, by na szalejącym rynku uzyskać wyższe ceny.

W efekcie takich działań potrzebnych środków może zabraknąć w szpitalach, gdzie są one naprawdę potrzebne – i to jest brak skrupułów, który pokazuje, że być może konieczne będą nadzwyczajne środki.

Jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji, rząd obecnie kontaktuje się z dużymi polskimi firmami, by wspólnie przeciwdziałać nie tylko koronawirusowi, ale i panice. Rozpytuje, jakie firmy mają potrzeby, jak można połączyć siły, by zapobiegać dezinformacji.

W ramach akcji informacyjnej w niedzielę w kościołach odczytano list ministra zdrowia, instruujący, jak należy dbać o higienę i gdzie zgłosić się w przypadku podejrzenia zakażenia koronawirusem. W poniedziałek na specjalnym, dodatkowym posiedzeniu zebrał się Sejm, żeby zająć się rządowym projektem ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych.

Widać władza sięga po niestandardowe działania. I dobrze. Ale niewiele zdziała, jeśli nadal będziemy poddawać się temu szaleństwu.