Covid19 namiesza w relacjach między wielkimi mocarstwami. I co teraz zrobi Polska?

Koronawirus (Covid19 według terminologii WHO) to hasło, które jest dziś odmieniane przez wszystkie przypadki. Zdławienie nowej choroby w zarodku (pierwszym kwartale roku) na okazało się niemożliwe. Widać już wyraźnie, że jej wpływ na gospodarkę światową, w tym Polskę, nie będzie miał charakteru sezonowego. Kto wie? Być może to zjawisko przełomowe, które na nowo ukształtuje relacje ekonomiczne mocarstw?

Gdy okazało się, że koronawirus nie jest efemerydą i będzie odpowiedzialny za głęboką korektę wzrostu gospodarczego Chin, stało się jasne, że jest czynnikiem, który bardzo mocno pogłębi globalne spowolnienie gospodarcze. Stygnące Państwo Środka zakłóciło strategie niezliczonych rządów, przedsiębiorstw i inwestorów. Doskonale obrazuje to branża energetyczna i paliwowa.

Zmniejszenie dostaw gazu skroplonego (LNG) do Chin w związku z sytuacją wywołaną koronawirusem doprowadziło do olbrzymiej przeceny tego surowca (według Bloomberga eksport z terminalu Sabine Pass jest realizowany w niezwykle niskiej cenie 2,49 dol. za mmBtu). W Europie nałożyła się na to zjawisko dodatkowo wyjątkowo ciepła zima. W tym kontekście wpływ epidemii (właściwie już pandemii) Covid19 na Polskę okazał się olbrzymi.

Rośnie atrakcyjność dostaw LNG, które można kupować w kontraktach krótkoterminowych. Jest w czym wybierać przy tak dużej nadpodaży. Jednocześnie największy eksporter gazu do Europy, rosyjski Gazprom, znalazł się w bardzo trudnym położeniu, co jest niezwykle interesujące w kontekście wygasającej w maju umowy tranzytowej dotyczącej polskiego odcinka Gazociągu Jamalskiego. Magazyny w państwach Starego Kontynentu są pełne i nikt nie kwapi się do zakupów gazu z Rosji. Na domiar złego dla Gazpromu nawet stare, korzystne dla niego umowy takie jak kontrakt jamalski z polskim PGNiG, są indeksowane do spadających cen ropy. W efekcie zarabia się na nich coraz mniej.

Bizblog.pl poleca

Ropa to jest to kolejny surowiec, na który wzrasta presja cenowa związana z Covid19.

Baryłka Brent (surowca z Morza Północnego stanowiącego podstawę wycen w branży naftowej) w dostawach na kwiecień na giełdzie ICE Futures Europe w Londynie jest wyceniana po 50,78 dol. To niezwykle niski poziom, z czego zdają sobie rynki. Kartel OPEC, zrzeszający największych eksporterów, zastanawia się nad interwencją rynkową, a czołowi sprzedawcy rosyjscy notują spektakularne spadki giełdowe. Jest to sytuacja niezwykle korzystna dla Polski. PKN Orlen czy Grupa Lotos to koncerny nastawione na procesy produkcyjne (downstream), a możliwość uzupełniania dostaw do rafinerii kontraktami krótkoterminowymi w atrakcyjnych cenach z pewnością wpłynie pozytywnie na ich kondycję.

Koronawirus wpływa także bardzo mocno na rynek węgla, petryfikując poziom cenowy 50 dol. za tonę z możliwością korekty w dół. Tak jak w przypadku ropy i gazu Chiny ograniczają import tego surowca. Ten czynnik umacnia presję cenową, tworząc nadpodaż i obniżając koszty zakupu. Tym razem to fatalna informacja dla Polski, ponieważ mamy w kraju właśnie kolejną odsłonę kryzysu branży górniczej. Państwowy gigant PGG ma problemy z utrzymaniem płynności finansowej, co powoli staje się ważnym tematem politycznym.

Covid19 będzie mieć olbrzymi wpływ na polskie górnictwo, energetykę i sektor paliwowy.

Dla pierwszych dwóch z wymienionych branż – negatywny, dla trzeciej – pozytywny. Z pewnością komplikacje wywołane rozwojem koronawirusa wykroczą daleko poza gospodarkę. Z dużą dozą prawdopodobieństwa epidemia/pandemia będzie miała olbrzymie implikacje polityczne i może wpłynąć na wybory prezydenckie w maju, a w efekcie stabilność obecnego rządu. To jednak nie wszystko.

Kłopoty, w jakich znalazły się kluczowe spółki na świecie, w tym polskie, bardzo mocno zmienią percepcję dotyczącą istniejących łańcuchów dostaw w globalnej gospodarce. Jeszcze przed pojawieniem się Covid19 Europa przeżyła kryzys lekowy w związku z wstrzymaniem dostaw kluczowych komponentów z Państwa Środka. Już wtedy pojawiały się głosy, że poziom uzależnienia gospodarczego Unii Europejskiej od Chin jest zbyt duży.

Dziś, gdy koronawirus wstrzymał dostawy elektroniki i innych strategicznych dóbr nie tylko na Stary Kontynent, ale i do innych części świata, temat powraca ze zdwojoną mocą.

Czy jako Europejczycy jesteśmy gotowi na powrót mocy produkcyjnych na nasze podwórka?

Dodajmy: często problematycznych ekologicznie i mocno zawyżających cenę produktów końcowych. Czy jesteśmy gotowi na niezależność, którą w sposób niemal niezauważalny utraciliśmy?

Jak te dylematy wpłyną na europejską strategię osiągnięcia neutralności klimatycznej?

Na te pytania już wkrótce przyjdzie odpowiedzieć naszym elitom politycznym.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.