Polacy słono zapłacą za węglowe widzimisię rządu. Nowe prawo już straszy mieszkańców wielu gmin

Wychodzi na to, że na arenie międzynarodowej, zwłaszcza jak przymusi nas Trybunał Sprawiedliwości UE, godzimy się na dokładne monitorowanie środowiska. Ale już w wewnętrznych przepisach aż tak bardzo nam na transparentności tym nie zależy. Wolimy za to ułatwiać przedsiębiorcom dostęp do złóż węgla, przy okazji ograniczając decyzyjność samorządowców i samych mieszkańców.

Projekt nowelizacji prawa geologicznego i górniczego niepokoi działaczy środowiskowych. Uważają, że tak sformułowane przepisy wiążą ręce samorządowcom i eliminują konsultacje społeczne.

Tak wynika ze wspólnego stanowiska Stowarzyszenia Samorządów Południowo Zachodniej Wielkopolski Samorząd dla Zrównoważonego Rozwoju oraz Fundacji Rozwój TAK – Odkrywki NIE. Aktywiści przekonują, że przyjęcie nowelizacji w proponowanym kształcie będzie przykładem systemowego odbierania kompetencji społeczeństwu działającemu poprzez struktury samorządowe czy obywatelskie i powrót do centralizacji państwa.

Proponowane rozwiązania są kolejną próbą dokonania ograniczenia władztwa planistycznego gmin i bezwzględnego ograniczenia praw wynikających z własności – przekonują działacze.

Nowelizacja wiąże ręce samorządowcom i mieszkańcom

Zdaniem aktywistów nowelizacja prawa geologicznego i górniczego w takim kształcie zapewni przedsiębiorcom górniczym daleko idące ułatwienia w dostępie do kopalin. Kosztem głosu władz samorządowych i lokalnych społeczności.

Bizblog.pl poleca

W tym dostęp do złóż węgla brunatnego: Oczkowice, Legnica, Gubin-Brody, Ościsłowo, Dęby Szlacheckie, czy Złoczew, których plany eksploatacji spowodowały wieloletni silny opór społeczny – zaznaczają działacze.

Aktywiści uważają, że wyłomem w zakresie konstytucyjnych praw czynnego udziału społeczeństwa w ochronie środowiska i obowiązku zapewnienia mu prawa do informacji jest niedopuszczenie w toku postępowania administracyjnego lokalnych mieszkańców. 

Odrzuca się całkowicie punkt widzenia lokalnej społeczności i konsekwencje dla indywidualnych i zbiorowych interesów mieszkańców – czytajmy we wspólnym stanowisku aktywistów.

Geolog Główny Kraju będzie rządził i dzielił

Zdaniem przedstawicieli stowarzyszenia i fundacji proponowane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska przepisy mają doprowadzić także do drastycznego ograniczenia prawa własności nieruchomości osób prywatnych.

Zakaz trwałej zabudowy będzie wynikał z samego faktu istnienia złoża, a nie z wykorzystania górniczego potencjalnej planowanej eksploatacji złóż – czytamy w ich wspólnym stanowisku.

Działacze przekonują, że uznanie złoża przez administrację publiczną za strategiczne, w oparciu o ich zdaniem niedookreślone kryteria, doprowadzi właścicieli do pozbawienia możliwości rzeczywistego dysponowania swoją własnością. Takie same konsekwencje będzie miał dołączonych do przepisów zapis o zabezpieczeniach możliwej eksploatacji. Dodatkowo krytykowana jest propozycja poszerzenia kompetencji Głównego Geologa Kraju.

W zasadzie zupełnie dowolnie i autorytarnie, może doprowadzić do wyłączenia możliwości rozwoju lokalnej społeczności w miejscu, gdzie być może nigdy nie dojdzie do wydobycia kopaliny – uważają aktywiści.

Wspólne stanowisku kończy się apelem zarówno do pomysłodawców nowelizacji prawa geologicznego i górniczego w takim kształcie, jak też do posłów i senatorów, żeby te propozycje legislacyjne odrzucili.

Kopalnia Turów oddziałuje na środowisko

Dyskusje nad proponowaną nowelizacją odbywa się akurat wtedy, kiedy Czesi zaczęli korzystać z zapisów międzyrządowego porozumienia z Polską i przeprowadzili pierwsze pomiary wpływu kopalni w Turowie na środowisko. Warto przypomnieć, że właśnie stałe monitorowanie wpływu kopalni Turów na środowisko i jak największa transparentność całego procesu były (obok wysokości odszkodowania) przez wiele miesięcy kością niezgody między Pragą a Warszawą. Nasi południowi sąsiedzi nie kryją radości, że teraz dane dotyczące poziomu hałasu i zapylenia są im dostępne. 

Tylko dzięki umowie z Turowem Republika Czeska wreszcie mierzy w sposób ciągły wszystkie limity środowiskowe w pobliżu kopalni. Dane te, które będziemy na bieżąco publikować, dają nam skuteczne narzędzie do ewentualnych korekt w przyszłości – zwraca uwagę Anna Hubackova, czeska minister środowiska.

Resort zlecił Krajowemu Laboratorium Referencyjnemu ds. Hałasu Komunalnego przy Instytucie Zdrowia w Ostrawie monitorowanie hałasu, a Czeskiemu Instytutowi Hydrometeorologicznemu – monitorowanie stężenia cząstek zawieszonych PM10 i PM2,5. I z pierwszych analiz wynika, że to jednak Czesi mieli przez lata rację w sporze z polskim rządem.

Wyniki obu tych pomiarów pokazują, że wpływ kopalni na ludność i krajobraz jest niezaprzeczalny, zwłaszcza jeśli chodzi o hałas, ale nadal mieści się w granicach prawa czeskiego. Jeśli mamy być bardziej rygorystyczni, to obecnie musimy zacząć zmieniać limity także dla czeskich generatorów hałasu – twierdzi współpracujący z czeskim rządem radca prawny Vaclav Zidek.