Polacy odwołują wyjazdy przez koronawirusa. Biura podróży będą mieć kłopoty

Nasze stanowisko brzmi: im mniej będziemy mówić o koronawirusie, tym Polacy będą zdrowsi – usłyszeliśmy od przedstawiciela jednego z touroperatorów. Branża turystyczna jest powściągliwa w komentowaniu skutków pandemii. I nic dziwnego. Z naszych informacji wynika, że nad wieloma z nich stoi dzisiaj widmo bankructwa, a nakręcająca się psychoza nie pomaga im w robieniu interesów.  

Choć eksperci starają się tonować emocje, opinia publiczna coraz bardziej nakręca się na punkcie wirusa z Wuhan. Na ulicach coraz częściej można spotkać osoby w maskach ochronnych, pasażerowie komunikacji miejskiej ni stąd, ni zowąd wyjmują nagle żele dezynfekujące, a w sklepach brakuje nie tylko środków higienicznych, ale też kasz i ryżu.

Bizblog.pl poleca

Na tej rozszalałej od emocji karuzeli część przedsiębiorców zarabia dzisiaj duże pieniądze, inni nie mogą się jednak doczekać oficjalnego końca pandemii. Wśród tych ostatnich jest bez wątpienia branża turystyczna. Lęk przed wirusem sprawia, że Polacy zaczęli odwoływać wycieczki. O jakiej skali mówimy? Konkretne liczb nie padają, przedstawiciele branży robią, co mogą, by dodatkowo nie nakręcać spirali strachu.  

W przypadku marki Ecco Holiday szczyt sprzedażowy przypada na miesiące letnie, więc trudno z takim wyprzedzeniem określić, jakie będą reakcje klientów. Nie działamy w modelu czarterowym, więc rezerwacje letnich wyjazdów nie dotyczą nas tak jak masowych biur

– tłumaczy nam Aleksandra Olechnowicz, szefowa działu marketingu i PR w Ecco Holiday.

Branżę turystyczną czekają bankructwa

Ale problem istnieje.

Polskim touroperatorom, szczególnie tym kierującym turystów do Francji i Włoch, grożą bankructwa. Sprzedaż wycieczek wiązała się z koniecznością zapłacenia za hotel, karnety narciarskie itd. Tych pieniędzy biura podróży już nie odzyskają. W przeciwieństwie do klientów, których część próbuje odzyskać całość dokonanych wpłat

– opowiada Bizblog.pl Rafał Marek, wiceprezes Krakowskiej Izby Turystyki.

Zdaniem branży wina w rozkręcaniu paniki leży w dużej mierze po stronie mediów i polityków.

„Polskę, jak mało który kraj ogarnęła nerwowa atmosfera spowodowana rozprzestrzenianiem się zarażeń koronawirusem, choć nie zanotowano u nas jeszcze żadnego przypadku zarażenia nim. Stało się tak w dużej mierze za sprawą mediów i polityków” – twierdzi prezes Instytutu Badań Rynku Turystycznego Traveldata Andrzej Betlej w raporcie cytowanym przez Rzeczpospolitą.

Naukowcy tonują nastroje

W tym momencie warto się na chwilę zatrzymać. Pierwszy przypadek zarażenia koronawirusem został u nas właśnie odnotowany, ale naukowcy coraz częściej wyrażają wątpliwości, czy sposób mówienia o ryzyku związanym z rozprzestrzenianiem się wirusa, jest adekwatny do powagi sytuacji.

„Nie wiemy jeszcze, jaki odsetek zakażonych przechodzi infekcję bezobjawowo. Ponieważ ludzie ci nie potrzebują pomocy medycznej, to trudno ich ująć w statystykach epidemiologicznych. Z tego powodu wskaźniki śmiertelności podawane obecnie są zapewne zawyżone, a próby oszacowania rzeczywistej śmiertelności (dla wszystkich grup wiekowych łącznie) wskazują na poziom 0,3-1 proc.” – wskazuje Polska Akademia Nauk.

Źródło: Facebook

Część klientów woli jednak dmuchać na zimne i odwołać zaplanowany wypoczynek. Czy mają do tego prawo? Głos w tej sprawie zabrał nawet UOKiK. I okazało się, że mają duże szanse na odzyskanie całości wpłaconych pieniędzy. W komunikacie jest bowiem mowa o bezpłatnym odstąpieniu od umowy, gdy wystąpią „nieuniknione i nadzwyczajne okoliczności, które mają znaczący wpływ na realizację imprezy turystycznej lub przewóz podróżnych do miejsca docelowego”.

Branża wskazuje jednak, że przepisy są mało precyzyjne.

Nie do końca wiadomo, w jaki sposób traktować pojęcie „regionu i sąsiedztwa” zagrożonego wybuchem epidemii. Władze Trydentu wydały oświadczenie, w którym piszą, że w ich regionie nie odnotowano przypadków zachorowań i zagrożenie nie istnieje. Jednocześnie MSZ nie zaleca wyjazdów do północnych Włoszech, zwłaszcza w regionach Lombardii, Wenecji Euganejskiej i Emilii Romanii

– wskazuje Rafał Marek.

A w tym samym czasie Główny Inspektorat Sanitarny nie zaleca podróżowania do… całych Włoch.

Apel do Morawieckiego

M.in. z tego względu środowisko apeluje do rządu o podjęcie działań.

Chcemy zwrócić uwagę premiera Mateusza Morawieckiego na konieczność dokonania zmian w ustawie o turystyce, tym samym rozpoczęcia prac nad zmianami w dyrektywie UE. W obecnym kształcie nakłada ona zbyt duże ryzyko finansowe po stronie organizatorów wyjazdów turystycznych

– mówi wiceprezes Krakowskiej Izby Turystycznej.

Biura podróży nie mogą się jednocześnie ubezpieczyć, bo tak naprawdę nie wiedzą od czego. Ubezpieczyciele traktują pandemię w kategoriach siły wyższej.

Tymczasem touroperatorzy robią, co mogą. Itaka przygotowała wraz z wydawnictwem Pascal poradnik, w którym radzi jak uchronić się przed zarażeniem i bezpiecznie zaplanować wakacje. I chce go udostępnić w formie darmowego e-booka.

Postanowiliśmy pokryć koszt publikacji i zaangażować się w jej wydanie, aby budować obiektywny przekaz dotyczący koronawirusa, a przede wszystkim zapobiegać „epidemii medialnej!”

– tłumaczy biuro podróży.

Włosi się nie przejmują

W tym całym zamieszaniu największą pogodą ducha i dystansem wykazał się burmistrz pewnego miasteczka na Sycylii.

Daj się zarazić historią

– apeluje do turystów Lillo Firetto.

I dodaje, że „piękno nie ma kwarantanny”, a w regionie nie odnotowano do tej pory ani jednego przypadku zarażenia koronawirusem.

Bez paniki

– radzi włoski burmistrz.