Gospodarka w tarapatach. Kogo trzeba ratować? Artystów, hotelarzy, a może ojca Rydzyka?

Przedsiębiorcy? Pracownicy na etatach? A może ci na śmieciówkach? Hotelarze? Biura podróży? Firmy transportowe? Artyści? Prostytutki? A może ojciec Tadeusz Rydzyk? Wszyscy wyciągają teraz ręce po pieniądze. Kto tu jest najważniejszy i powinien w pierwszej kolejności otrzymać pieniądze, żeby przetrwać?

Fot. Adam Guz/KPRM (CC BY-NC-ND 2.0)

W kłopoty finansowe, mniejsze czy większe, wpadnie zaraz bardzo wielu ludzi. No, może nie ci produkujący maseczki ochronne i płyny dezynfekujące. Jednak setki tysięcy z nas boją się, że nie będą mieli z czego żyć. Nie bezpodstawnie. W najgorszym scenariuszu pracę na całym świecie straci nawet 25 mln ludzi, jak przewiduje Międzynarodowa Organizacja Pracy.

Bizblog.pl poleca

Trzeba działać. Państwo nie może dopuścić do tego, żeby firmy masowo upadały, a ludzie tracili źródło utrzymania. 

Ratujmy artystów

Pierwsi o konieczności pomocy zaczęli krzyczeć chyba artyści, bo zamkniecie teatrów, odwołanie koncertów wydarzyło się w pierwszej kolejności, a ludzie z tej branży z dnia na dzień zostali bez pracy, przynajmniej chwilowo. I za chwilę bez środków do życia.

Ale szybko wylało się na nich… wiadro zimnej wody. 

„Już nie mogę czytać tego utyskiwania moich koleżanek i kolegów z branży artystycznej. Jęczą jak stare baby u lekarza, że odwołano im koncerty czy spektakle. Stękają jak dziady kościelne, że stracą pieniądze…” – napisał na Facebooku Krzysztof Skiba, lider zespołu Big Cyc.

Skiba zareagował ostro. Ale to dlatego, że do chóru rzeczywiście potrzebujących pomocy artystów, którzy pracują w małych teatrach, nie są celebrytami i zarabiają na umowach śmieciowych kwoty, które i tak na co dzień ledwo pozwalają im związać koniec z końcem, dołączyli celebryci „którzy za jeden koncert biorą po 60 tys. zł i więcej”, jak pisze Skiba.

Artyści potrzebują pomocy, ale być może są tacy, co potrzebują jej jeszcze bardziej?

Zresztą w podobnej sytuacji co artyści są dziesiątki tysięcy pracowników gastronomii – restauracji, kawiarni, barów, które również zostały zamknięte. Ogromna część z nich również zatrudniona jest na umowach cywilnoprawnych, ich najłatwiej zwolnić. Oni również z dnia na dzień tracą źródło dochodu.

Tarcza antykryzysowa wzięła ich jakoś pod skrzydła, ale nie bez grymasu, bo minister rozwoju Jadwiga Emilewicz w powiedziała na antenie TVN24 jasno: „trzeba się było ubezpieczać”. Gdzieś to już słyszeliśmy… A więc to nie pracownikom śmieciowym trzeba pomagać w pierwszej kolejności.

No to ratujmy firmy! Branża lotnicza, transportowa, hotelarska, gastronomiczna i za chwilę wiele innych będą walczyły o życie. Jak pracodawcy przetrwają ten czas, ludzie nie będą tracić pracy. 

O tym właściwie jest obecna dyskusja. Czy ratować firmy, czy pracowników. Niby to proste: firmy, bo bez pracodawców nie ma pracowników. Ale jest druga szkoła: sypać pieniądze pracownikom, którzy są przecież konsumentami, bo trzeba wzmocnić popyt. Co z tego, że firmy będą oferować produkty i usługi, skoro nie będzie miał ich kto kupować, bo konsumenci nie mają pieniędzy albo boją się je wydawać?

Ratujmy Radio Maryja

A! No i ratujmy też Radio Maryja. Już wcześniej, przed wybuchem epidemii koronawirusa media Ojca Rydzyka ponoć ledwo radziły sobie finansowo, bo datki słuchaczy „przy bardzo oszczędnym gospodarowaniu starczały skromnie od pierwszego do pierwszego” – napisał Tadeusz Rydzyk na stronie Radia Maryja, apelując jednocześnie do swoich wiernych słuchaczy:

„Prosimy, abyście nie odkładali na potem przekazywania pomocy materialnej na funkcjonowanie i istnienie jakże ważnych dla Polski i Polaków, w Ojczyźnie i poza jej granicami, Radia Maryja i Telewizji Trwam. […] Bez tej pomocy grozi nam zamknięcie Radia Maryja i Telewizji Trwam. Podobnie bez kupowania, najlepiej zaprenumerowania »Naszego Dziennika« też grozi jego zamknięcie”.

