Zwolnienia L4 pod nową lupą ZUS. Efekt? Tysiące cofniętych zasiłków

ZUS wykorzystuje nową aplikację do weryfikowania, czy osoby, które idą na zasiłek chorobowy, rzeczywiście leżą w tym czasie w łóżkach. Skuteczność Zakładu w wykrywaniu oszustów rośnie w piorunującym tempie.

O tym, że Polacy lubią brać L-4 nie trzeba chyba nikogo przekonywać. W grudniu ubiegłego roku lekarze przyznawali, że wystawiają nawet 182 tys. zwolnień dziennie (inna sprawa, że wtedy swoje dołożyli też strajkujący pracownicy budżetówki).

W sierpniu ubiegłego roku ZUS wdrożył jednak nowe narzędzie do weryfikacji zwolnień.

Rzeczpospolita pisze, że za pomocą aplikacji automatycznie sprawdzane są wszystkie osoby prowadzące działalność gospodarczą, które dobrowolnie płacą składkę na ubezpieczenie chorobowe.

Efekty są namacalne. W ostatnim kwartale 2018 r. Zakład wydał 9,2 tys. decyzji wstrzymujących wypłatę zasiłków na kwotę 9 mln zł. Od stycznia do końca marca tego roku było to już 10 tys. decyzji na 9,2 mln zł. W analogicznym okresie zeszłego roku cofnięto 5,5 mln zł.

Przedsiębiorcy są zazwyczaj ścigani za podejmowanie w trakcie zwolnienia chorobowego innych prac zarobkowych. Rz podaje, że ZUS cofa zazwyczaj wypłaty od kilkuset złotych do kilku tysięcy złotych.

ZUS jeszcze nigdy nie miał takiej łatwości w weryfikowaniu zwolnień lekarskich.

W 2018 r. do powszechnego użycia weszły tzw. e-zwolnienia. Ich stosowanie było możliwe już 2 lata wcześniej, ale dopiero od grudnia ubiegłego roku stały się obligatoryjne.

Lekarze wstawiają informacje o L4 na Platformę Usług Elektronicznych ZUS. Dzięki temu Zakład ma do nich natychmiastowy dostęp. Wcześniej pracownicy mieli 7 dni na dostarczenie zwolnienia do ZUS. Część dokumentów docierała więc do urzędników już po okresie domniemanej choroby, a to uniemożliwiało przeprowadzenie kontroli. Takie szybkie choroby (średnio 4-5 dni) stanowią dominującą część zwolnień.

Zmienił się także sposób kontrolowania. Wcześniej, by sprawdzić czy naprawdę jesteśmy chorzy, ZUS wysyłał pocztą wezwanie do stawienia się u lekarza. Teraz może to zrobić za pomocą telefonu albo e-maila. Z drugiej strony osoba przebywająca na zwolnieniu nie musi odpisywać albo zgadzać się na nagranie rozmowy i nie wywołuje to żadnych negatywnych konsekwencji.