Koniec snu o polskim samochodzie elektrycznym. Wrócimy do używanych diesli

Pandemia koronawirusa zmienia oblicze świata, który znaliśmy. Poddaje w wątpliwość dotychczasowy model globalizacji, skazując państwa zachodnie na brak dostaw kluczowych komponentów z Chin i paraliżując funkcjonowanie całych sektorów gospodarki od branży farmaceutycznej po energetykę czy motoryzację.

Fot. Marek Studzinski z Pixabay

Dziś trudno jeszcze przewidzieć jak głębokie zmiany nas czekają, ale widać wyraźnie, że wielu trendom, które wydawały się nam dotąd oczywiste trzeba będzie się przyjrzeć na nowo. Takim przykładem jest bez wątpienia odbywający się w ostatnich latach gwałtowny rozwój elektromobilności.

Obietnica samochodów elektrycznych dla każdego Kowalskiego wypierających tradycyjne pojazdy benzynowe mocno się oddala. Baryłka ropy Brent stanowiącej wzorzec rozliczeniowy w branży naftowej kosztuje dziś niecałe 25 dolarów. W przeliczeniu na litr to około 65 groszy, co oznacza, że woda mineralna w polskim markecie jest znacznie droższa. Tymczasem to nie koniec gwałtownej przeceny, która wstrząśnie gospodarkami uzależnionymi od eksportu czarnego złota, takimi jak Rosja i Arabia Saudyjska.

Bizblog.pl poleca

Ale zostawmy politykę międzynarodową

Z ekonomicznego punktu widzenia istotne jest to, że większość prognoz wskazuje na możliwość dalszej korekty na globalnych rynkach naftowych i osiągnięcie poziomu 10 dolarów za baryłkę. Warto zastanowić się co to oznacza dla elektromobilności?

E-samochody miały trafić pod strzechy.

Ich zeroemisyjność (przynajmniej w teorii, bo produkcja czy zasilanie generują dwutlenek węgla) napędzała sprzedaż bezpośrednio i pośrednio. Zainteresowani kupnem byli zarówno świadomi ekologicznie obywatele (z reguły najzamożniejsi), jak i państwa wprowadzające systemy dotacji sprzyjające wymianie pojazdów na takie, które ograniczą smog w dużych aglomeracjach.

Kreowanie mody i efekt skali miały przełożyć się na relatywnie szybką rewolucję i wymianę aut benzynowych na elektryczne nawet wśród biedniejszych osób. Działania Polski szły nawet dalej niż w zaprezentowanym modelu (przynajmniej w teorii). Spółka Electromobility Poland próbowała wykreować popyt na elektromobilność budując własny pojazd.

Ropa tańsza od wody. Diesle wrócą do łask

Niskie ceny paliw, które pośrednio są efektem m.in. pandemii koronawirusa, nie pogrzebią całkowicie tych planów, ale mocno odsuną je w czasie. Być może bardziej niż to sobie można dziś wyobrazić.

Przede wszystkim drastycznie zmniejsza się ekonomiczny sens zakupu auta elektrycznego. Paliwo nawet przy uwzględnieniu wysokich, sięgających 3 zł na litrze, podatków będzie ekstremalnie tanie. To przełoży się na bardzo niskie koszty eksploatacji samochodów benzynowych.

W nowej rzeczywistości, największego od lat dwudziestych kryzysu gospodarczego, czeka nas również upadek wielu firm, wysokie bezrobocie, a więc także ubożenie społeczeństwa. W takich warunkach trudno wyobrazić sobie samochód elektryczny dla każdego Kowalskiego. Osłabiona zostanie także klasa średnia, która – jeśli zdecyduje się na zakup nowego pojazdu – to kryterium ceny będzie decydujące.

Z pewnością wzrośnie teraz popularność aut używanych, benzynowych i diesli, w Polsce i tak ekstremalnie wysoka. Ale nasz kraj w skali globalnej nie będzie wyjątkiem.

Kryzys na nowo zdefiniuje plany rządów

Kwestie pracownicze staną się priorytetowe, a realizację niektórych postulatów ekologicznych trudno będzie uzasadnić. Programy budujące zachęty nabywania pojazdów elektrycznych mogą zostać uznane za kosztowną fanaberię. To jednak nie koniec zagrożeń jakie stoją przed szerokim rozwojem elektromobilności.

Pandemia koronawirusa uwidoczniła słabość globalnych łańcuchów logistycznych. Dotąd zachodnie koncerny przenosiły swoją produkcję do Chin i innych krajów azjatyckich, gdzie koszt siły roboczej był niewielki. Dziś skutkuje to zastojem całych sektorów gospodarki.

Istotne jest także to, że wynika to nie tylko z kryzysu epidemiologicznego. W jego cieniu Chiny toczą coraz intensywniejszy konflikt handlowy ze Stanami Zjednoczonymi. Największe zachodnie firmy już dziś mocno zastanawiają się nad wyciągnięciem wniosków z tej sytuacji. Bardzo prawdopodobne, że fabryki będą przenoszone ponownie na szeroko pojęty Zachód (mam tu na myśli m.in. kraje takie jak Polska). Odnawianie własnych zdolności produkcyjnych będzie miało jednak swoją cenę. Będzie drożej co dla samochodów elektrycznych, które już dziś nie należą do najtańszych nie jest bez znaczenia.

Czy to koniec snu o elektromobilności na wyciągnięcie ręki dla każdego Kowalskiego? Z pewnością nie, ale to marzenie zostanie mocno odsunięte w czasie.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.