Rząd zaczyna pękać pod presją. Pierwsze z uścisku obostrzeń mają wyrwać się sklepy w galeriach

Rząd coraz bardziej skłania się ku lekkiemu poluzowaniu obostrzeń. Jak dowiedziało się radio RMF FM, już od 1 lutego rząd może znieść zakaz działalności sklepów w galeriach handlowych.

Zagęszcza się atmosfera wokół rządowych obostrzeń. Powstała „interaktywna mapa wolnego biznesu”, a także w siłę rośnie ruch oporu wśród przedsiębiorców. W wielu miastach otwierają się restauracje, hotele czy kluby muzyczne.

Bizblog.pl poleca

Wszystko zaczęło się od orzeczenia WSA w Opolu, który anulował 10 tys. zł kary nałożonej przez sanepid na fryzjera. Ten mimo obowiązujących obostrzeń otworzył swój salon w kwietniu 2020 r. I najwyraźniej owo orzeczenie było właśnie tym małym kamyczkiem, który ruszył całą lawinę. Rząd zdaje sobie sprawę, że tym samym coraz bardziej traci kontrolę nad sytuacją i stara się uciec nieco do przodu. Stąd doniesienia o lekkim luzowaniu obostrzeń, co miałoby nastąpić od 1 lutego. 

Koniec obostrzeń: na pierwszy ogień sklepy w galeriach

Z niepotwierdzonych cały czas informacji wynika, że wycofywanie się z pandemicznych restrykcji miałoby się zacząć od sklepów w galeriach handlowych. I, jak wynika to ze słów doradcy premiera ds. COVID-19 prof. Andrzeja Horbana w Polsat News, mogłoby to nastąpić w ciągu dwóch tygodni, najwcześniej 1 lutego.

Wszystko zależy od tego, jaki będzie dzienny przyrost zakażonych. Z jednej strony – przynajmniej na razie – Polska wydaje się mieć znacznie lepszą sytuację niż Czesi, Portugalczycy, czy Irlandczycy. Eksperci zwracają uwagę, że dopiero możemy odczuć efekty przerwy świąteczno-noworocznej i ferii dla wszystkich dzieci w jednym terminie. 

To jednak wcale nie znaczy, że po sklepach w galeriach rząd zdecyduje się na obluzowanie obostrzeń także w innych dziedzinach gospodarki. Na to nie ma co liczyć. Potwierdza to także Olga Semeniuk, wiceszefowa Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, która zaznacza, że podobnie jak miało to miejsce w trakcie zeszłorocznej wiosny, tak i teraz gospodarka będzie otwierana etapami.

Restauracje, hotele i siłownie muszą czekać

Z informacji, do których dotarł RMF FM, wynika, że rząd cały czas stawia na maksymalne ograniczenie mobilności społecznej. Galerie handlowe to takie „oczko” puszczone do coraz bardziej poddenerwowanych ludzi. Na więcej, przynajmniej teraz, nie ma żadnych szans. O otwarciu restauracji (wyłącznie tych z ogródkami) trzeba zapomnieć przynajmniej do czasu, aż nieco zima zależy, a też decydująca będzie liczba zakażonych w danym regionie. Podobnie ma być z hotelami i siłowniami. Z kolei o organizowaniu koncertów muzycznych, czy przyjęć weselnych na razie nikt w rządzie nawet słowem nie wspomina. 

Narciarze nie składają broni. Będą walczyć o swoje

Rządowy komunikat o otwieraniu sklepów w galeriach handlowych przy jednoczesnym ograniczeniu mobilności społecznej ma sporą szansę, żeby już do końca wyprowadzić z równowagi właścicieli stoków narciarskich i górskich hoteli. Już kilka dni temu dali bardzo wyraźnie znać o swoim niezadowoleniu z polityki rządu w trakcie briefingu prasowego przedstawicieli stoków narciarskich zrzeszonych w Wiślańskim Skipassie oraz samorządowców z Wisły, Ustronia i Szczyrku. 

Nie stać nas na pensje, na spłatę kredytów. Musimy pracować

– mówił wtedy wprost Waldemar Wiewióra, właściciel kilku ośrodków w Wiśle, Istebnej i Ustroniu.

Pytany o pomoc ze strony rządowych tarcz antykryzysowych przyznaje, że od marca 2020 r. nie dostali złamanego grosza, a teraz ich straty idą w dziesiątki tysięcy złotych. Tylko jeden dzień naśnieżania kosztuje ok. 10 tys. zł. Nic więc dziwnego, że właściciele ośrodków narciarskich z Beskidu Śląskiego, ale i z Podhala – wzorem coraz liczniejszych przedsiębiorców z całego kraju – coraz głośniej mówią o otwarciu swoich ośrodków już 18 stycznia. Niezależnie od tego, jaką ostatecznie decyzje podejmie rząd.