Koronawirus zdziesiątkuje linie lotnicze. Zakup Condora może mieć dla LOT-u fatalne skutki

Nawet 113 miliardów dolarów wpływów mogą w tym roku utracić linie lotnicze z powodu załamania ruchu pasażerskiego. IATA, czyli organizacja skupiająca największe linie lotnicze świata właśnie radykalnie podwyższyła szacunki strat branży. Wygląda na to, że władze LOT-u, które u progu wybuchu epidemii kupiły niemieckie linie lotnicze Condor, trafiły na najgorszy możliwy moment na taką transakcję.

Timing is everything – powtarzają jak mantrę poważni doradcy biznesowi, a za nimi domorośli kołczowie. Nie wiem, czy ktoś z zewnątrz doradzał kierownictwu Polskiej Grupy Lotniczej, ale jej szef Rałał Milczarski jak na tak doświadczonego menedżera w branży lotniczej nie popisał się darem przewidywania.

Bizblog.pl poleca

Ogłoszenie przejęcia Condora przez PGL, czyli państwowe konsorcjum zarządzające liniami LOT, nastąpiło 24 stycznia, czyli prawie miesiąc po wykryciu pierwszej infekcji koronawirusem w Chinach. Daleko wtedy było jeszcze do zagrożenia pandemią, jakie panuje dziś, ale sytuacja była już dość poważna.

Do 24 stycznia wirus zdążył zebrać śmiertelne żniwo, a przypadki zarażenia odnotowywano już w innych azjatyckich krajach, a także w USA czy Australii. Lotniska w wielu krajach zaczęły prowadzić przesiewowe badania pasażerów, a WHO była o krok od ogłoszenia światowego zagrożenia.

W kolejnych tygodniach sytuacja zaczęła się szybko pogarszać, co od razu odbiło się na ruchu lotniczym. 20 lutego IATA wydała komunikat, w którym ostrzegła, że wpływy branży w 2020 roku mogą spaść o 29 mld dol.

Koronawirus we Włoszech zasiał strach

W kolejnych dniach kryzys się pogłębił. Wybuch dużego ogniska koronawirusa we Włoszech pociągnął za sobą gwałtowne spadki na światowych giełdach i ogólne pogorszenie nastrojów w biznesie. Wielu mieszkańców Europy i szeroko rozumianego Zachodu zaczęła opanowywać panika.

5 marca przyniósł bankructwo pierwszej linii lotniczej. Upadłość ogłosił Flybe, brytyjski przewoźnik regionalny, który już wcześniej balansował na granicy upadłości, a koronawirus tylko przypieczętował jego los. Z kolei amerykański gigant Southwest ogłosił, że spodziewa się spadku wpływów o 200-300 mln dol.

Tego samego dnia IATA zaktualizowała swoje przewidywania dotyczące wpływu koronawirusa na wyniki całej branży lotniczej. Zaprezentowano dwa scenariusze: pierwszy zakłada ograniczone rozprzestrzenianie się wirusa, a drugi – pojawienie się pandemii.

Linie lotnicze dostaną po kieszeni

W pierwszym scenariuszu spadek liczby pasażerów lotniczych na świecie miałby wynieść 11 proc., co przełożyłoby się na 63 mld dol. mniejsze wpływy linii lotniczych, z czego aż 47 mld przypadłoby na rynki azjatyckie.

Drugi scenariusz zakłada 19-prcentowy spadek ruchu pasażerskiego, a to przełoży się na o 113 mld dol. mniejsze wpływy przewoźników. IATA wyjaśnia, że to podobny spadek, jaki wystąpił w czasie światowego kryzysu z 2008 roku.

Otwartą kwestią pozostaje to, czy IATA wkrótce ponownie nie zrewiduje swoich szacunków.

Condora czekają ciężkie miesiące

Oczywiście spadek ruchu pasażerskiego nie dotknie linii lotniczych w równym stopniu. Najbardziej zagrożone są te, które jeszcze przed wybuchem epidemii borykały się z zadłużeniem i innymi problemami finansowymi. To też nie są dobre czasy dla przewoźników, którzy mają słabą pozycję rynkową lub są w dużym stopniu uzależnieni od ruchu czarterowego.

Są to wyjątkowo niekorzystne okoliczności dla LOT-u, który i tak musi walczyć o to, by jego świeży nabytek, czyli Condor, nie został wypchnięty z niemieckiego rynku przez większych graczy.

Jak już pisaliśmy, Lufthansa, która od lat współpracowała z Condorem, postanowiła nie odnawiać kontraktów z czarterowym przewoźnikiem. Gdy do tego doliczymy groźbę złożenia przez Lufthansę skargi do Komisji Europejskiej, sytuacja Condora nie rysuje się w jasnych barwach. Najbliższe miesiące będą dla największej inwestycji polskiego przewoźnika decydujące.