Widać, każdy teraz chętnie wyciąga rękę po pieniądze. Tadeusz Rydzyk, na szczęście nie do Państwa. Na nieszczęście do wcale nie zamożnych emerytów. Może dlatego, że od państwa już dostał, w sumie ponad 214 mln zł od 2015 r., jak wyliczyła redakcja Oko.press.

Ratujmy domy publiczne

O pomoc apelują również prostytutki. Nie w Polsce, w Niemczech, ale to bez znaczenia. Nie chodzi tylko o nasze polskie podwórko. Domy publiczne zostały zamknięte. Właściciel jednego z największych w Europie – „Pascha” z Kolonii – złożył już wniosek o państwowy dodatek od utraconych zarobków, żeby jakoś przetrwać kryzys i uratować biznes, który zatrudnia 70 stałych pracowników, a do tego ok. 100 prostytutek, które zwykle działają jako samozatrudnione.

Nie ma się z czego śmiać. To w Niemczech legalny biznes, od którego zwyczajnie odprowadza się podatki.

Ten dylemat, komu tu najbardziej potrzeba pomocy ma nie tylko Polska, ale większość krajów w Europie. A dylemat będzie trudniejszy do rozwiązania z każdym tygodniem. Im dłużej będzie trwała walka z koronawirusem, tym więcej firm będzie bankrutowało, więcej osób traciło pracę i więcej potrzebowało pomocy państwa.

Ratujmy… tych, którzy nas uratują

A może trzeba spojrzeć na problem z góry? Nie uratujemy gospodarki, dopóki nie wygramy z koronawirusem. Mówi, że ta walka potrwa nawet 18 miesięcy. Dlaczego właśnie tyle? Bo tyle prawdopodobnie potrwa wynalezienie przez naukowców szczepionki na koronawirusa, przeprowadzenie niezbędnych badań klinicznych i wprowadzenie jej na rynek.

No to może zadbajmy przede wszystkim nie o artystów, hotelarzy, czy kelnerów, ale o tych, którzy proces wynalezienia skutecznych leków i szczepionek mogą przyspieszyć – naukowców i lekarzy? 

Z takim apelem, którym obił się szerokim echem w ostatnich dniach, wyszedł redaktor naczelny szanowanego na całym świecie magazynu naukowego „Science” Holden Thorp:

„Instytucje muszą zrobić wszystko, co możliwe, aby ci ludzie bezpiecznie dotarli do laboratorium. Instytucje badawcze muszą wyłączyć wszystkie funkcje z wyjątkiem opieki klinicznej, badań nad koronawirusem i komunikacji w zakresie zdrowia publicznego. Aby wesprzeć te ważne operacje, instytucje muszą zapewnić opiekę nad dziećmi naukowcom i pracownikom, których dzieci są teraz w domach z powodu zamkniętych szkół. Muszą też rozwiać obawy dotyczące przyszłości tych pracowników poprzez wydłużenie czasu pracy, zagwarantowanie im statusu w szkole wyższej i przedłużenie umów podoktoranckich”.

Zadanie polega na tym, żeby ci, którzy są teraz najważniejsi dla świata, mieli poczucie bezpieczeństwa, że ich rodziny są zaopiekowane, ma się kto zając ich dziećmi, mają z czego żyć i mogli skupić się wyłącznie na ratowaniu świata.

I to jest zadanie nie tylko na teraz. W Polsce mamy z tym szczególny problem. Wielu zdolnych naukowców musi wyjeżdżać za granicę, żeby się rozwijać i przede wszystkim godnie zarabiać. Dziś dziękujemy lekarzom wylewnie, ale co z tego, skoro zarobki wielu lekarzy i pielęgniarek, którzy na co dzień przecież również ratują nasze życie, są często dramatycznie niskie.

Dziś wznosi się wiele patetycznych głosów, że świat się zmieni, że po koronawirusie nic już nie będzie takie samo. Że zwolnimy, zmienimy priorytety, docenimy wartości. Ludzkość stanie się inna. Nie wierzę w to. Ale coś rzeczywiście poszło na świecie nie tak, skoro większą wartość na co dzień mają piłkarze i celebryci niż lekarze i naukowcy.