Mediolan odcięty od świata. Polka opowiada, jak żyje się w metropolii opanowanej przez COVID-19

Zamknięte bary, restauracje, wyludnione ulice – Mediolan to pokaz siły koronawirusa. W rozmowie z Bizblog.pl mieszkanka Mediolanu Aneta Walczak opowiada, jakie błędy popełnili Włosi w początkowej fazie rozwoju epidemii i jak funkcjonuje dzisiaj w regionie, który został odcięty od reszty kraju.

Adam Sieńko, Bizblog.pl: W Polsce coraz więcej firm decyduje się na wysłanie pracowników do domów. W północnych Włoszech sytuacja jest jednak dużo cięższa. Czy mieszkańcy Mediolanu w ogóle pojawią się jeszcze w biurach?

Aneta Walczak: Myślę, że przełomem, dla nas mieszkańców, były dekrety ogłoszone przez ministra Conte w ostatnich dniach. Pierwszy dotyczący ograniczenia w przemieszczaniu się ludności na terenie Lombardii oraz drugi, rozszerzający te postanowienia na całe Włochy. Spowodowały one silną reakcję wśród mieszkańców, także pracodawców. Wraz z pojawieniem się pierwszych przypadków koronawirusa we Włoszech niektóre korporacje jako rozwiązanie zaproponowały smart working, czyli pracę z domu. Inne wprowadziły ograniczenia związane z koniecznością stosowania maseczek i zaniechaniem wspólnych przerw.

Obecnie coraz więcej firm podejmuje decyzję o zawieszeniu pracy zatrudnionych osób. Niektórzy pracodawcy zalecają  podpisywanie certyfikatu, który w razie kontroli upoważnia do opuszczenia miejsca zamieszkania tylko w celach pracowniczych.  Osobiście nie chodzę do pracy od dzisiaj (rozmawialiśmy 10.03 – przyp red.) przynajmniej do końca tygodnia.

Jak zachowują się mieszkańcy Mediolanu wobec doniesień o coraz większej liczbie zachorowań? Na ulicach czuć niepokój?

Niepokój tak, ale nie ma mowy o panice. Sytuacja nie jest najlepsza, ale myślę że warto chłodno podchodzić do tego, co mówią media. Mam nadzieję, że każda odpowiedzialna osoba nie wychodzi z domu bez konkretnego i ważnego celu.  Na początku, gdy liczba zarażonych była dużo mniejsza, wielu mieszkańców stosowało się do zaleceń związanych z higieną osobistą, ale nadal spacerowało po centrum miasta, galerii handlowej, korzystało z komunikacji miejskiej czy restauracji i barów.

W mediach mówi się, że wielu mieszkańców, ignorując zalecenia, w dni wolne w pracy wyjeżdżało za miasto. Coraz większa liczba zachorowań i radykalne kroki podjęte przez rząd, sprawiły, że mieszkańcy maksymalnie ograniczają wyjście z domu. Na ten moment jest to zresztą możliwe tylko w celach zdrowotnych, rodzinnych lub zawodowych. Miasto opustoszało, ale jest raczej spokojnie.

Bizblog.pl poleca

Czytałem, że po ogłoszeniu Lombardii czerwoną strefą część mieszkańców rzuciła się w kierunku dworców.

Rzeczywiście, lekka panika wybuchła na chwilę, na skutek sobotniej decyzji rządu o ograniczeniu wjazdu i wyjazdu do regionu Lombardii. Wtedy studenci, niestety dość nieodpowiedzialnie, masowo ruszyli w stronę dworca w Mediolanie, by udać się do domów na południu Włoch. Słyszałam o weekendowym przepełnieniu w marketach przez obawy o brak możliwość zrobienia zakupów. Obecnie niepokój wzbudza jedynie wizja konieczności korzystania z pomocy medycznej. Widzę, że większość osób myśli pozytywnie i wierzy, że w przez najbliższy miesiąc sytuację da się opanować.

Internet obiegły już zdjęcia opustoszałych ulic. Rzeczywiście jest aż tak źle?

Od wczoraj, po ogłoszeniu dekretu staram się nie wychodzić z domu i robią to wszystkie osoby, które znam. Na ulicach i w metrze do wczoraj można było zobaczyć sporo ludzi, widać też często wracających z zakupów spożywczych mieszkańców.  Wyraźnie widać brak turystów.  Przed tą turystyczną bardzo ciężki sezon. Sama po godzinach oprowadzam polskich turystów po Mediolanie. Wszystkie spacery do końca kwietnia zostały odwołane, także z powodu anulowanych lotów z Polski.

