Wróżenie z wirusów. Polacy wierzą, że stanie się cud, w USA szykują się na rzeź i plagę bezrobocia

GUS podał, że w lutym stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 5,5 proc. Ekonomiści twierdzą, że teraz w wyniku kryzysu, który wybuchnie po epidemii koronawirusa skoczy do 10 proc. A ja się zastanawiam, jak to jest, że Amerykanie przy siedemnaście razy większym pakiecie antykryzysowym spodziewają się aż 30-proc. bezrobocia. I to już w drugim kwartale.

Główny Urząd Statystyczny podał we wtorek, że stopa bezrobocia rejestrowanego w lutym 2020 r. wyniosła 5,5 proc. i była taka sama jak styczniu 2020 r. Liczba osób bez pracy wyniosła 919,9 tys. wobec 922,2 tys. miesiąc wcześniej i ponad miliona w lutym 2019 r., gdy stopa bezrobocia wynosiła 6,1 proc.

Wtorkowy odczyt był zgodny z wyliczeniami Ministerstwa Rodziny, Pracy i Społecznej (MRPiPS) z początku marca i średnią prognoz ekonomistów ankietowanych przez PAP Biznes i ISBNews.

Bez zmian pozostała lista województw o najniższej stopie bezrobocia: wielkopolskie – 3,1 proc., śląskie – 3,9, małopolskie – 4,4 proc. i mazowieckie 4,6 proc., na przeciwległym biegunie były województwa warmińsko – mazurskie (9,6 proc.), podkarpackie i świętokrzyskie (8,3 proc.) i kujawsko – pomorskie (8,1 proc.).

Źródło: Sytuacja społeczno-gospodarcza kraju w lutym 2020 r. GUS

W urzędach pracy zarejestrowało w lutym 116,3 tys. osób, a wyrejestrowało 118,7 tys. Wśród powodów skreślenia z listy bezrobotnych najczęściej podawano podjęcie pracy niesubsydiowanej (49,9 tys. osób), brak potwierdzenia gotowości do pracy (20,6 tys. osób) rozpoczęcie stażu lub szkolenia (12,8 tys. osób), dobrowolna rezygnacja ze statusu bezrobotnego (9,6 tys. osób) i podjęcie pracy subsydiowanej (8,5 tys. osób).

W lutym pracodawcy przesłali 112,7 tys. ofert zatrudnienia i było to o 7 proc. mniej niż rok wcześniej.

Koronawirus. Jeśli rząd się spóźni, będzie źle z gospodarką

W projekcie budżetu na 2020 r. zapisano, że stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec 2020 r. wyniesie 5,1 proc. Te dane oczywiście są już nieaktualne. Teraz eksperci prognozują gwałtowny wzrost liczby osób bez pracy.

Obecna sytuacja na rynku pracy podlega bardzo dużym zmianom. Problemy branży automotive, hotelarskiej, turystycznej, eventowej, drobnych usług czy handlu i wielu innych będą skutkowały nieuchronną falą zwolnień

– wymienia Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Jej zdaniem to, ile osób straci pracę, zależeć będzie od wielkości i zakresu wsparcia dla przedsiębiorstw, jakie rząd ustali i zrealizuje w ramach tarczy antykryzysowej.

Jeśli działania będą nietrafione lub spóźnione, możemy powrócić do dawno nie widzianych dwucyfrowych wskaźników bezrobocia

– wyjaśnia Monika Fedorczuk, zapowiadając, że w takim przypadku stopa bezrobocia wzrośnie do 10 proc.
Źródło: Sytuacja społeczno-gospodarcza kraju w lutym 2020 r. GUS

Trzeba szybko wdrożyć tarczę antykryzysową

Zdaniem głównego ekonomisty Krajowej Izby Gospodarczej Piotra Soroczyńskiego rządzący mają dramatycznie mało czasu na wdrożenie tarczy antykryzysowej. Maksymalnie 2-3 dni.

