Szykujcie się na totalne zaćmienie. Uparte trwanie przy węglu skończy się dla nas potrójną katastrofą

Ucierpią ekologia, ekonomia i energetyka. Upieranie się przy węglu przestaje być kwestią decyzji politycznej podejmowanej przez rząd w Warszawie. Zaczyna brakować środków, za pomocą których można byłoby utrzymać status quo.

Fot. Willi Heidelbach z Pixabay

Obecnie mamy w Polsce dramatyczną sytuację zarówno w branży energetycznej, jak i górnictwie. Obie są niedofinansowane, wymagają nowych inwestycji i nie mają na ten cel środków. Co gorsza z dnia na dzień ubywa instytucji finansowych kredytujących brudne technologie, i koncernów, które je oferują.

Niewielu piewców węgla w Polsce – a jest ich coraz mniej – zdaje sobie sprawę z realnej sytuacji branż, dla których stanowi on dziś podstawę funkcjonowania. Obecnie aż 70 proc. z 90 bloków węglowych w kraju przekroczyło planowany czas eksploatacji. Pracują ostatkiem sił, a każdy kolejny dzień ich funkcjonowania to większe ryzyko blackoutu. Ponieważ nie mamy w kraju energetyki rozproszonej, ale opartą o duże bloki zaopatrujące olbrzymie obszary, jedna taka awaria może wywołać dramatyczne skutki gospodarcze, czego przedsmakiem było wprowadzenie stopni zasilania w 2015 r.

Bizblog.pl poleca

Nie lepiej sytuacja wygląda w górnictwie. Z roku na rok spada wydobycie w polskich kopalniach i rosną jego koszty m.in. z powodu wyczerpywania relatywnie łatwo dostępnych złóż. Przegrywają one z konkurencją z Rosją czy nawet Australią, gdzie zakłady wydobywcze mają charakter odkrywkowy, a obostrzenia środowiskowe są dużo słabsze. Mimo podnoszenia kwestii kluczowego znaczenia krajowego górnictwa dla bezpieczeństwa energetycznego Polski nie przedstawiono w ostatnich latach żadnych nowych projektów kopalń, co bez skutecznej transformacji gospodarczej grozi nam gigantycznym wzrostem importu.

To zmiany globalne, a nie wina UE

Zwolennicy polskiego węgla zwykli twierdzić, że jego kłopotom jest winna Unia Europejska i jej polityka klimatyczna. Tymczasem reakcja Brukseli to jedynie skutek kłopotów, jakie to paliwo przeżywa na całym świecie i próba reagowania na tę sytuację pobudzaniem innowacyjności w bardziej perspektywicznych obszarach sektora energetycznego.

Dziś problem z pozyskaniem finansowania dla nowych inwestycji węglowych ma już charakter globalny. Od czasu, gdy Grupa ING ogłosiła, że nie będzie kredytować projektów wysokoemisyjnych w 2015 r., w jej ślady poszło już około stu innych banków pod niemal wszystkimi szerokościami geograficznymi. Tylko w Polsce są to m.in. ING, Santander, BNP Paribas, mBank.

W takich realiach producenci energii, tacy jak PGE, Tauron czy Enea, mogą już liczyć jedynie na państwową część sektora bankowego, ale ona także musi walczyć o wyniki finansowe, a finansowanie węgla jest coraz bardziej ryzykowne. Koncerny realizujące takie inwestycje mają problemy z rentownością, protestami społecznymi, wizerunkiem. Doskonałym tego przykładem jest happening, w ramach którego w Poznaniu promowano plakaty, które przypominały reklamy banku PKO BP. Ich prześmiewcza treść boleśnie uderzała w politykę tej państwowej instytucji finansowej i zgodnie z trendami konsumenckimi może niebawem stanowić realny problem w kontekście pozyskiwania nowych klientów.

„Udzieliliśmy ponad 800 mln zł kredytów na budowę Ostrołęki C. Wyemitowaliśmy ponad 1 mld zł obligacji na niszczące klimat inwestycje. Ignorujemy ustalenia Porozumienia Paryskiego o ochronie klimatu. Bezrefleksyjnie finansujemy energetykę węglową”

– głosił jeden z plakatów, które pojawiły się w Poznaniu.

Problemy sektorów gospodarki opartych o węgiel sięgają fundamentów ich funkcjonowania, w tym nawet tak podstawowej kwestii, jak dostawa komponentów do budowanych elektrowni.

Symptomatyczne w tym kontekście są ostatnie decyzje globalnych potentatów, takich jak Siemens czy Toshiba, które zobowiązały się do zakończenia przyjmowania zamówień na produkcję komponentów do siłowni spalających węgiel. To poważna deklaracja, bo na polskim rynku niemiecki koncern obok amerykańskiego GE jest najważniejszym dostawcą turbin.

Koniec węgla to już nie wybór polityczny

Jak widać, w kwestii węgla wybór polityczny jest czysto iluzoryczny. Rząd nie ma dziś środków, by powstrzymać zapaść gospodarczą w sektorach opierających swoje funkcjonowanie na tym paliwie. Nawet tak fantastyczny pomysł jak polexit i dotowanie węgla z publicznych pieniędzy na szeroką skalę (co w zasadzie i tak ma miejsce mimo naszego członkostwa w UE) nie jest żadnym rozwiązaniem w sytuacji, gdy kurczą się rynki zbytu na ten surowiec na całym świecie i rośnie konkurencja jego eksporterów.

Piotr Maciążek: publicysta specjalizujący się w tematyce sektora energetycznego. W 2018 r. nominowany do najważniejszych nagród dziennikarskich (Grand Press, Mediatory) za stworzenie fikcyjnego eksperta Piotra Niewiechowicza, który pozyskał wrażliwe informacje o projekcie Baltic Pipe z otoczenia ministra Piotra Naimskiego. Autor książki „Stawka większa niż gaz” (Arbitror 2018 r.), współautor książki Młoda myśl wschodnia (Kolegium Europy Wschodniej 2014 r.). Obecnie pracuje nad kolejnym tytułem – tym razem dotyczącym polskich służb specjalnych.