Czy wybuch epidemii zmienił coś w codziennym trybie funkcjonowania mediolańczyków?

Nie da się ukryć, w tym momencie sytuacja jest diametralnie inna niż jeszcze dwa dni temu. Wszystko zmienia się bardzo dynamicznie. Pierwszą decyzją rządu było zamknięcie barów i restauracji do godziny 18., ale w poprzednim tygodniu wiele miejsc ponownie zostało otwarte w godzinach wieczornych. Teraz mediolańczycy i wszyscy Włosi do minimum muszą ograniczyć przebywanie w lokalach, w których zakazano podawania dań w formie bufetów. Nie ma też zgody na organizowanie ślubów i pogrzebów, nie odbywają się imprezy sportowe i koncerty.

Większość osób musi naturalnie  zrezygnować z planów wyjazdowych. Nieoficjalnie mówi się też o nadchodzących zmianach w działaniu transportu miejskiego. Wielu  mieszkańców wzięło sobie do serca nowe wytyczne, widać to chociażby po popularności hasztagu #iorestoacaso w mediach społecznościowych  oraz zaangażowaniu wielu ludzi ze świata mediów.

Czy występują problemy z zaopatrzeniem sklepów? W Polsce, choć sytuacja jest na razie mniej poważna, w niektórych placówkach brakuje kasz, makaronów i środków dezynfekujących.

Mimo że wiele sklepów zostało zamkniętych, markety i apteki nadal są do dyspozycji mieszkańców. Ciężko nadal o środki dezynfekujące oraz maseczki. Sklepy spożywcze są jednak otwarte. Rząd zapewnia, że problemów z dostępnością artykułów spożywczych nie będzie. Przy kasach najczęściej pojawia się prośba o zachowanie jednego metra dystansu między klientami oraz informacja o maksymalnej liczbie osób, które mogą przebywać w danym obiekcie.

Kasjerzy noszą rękawiczki lateksowe oraz maseczki. Do niektórych sklepów wpuszczanych jest po kilka osób. Nie brakuje żadnych produktów, wszystko jest dostępne. Najlepiej jednak chodzić na zakupy poza weekendem i starać się je ograniczyć do niezbędnego minimum.

Podejmujesz na co dzień jakieś specjalne działania, żeby uniknąć zarażenia?

Od samego początku, kiedy zaczęły pojawiać się informacje, że wirus dotarł do Włoch, staram się bardzo często myć ręce, nie dotykać twarzy i dezynfekować przedmioty codziennego użytku jak np. telefon. Gdy jeszcze dojeżdżałam do pracy metrem, starałam się nie dotykać kasowników i innych elementów w komunikacji miejskiej oraz zachować odstęp od innych pasażerów. Ograniczam też witanie się poprzez dotyk. Codziennie jak większość nas śledzę informacje i staram się zachować spokój. Teraz stosując się do zaleceń, po prostu jak już mówiłam zostaję w domu. Myślę, że to jest jedyna słuszną postawa.

Jak oceniasz politykę władz Lombardii w związku z wybuchem epidemii?

Generalnie uważam, że przed rządem Włoch stoi ogromne wyzwanie. Kraj, jak zresztą każdy inny, nie był przygotowany na taki obrót sprawy i tempo rozprzestrzeniania się wirusa. Sama jeszcze kilka dni temu sądziłam, że to wszystko jakoś minie i wprowadzanie ograniczeń w poruszaniu się w obrębie regionu, a nawet całego kraju jest raczej niemożliwe.

Teraz myślę, chociaż jak każdy obawiam się konsekwencji tak radykalnych kroków również dla moich planów, że jeśli tak postanowiono, to taka decyzja jest konieczna i słuszna. Wierzę, że dekret i stosowanie się do niego nas wszystkich to „szczepionka” do pokonania wirusa i ograniczenia rozprzestrzeniania epidemii. Mam nadzieje, że już niedługo będę mogła odwiedzić bliskich w Polsce i że Włochy, Mediolan, ale też każdy z nas powróci do dawnego stylu życia, a nawet wyciągnie jakieś wnioski z tej trudnej sytuacji. Forza Italia!

* Aneta Walczak mieszka w Mediolanie od 5 lat. Jest absolwentką historii sztuki i zajmuje się oprowadzaniem Polaków po stolicy Lombardii. Prowadzi również fanpage z ciekawostkami o Mediolanie „Włochy w grochy„.