Zaraz trzeba zapłacić pensje za marzec, a w dużej ilości przypadków nie ma z czego. Dużo zależy teraz od pomysłów administracji, co z tym zrobić

– wskazuje.

Jego zdaniem w wyniku kryzysu wywołanego koronawirusem pracę może stracić od 320 tys. do 480 tys. osób w przypadku scenariusza optymistycznego (wzrost gospodarczy spada do 1 proc.). Ale gdyby okazało się, że PKB do koca roku spadnie o 5 proc., to dojdzie do hekatomby na rynku pracy i likwidacji od 1,12 mln do 1,28 mln etatów.

Przy dynamice PKB zredukowanej do 1 proc. popyt na pracę może ulec zmniejszeniu o około 2-3 proc. Przy recesji na poziomie 5 proc. popyt na pracę może ulec zmniejszeniu o około 7-8 proc. Obecnie pracujących mamy około 16 mln osób. Jeden procent od tej wartości to 160 tys. osób

– wylicza Piotr Soroczyński.

Jego zdaniem faktyczne spadki popytu na pracę mogą być nawet większe. W sytuacjach kryzysowych w pierwszej kolejności w gospodarce znikają miejsca pracy w usługach dla ludności (mających zazwyczaj niższy poziom wydajności). W statystykach wygląda to tak jakby dzięki kryzysowi znacznie przyspieszał wzrost tempa wydajności (ale również w konsekwencji spadał popyt na pracę) – wyjaśnia ekspert.

I dodaje, że odpowiednio wyposażony w środki program rządowego wsparcia dla utrzymania miejsc pracy spowodowałby możliwość czasowego tolerowania spadku przeciętnego poziomu wydajności pracowników. Dzięki temu reakcja w zakresie redukcji popytu na pracę mogłaby być słabsza.

Bezrobocie po koronawirusie. 1,2 mln ludzi bez pracy

Nie będziemy obserwować sezonowych spadków bezrobocia, w to miejsce pojawią się zapewne istotne jego wzrosty. Zakładając, że liczba bezrobotnych w związku z kryzysem gospodarczym wzrośnie o 400-500 tysięcy, to stopa bezrobocia na w grudniu może wynieść około 8,0-8,5 proc.

– wylicza główna analityk Banku Pocztowego Monika Kurtek.

Skok liczby bezrobotnych o pół miliona oznaczałby, że mamy do czynienia z wersją optymistyczną z prognoz Piotra Soroczyńskiego. A co by było, gdyby ziścił się czarny scenariusz?

Wówczas stopa bezrobocia koniec roku mogłaby wzrosnąć do 12 proc., a w skrajnie pesymistycznym wariancie dobić do nawet 15 proc.! Ostatni raz tyle osób zarejestrowanych w urzędach pracy było w Polsce w 2006 r.

Źródło: Polityka Społeczna nr 1/2010

Wróżenie z wirusów

Ekonomiści Banku Ochrony Środowiska są większymi optymistami. Przedstawili prognozy, z których wynika, że stopa bezrobocia wzrośnie do końca roku o 6-6,5 proc.

– Przyjmując założenie skuteczności działań rządowych nakierowanych na ograniczenie skali zwolnień oraz założenie, że spadek zatrudnienia w większej części może dotyczyć imigrantów, oczekujemy relatywnie niewielkiej skali wzrostu stopy bezrobocia – o ok. 1 pkt proc. – wskazują.

Wkrótce przekonamy się, kto będzie miał rację.

Siląc się na urzędowy i beznamiętny komentarz na temat dzisiejszych danych o bezrobociu i tego, co nasz czeka w nadchodzących miesiącach, gdzieś z tyłu głowy niczym dzwonek alarmowy dźwięczą mi słowa szefa Banku Rezerwy Federalnej St. Louis Jamesa Bullarda, który zapowiada, że w drugim kwartale PKB USA zleci o połowę, a bezrobocie wzrośnie do 30 proc.

I nie będzie miało znaczenia, że Amerykanie zamierzają wpompować w gospodarkę 850 mld dolarów. Siedemnaście razy więcej niż my.